Syryjskie karty Putina

Osłabione Państwo Islamskie, wzmocnione siły prezydenta Asada i niekwestionowana pozycja Rosji. W takim kontekście dochodzi do kolejnych rozmów pokojowych w sprawie Syrii.

To trochę jak z serii: mam dobrą i złą wiadomość. Dobrą jest oczywiście kurczące się Państwo Islamskie. Zarówno na terytorium Iraku, jak i Syrii. Złą jest rosnąca i coraz bardziej decydująca w tej wojnie pozycja Rosji. Bez niej armia syryjska nie osiągnęłaby ostatnich militarnych sukcesów, które sprawiają, że stopniowo wypiera islamistów (jednych z wielu konkurujących ze sobą na tamtym terenie). W efekcie wszelka próba pokojowego zakończenia konfliktu (o ile jest to jeszcze możliwe) musi odbyć się na warunkach dyktowanych przez Moskwę. A na pewno przez nią akceptowalnych. I niech się nikomu nie wydaje, że w ten sposób Putin zabezpiecza sobie interesy tylko na Bliskim Wschodzie. Konieczność rozegrania spraw Syrii pod dyktando Kremla to dla naszej części świata kolejny sygnał ostrzegawczy. Jeśli nie alarmowy.

Zachód we mgle

Zachód od początku nie miał pomysłów na rozwiązanie tego konfliktu. Przy założeniu, że konflikt ten w ogóle nie leżał w interesie niektórych krajów zachodnich. Sytuacja była dwuznaczna: dotąd bowiem syryjski prezydent stawiany był w jednej linii z najgorszymi reżimami świata. W skrócie: do usunięcia. Zachodowi nie przeszkadzał oczywiście w takich czarno-białych wizjach fakt, że o wiele bardziej opresyjny charakter ma ustrój sojuszniczej Arabii Saudyjskiej. W przypadku Syrii liczyło się to, że jest sprzymierzona z Iranem, czyli „wrogiem numer jeden”. I to wystarczyło, żeby do nadciągających coraz liczniej do Syrii bojówek islamskich stosować określenie: opozycja. Tymczasem prawdziwa opozycja syryjska, która rzeczywiście ma powody do usunięcia Baszara al-Asada, gdy zorientowała się, kto próbuje wykorzystać tę wojnę i jaki porządek zaprowadzić, zdystansowała się od napływających z sąsiednich krajów islamistów. „Chcemy obalić Asada, ale nie rękami fanatyków” – mówili. Wśród grup terrorystycznych znalazło się m.in. Państwo Islamskie, które brutalnością i możliwościami przebiło pozostałych konkurentów do utworzenia kalifatu islamskiego. Bo nie ma powodów, by niektóre ugrupowania salafickie czy np. Al-Nusrę podejrzewać o chęć organizacji nowego ładu w Syrii na bazie łagodniejszej wersji szarijatu.

W każdym razie ta niemoc i paraliż decyzyjny Zachodu, a nawet absurdalna groźba interwencji przeciwko Asadowi (ramię w ramię z islamistami?) spowodowały, że Zachód stracił twarz w sytuacji, gdy liczba ofiar osiągnęła już ponad 200 tys., gdy chrześcijanie syryjscy przeżywali prawdziwy holocaust i gdy miliony uchodźców spowodowały największy kryzys imigracyjny od dziesięcioleci. W tak nierozpoznaną i zaniedbaną przez Zachód przestrzeń weszła Rosja. I nawet jeśli nie ma wątpliwości co do intencji Putina, który rozgrywa w Syrii swoje interesy, to wizerunkowo właśnie Rosja wychodzi w tym konflikcie na obrońcę cywilizacji przed barbarzyństwem Państwa Islamskiego.

Odwrót islamistów

Państwo Islamskie, dzięki interwencji rosyjskiej, od dłuższego czasu traci kolejne obszary. Oblicza się, że w ciągu ostatniego roku islamiści stracili ponad 20 proc. kontrolowanego dotychczas terytorium. To nie wszystko. Kurczą się również możliwości finansowe dżihadystów. Wiadomo na przykład (mówią o tym amerykańskie źródła wywiadowcze, na które powołuje się raport think tanku Rand Corp.), że prawie o połowę spadły przychody PI ze sprzedaży ropy.

Teraz dodatkowo doszły spektakularne zwycięstwa armii syryjskiej (wspieranej przez lotnictwo rosyjskie) w kluczowych punktach. Prawie dwa tygodnie temu doszło do odbicia z rąk islamistów Palmiry, miasta na pustyni, znanego z antycznych zabytków. Wojska Asada przejęły kontrolę zarówno nad nową częścią miasta, jak i nad starożytnymi ruinami, gdzie przed wojną międzynarodowe ekipy archeologów (w tym polska) odkrywały skarby przeszłości. Położona na pustyni starożytna Palmira w rękach dżihadystów znalazła się w maju ubiegłego roku. Jej odbicie ma przełomowe znaczenie, otworzy bowiem drogę do opanowanej przez Państwo Islamskie wschodniej syryjskiej prowincji Dajr az-Zaur i do Rakki, będącej stolicą samozwańczego kalifatu. Palmira jest strategicznym punktem łączącym wschodnią i zachodnią część Syrii.

Nie tylko o znaczenie strategiczne jednak chodzi. To również symboliczne zwycięstwo sił Baszara al-Asada. Przed wojną w ruinach dawnego amfiteatru miały miejsce m.in. wielkie wydarzenia kulturalne: opery, koncerty itp. Gdy Palmirę przejęli dżihadyści, w tym samym miejscu dokonywano publicznych egzekucji. Reżim Asada ma swoje na sumieniu – zarówno przed wojną, jak i w czasie jej trwania – to nie ulega wątpliwości. Trudno jednak dziwić się tym wszystkim (m.in. syryjskim chrześcijanom), którzy w obliczu bestialstwa w wykonaniu islamistów tęsknią za dyktaturą Asada. Nawet jeśli pod Palmirą znajdowało się niesławne więzienie dla przeciwników politycznych, to z pewnością łatwiej żyło się w kraju, w którym starożytna Palmira służyła za scenografię wydarzeń kulturalnych, a nie miejsce masowych egzekucji. Zwycięska bitwa o Palmirę może odmienić losy tej wojny. I tu znowu wdzięczność za uwolnienie z rąk PI część Syryjczyków skieruje w stronę Moskwy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie