Dokąd płyniemy?

Trawiony pożarem wewnętrznej wojny statek Ukraina zaczyna stawać w dryfie. Załoga traci zaufanie do kapitana. Pasażerowie biednieją w zastraszającym tempie. Tylko oligarchowie i ich dworzanie mają się dobrze. Pod pokładem narasta bunt. Zmiana pierwszego oficera może go tylko odroczyć. Mnożą się pytania, ale dwa są najważniejsze: „Dokąd płyniemy?” oraz „Czy statek nie rozpadnie się na części?”.

Majdan przegrał – mówi Wiaczesław Tymoszczuk. – Wprawdzie udało się wyrzucić Janukowycza, ale nie udało się wprowadzić reform.

Tymoszczuk, dawny aktywista Majdanu i ochotnik ATO, prowadzi indywidualny protest na Majdanie Niezależności w Kijowie. Tam, gdzie 2,5 roku temu razem z tysiącami towarzyszy walczył o nową Ukrainę. Nie jest jedynym protestującym na tym placu. – Niedawno była manifestacja matek, których synowie dostali się do niewoli na Wschodzie – opowiada. – Przychodzą ludzie domagający się dymisji prezydenta i rządu.

Tymoszczuk domaga się spełnienia kilku postulatów. Dwa są personalne: dymisja premiera Jaceniuka oraz mera Dubna, gdzie mieszka. Kolejny postulat dotyczy przeprowadzenia lustracji. – Jak mamy reformować kraj i walczyć z separatystami, skoro połowa ludzi dawnego systemu sprzyja Rosji? W Moskwie FSB ma ich teczki, więc oni są posłuszni Rosji, a nie Ukrainie – złości się Tymoszczuk. Domaga się też objęcia skuteczną opieką rodzin ukraińskich ochotników i żołnierzy służących na Wschodzie oraz samych żołnierzy, którzy stracili zdrowie na froncie. Na samym dole swojego potykacza Wiaczesław wymalował żądanie, by Putin wrócił do domu oraz by ścigać złodziei.

Diagnoza Tymoszczuka znajduje potwierdzenie w opinii socjologa. – Rewolucję na Majdanie można uznać za tylko częściowo udaną – mówi Kamila Zacharuk. – Jej największym sukcesem jest powstanie zaczątków społeczeństwa obywatelskiego. Poza Samoobroną Majdanu zaistniało wiele organizacji społecznych, bardziej i mniej formalnych. Dużą rolę odgrywają w nich kobiety. Porażką Majdanu jest jednak to, że nie wyłonił ani wyrazistego lidera, ani jednej siły politycznej z programem reform. Z braku lidera, po opadnięciu fali protestów, ludzie wycofali się do swoich lokalnych wspólnot i proces powstawania społeczeństwa obywatelskiego uległ spowolnieniu. Dodatkowo organizacje pozarządowe nie otrzymują wystarczającego wsparcia od Zachodu. Jeśli jednak proces samoorganizowania się ludzi będzie postępował, jeśli zostanie wreszcie przeprowadzona lustracja, a wojna na Wschodzie nie wybuchnie z wielką intensywnością, to Ukraina nie zawróci z drogi reform – konkluduje Zacharuk.

Hamulcowi reform

Postęp reform jest sprzeczny z interesami oligarchów, którzy coraz mocniej zaczynają hamować zmiany. Spowolnienie reform blokuje Ukrainie dostęp do zachodnich rynków finansowych. Bez współpracy z nimi nie da się spłacać zadłużenia zagranicznego. 2,5 roku temu oligarchowie zostali włączeni w świat pomajdanowy. Objęli ważne stanowiska w nowych władzach. Posunięcie to, dobre na krótką metę, teraz okazuje się mocno problematyczne. Interesy oligarchów nie są bowiem zbieżne z interesami społeczeństwa. Obecnie pod kontrolą oligarchów pozostaje około 70 proc. ukraińskiej gospodarki. Brak przejrzystych regulacji prawnych, sprawnego sądownictwa i systemu walki z korupcją zapewnia oligarchom ochronę przed konkurencją ze strony inwestorów zagranicznych. Mówiąc najkrócej, reformy oznaczają pozbawienie oligarchów zysków wynikających z pozycji monopolisty. Dlatego starają się oni zahamować ten proces przez korumpowanie deputowanych Werchownej Rady. Pozostające we władaniu oligarchów media usiłują przekonać Ukraińców, że ponoszenie kosztów związanych z przyjęciem norm i standardów unijnych nie ma sensu.

Czy nowy rząd Hrojsmana będzie miał dość determinacji i poparcia, by kontynuować reformy poprzednika, a zwłaszcza przeprowadzić przejrzystą i zakrojoną na dużą skalę prywatyzację? W tej sprawie wśród analityków sceny politycznej dominuje sceptycyzm. Spodziewają się raczej tego, że oligarchowie będą podsycać społeczne niezadowolenie, wspierając opozycyjne postulaty zwiększenia wydatków publicznych oraz cofnięcia podwyżek cen energii dla odbiorców indywidualnych. Opór rządu może doprowadzić do szybkiej dymisji.

Społeczeństwo daje radę

Ludzie stracili zaufanie do władzy. Większość pochłonięta jest wymyślaniem sposobów na poradzenie sobie z drożyzną. Taras, posiadacz jednorodzinnego domu, odkłada na chwilę siekierę i z dumą prezentuje nowy piec centralnego ogrzewania. Pali się w nim drewnem. Taras właśnie kupił większą ilość bukowych bali i teraz rąbie je na polana. Stary piec na gaz został odłączony. – Po ostatniej zimie, chociaż była łagodna, doszliśmy z żoną do wniosku, że mroźnej na gazie nasz domowy budżet nie wytrzyma – mówi Taras. Jest przedsiębiorcą, nie należy więc do najbiedniejszych ludzi w mieście, poza tym potrafi liczyć i działać. – Ten piec na drewno nie był tani, kosztował ponad 1000 dolarów (ceny na Ukrainie są dynamiczne, ich wysokość wyznacza kurs dolara). Do tego musiałem dokupić komin, zainwestować w drewno. Przy obecnych cenach gazu i drewna wydatek zwróci mi się za 3 lata – tłumaczy.

Alosza z Kamieńca Podolskiego jest przewodnikiem wycieczek po tej perle Podola. – Jak żyć, proszę pani, jak żyć? – cytuje znanego polskiego hodowcę papryki. – Sezon jeszcze się nie zaczął, mamy dwoje małych dzieci, trzecie w drodze. Zimą musiałem grzać mieszkanie i teraz mam do spłacenia pilny dług. Staram się jak mogę, ale miejscowych nie będę przecież oprowadzał. A o pracę tu, w Kamieńcu, bardzo trudno. Zresztą i w sezonie w zeszłym roku turystów było wyraźnie mniej niż w poprzednich latach. Ludzie zbiednieli, to i na wycieczki przestali jeździć. A Polacy boją się wojny na Ukrainie, chociaż przecież u nas jest całkiem spokojnie.

Natalia spod Żytomierza, matka dwójki nastolatków, zatrudniła rodzinę do pracy sezonowej. – Mieszkamy przy ruchliwej trasie – opowiada. – Dzieci robią więc miotły. Sprzedajemy po 20 hrywien razem z kijem. Teraz wiosną ściągamy sok z brzozy, nalewamy do butelek. Idzie jak woda w upał – cieszy się Natalia, bo ta działalność pomaga rodzinnym finansom.

Michaił dorabia, chwytając się prac sezonowych. Obecnie najmuje się do przyorywania ziemniaków. – Mam 1200 hrywien emerytury. Na cały miesiąc – dodaje. – Za dużo, żeby umrzeć, za mało, żeby z tego wyżyć. Na szczęście na wsi ludzie wprawdzie niebogaci, ale życzliwi. Dadzą zarobić, dadzą zjeść, a czasem i wypić. I tak mi mija miesiąc za miesiącem.

Szok w Kijowie

Niedziela, przejście graniczne Jahodyn. Od wczesnego popołudnia kolejka szybko rośnie. Samochody stoją w miejscu. Tylko z Polski co chwilę wjeżdża na Ukrainę ciężarówka z wielkimi terenowcami. Taki samochód to teraz ostatni krzyk mody. Ich liczba na ulicach Kijowa zaszokowała nawet pewnego Niemca, który przyjechał do Kijowa w interesach swoim audi A-6.

– Polacy bardzo kontrolują i dlatego tak powoli idzie – informują chłopaki z rzęchowatego opla vectry. Jadą do pracy na budowie pod Chełmem, trochę się spieszą. Czas spędzony na oczekiwaniu wykorzystują na staranne upakowanie nadliczbowych papierosów po kieszeniach i zakamarkach auta. Przepisy dopuszczają 2 paczki na osobę, ale jak się oprzeć pokusie wwiezienia więcej, gdy paczka papierosów w Polsce kosztuje 15 zł, a na Ukrainie najtańsze są po 1,80 zł? Nawet te najdroższe nie kosztują w przeliczeniu więcej niż 4,40 zł za paczkę. A wiadomo że nawet najbardziej skrupulatni celnicy wszystkiego nie znajdą.

Celnicy są rzeczywiście skrupulatni. Czas oczekiwania na wjazd do Polski przekracza tego dnia 8 godzin. – Jak długo trzeba będzie stać, gdy nastanie ruch bezwizowy? – Nie mam pojęcia, ale to nie nasz problem – odpowiada polski celnik.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie