Moda na patriotyzm

Młodzi ludzie nie kryją, że noszenie patriotycznych ciuchów jest z ich strony formą manifestacji poglądów, wręcz swoistym wyznaniem wiary.

Mała wioska, gdzieś w północno-zachodniej Polsce, na terenach znanych głównie z sentymentu do PRL i głosowania na SLD. Pod sklep podjeżdża traktorem młody chłopak. Ma na sobie koszulkę z nadrukiem „Chwała bohaterom”. I gołym okiem widać, że jest z niej dumny… Tę scenkę opisuje Jarosław Szarek, historyk z IPN, przez lata zajmujący się popularyzacją wiedzy o żołnierzach wyklętych. – Zrozumiałem wtedy, jak wiele w ostatnich latach w Polsce się zmieniło. Ten chłopak zrobił trzy ważne rzeczy: zdobył gdzieś tę koszulkę, zaczął ją nosić i wyraźnie traktuje ten fakt jako rodzaj manifestacji przywiązania do patriotycznych wartości – wylicza Szarek.

W polskiej popkulturze niewątpliwie doszło do przesilenia i ma to związek z upowszechnieniem przez lata skrywanej prawdy o żołnierzach (niegdyś) wyklętych. Młodzi ludzie, dotąd „buntownicy bez powodu”, przestali kopiować zachodnie wzory, bo znaleźli we własnej historii coś, co też jest prześladowane, nielegalne i potępiane: polski patriotyzm. Pedagogika wstydu promowana w oficjalnych mediach przyniosła odwrotny skutek. „Bezwstydnie” nosi się dziś na koszulkach wizerunki narodowych bohaterów, po których miał zaginąć wszelki ślad. Młodzież śpiewa o nich piosenki i maluje graffiti. Mamy prawdziwą eksplozję mody na patriotyzm.
 

Na początku była… historia

To już nie jest podziemie, drugi obieg czy jakaś manufaktura w piwnicy. Moda na patriotyzm szturmem zdobywa wolny rynek. Narodowa symbolika jest coraz chętniej używana we wzornictwie przemysłowym. Rosną fortuny niegdyś niewielkich firm odzieżowych, produkujących całe serie ubiorów nawiązujących w swej symbolice do tradycji, patriotyzmu i antykomunizmu. Co ciekawe, wiele tych firm nie zaczęło od biznesplanu (ten pojawił się później), ale od fascynacji najnowszą historią Polski.

„Najpierw była prowadzona po godzinach strona na Facebooku. Publikowane na fanpejdżu autorskie grafiki, komentujące aktualne wydarzenia i przypominające piękne, ale często też bolesne karty z naszej historii, spotkały się z niesamowicie pozytywnym odbiorem. Fanów zaczynało przybywać. Coraz częściej pojawiały się sugestie, abyśmy wyprodukowali koszulki z grafikami nawiązującymi do tych, które umieszczamy na Facebooku. Cały projekt powstał bez dotacji oraz bogatego inwestora. Naszym kapitałem była życzliwość ludzi i ogromne zaangażowanie fanów. Dzięki nim oraz ciężkiej pracy, od świtu do nocy, w przeciągu zaledwie dwóch lat udało się nam zbudować prężnie działającą firmę odzieżową” – piszą w manifeście zamieszczonym na swojej stronie Kuba i Paweł, pomysłodawcy firmy Red is Bad.

Dwóch innych przyjaciół – Wojciech i Mateusz – stworzyło projekt Surge Polonia, specjalizujący się w produkcji odzieży patriotycznej nawiązującej do legendy żołnierzy wyklętych. Prawdziwym przebojem tej firmy okazała się jednak kolekcja inspirowana powstaniem warszawskim i filmem „Miasto 44”. I wywołała na nowo dyskusję o granicach komercjalizacji narodowych relikwii.

Zastrzec „Kotwicę”

Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, wspomina, jak tuż po otwarciu słynnej placówki miał pomysł, by 1 sierpnia o Godzinie „W” tysiące ludzi w stolicy założyło specjalnie na tę okazję przygotowane powstańcze opaski. Wycofał się na prośbę powstańców, dla których opaska jest czymś w rodzaju relikwii, często jedyną pamiątką ocalałą z ruin. Dziś takie opaski są niemal „standardowymi” elementami kolekcji patriotycznej odzieży. Podobnie jak znak Polski Walczącej. Jeszcze pięć lat temu kombatanci próbowali przekonać posłów do ustawy, która zabraniałaby używania słynnej „Kotwicy” do celów komercyjnych lub dla prowadzenia aktualnej kampanii politycznej. Stosowny projekt trafił do Sejmu, ale były to zabiegi przypominające powstrzymanie tsunami przy użyciu worków z piaskiem.

– Upowszechnienie powstania, wprowadzenie go w przestrzeń kultury masowej to było nasze założenie, o to nam chodziło. Byłem nawet przeciwny zastrzeganiu jakichś znaków czy powstańczych symboli, bo uważałem, że powinny one dotrzeć wszędzie, do bardzo różnych środowisk. Uważałem, że piosenki, motywy, elementy ubioru wręcz muszą nabyć cech ludyczności, bo inaczej będą żyć tylko w gronie historyków. Oczywiście ceną za to jest pewna trywializacja, ale warto było tę cenę zapłacić – przekonuje Paweł Kowal, historyk, jeden z twórców MPW.

Lodówka z symbolem AK

Oczywiście nie wszyscy są tego zdania. Wielu powstańców pozostaje przy swoim, ale ich argumenty dotyczą głównie kwestii sentymentalnych i wrażliwości. Ludziom mającym wciąż w pamięci wojenną traumę może nie podobać się letnia koszulka ze znakiem Polski Walczącej, ozdobiona grafiką przypominającą ranę po kuli. A i ci, którzy wojny nie pamiętają, mogą czuć się zdegustowani gadżetami z symbolem AK do przyklejania na sprzęcie AGD, promowanymi hasłem „Nawet twoja lodówka może promować patriotyzm – za jedyne 10 zł”.

Z upływem lat coraz słabszy staje się jednak argument odnoszący się do „kiczowatości” patriotycznej sztuki użytkowej. Wbrew znanemu prawu produkt lepszy zdaje się powoli wypierać gorszy, głównie ze względu na rosnącą konkurencję. Na ten rynkowy aspekt zwraca uwagę Dariusz Karłowicz, filozof, publicysta, przez wiele lat odpowiadający za marketing w dużej firmie. – Rynek po prostu odpowiada na potrzeby, które, jak widać, są ogromne. Obserwuję to, co młodzi ludzie noszą, i w mojej opinii to nie jest kicz. Częściej mamy raczej do czynienia z przekazem niebanalnym. Większość produktów zaskakuje dobrymi pomysłami i ciekawą stylistyką – ocenia Karłowicz. Nie podziela też obaw, że jesteśmy o krok od przesytu i znużenia nadmiarem patriotycznych treści, zarówno w modzie, jak i w popkulturze.

A czy komercjalizacja może przesłonić treści, jakie niesie ze sobą patriotyczna symbolika? – Widzę tu pewną analogię między świętami Bożego Narodzenia a handlem, który wykorzystuje ich klimat, by zwiększać sprzedaż. Nauczyliśmy się z tym żyć. Problem jest wtedy, gdy święta redukuje się wyłącznie do prezentów z nimi związanych – zauważa filozof.

Wałęsa? Nasz bohater to Pilecki!

Fenomen popularności żołnierzy wyklętych paradoksalnie tłumaczy się (także) logiką wolnego rynku. Bohaterów antykomunistycznego podziemia odkryli ludzie urodzeni w III RP. Sami wybrali sobie takich idoli, nikt im ich nie narzucił. Przy okazji sporu wokół przeszłości Lecha Wałęsy w mediach społecznościowych można było zauważyć ciekawą prawidłowość. Stopień emocji wokół TW „Bolka” rósł wraz z wiekiem zabierających głos. Młodzi pozostawali wobec niego raczej obojętni. „Wałęsa? Nasi bohaterowie to Pilecki, Inka, generał Nil!” – napisał jeden z internautów. Bardzo ciekawa i pouczająca może być odpowiedź na pytanie, dlaczego to nie liderzy „Solidarności”, ale żołnierze AK są idolami dzisiejszych nastolatków.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • JAWA25
    01.04.2016 16:02
    obawiam się, że takie "ciuchy" doprowadzają do dewaluacji wartości które jakoby propagują
    "Więc się nie dziwcie - ktoś może
    Choć milczkiem słuszność mi przyzna
    Że na mych wargach tak rzadko
    Jawi się wyraz: Ojczyzna."
    pisał sto lat temu Jan Kasprowicz.
  • Gość
    02.04.2016 19:02
    Nie obawiaj sie. Za gowniarza byłem w USA i widziałem ze tam prawie na każdym domu wisiała ich flaga a w supermarkecie mogłeś kupic ręcznik z flagą. Tam każdy chce pokazać ze kocha swój kraj. I tak ma być!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie