Marzenie samego Boga

Chłopcy z wracają z polowania. Niemowlęta słuchają o tym, jak eros i agape pięknie się uzupełniają. Na Górze Świętej Anny przez kilka dni obradowali Obdarowani.

Ruch jak w ulu. Wchodzę do wielkiej auli, gdzie ks. Tomek Jaklewicz opowiada z pasją o ogromnej namiętności Boga, i muszę uważać, by nie nadepnąć na jakiegoś niemowlaka. Konferencji słucha z uwagą nie tylko tłum dorosłych, ale i niemal trzydzieścioro niemowląt. Niektóre szkraby raczkują z wielką determinacją między rzędami. Mają jeden cel: byle do przodu!

Rodziny naprawdę dobrze się tu czują. Oto kilka puzzli, które układają się w jeden duży napis: „Rodzina jest fajna”.

Wentylujemy!

Współczesny świat ma alergię na dzieci. Nawet w ośrodkach rekolekcyjnych maluchy przyjmowane są z wielką ostrożnością i obwarowane odgórną listą zakazów. Tu, na Święcie Rodzin, czują się jak ryby w wodzie. Rodzina jest najważniejsza. Na Świętej Annie to nie slogan – opowiada gwardian i dyrektor Domu Pielgrzyma Ignacy Szczytowski, zaangażowany od lat w Domowy Kościół. – Nie przeraża mnie ta liczba dzieci. To znak, że Kościół pulsuje życiem. Dzieci naprawdę są błogosławieństwem. Najlepsze jest to, że mogą tu bawić się z rodzicami i uczestniczyć z nimi w wieczornej modlitwie uwielbienia. To działa tak: jeśli dzieci będą zniechęcone, to rodzice nie przyjadą za rok, a jeśli będzie im się podobało, pociągną za sobą całe rodziny.

Widziałam małżeństwa, które przyjeżdżały tu w ogromnym kryzysie, a wracały pojednane - opowiada Bogumiła Juroszek z Istebnej. To czas i misterium, i zabaw, i konferencji, i odpoczynku, i zwyczajnej rozmowy. Przyjeżdża coraz więcej osób. Widać, że ludzie naprawdę tęsknią za taką formą rekolekcji. Mówię to jako żona i mama. Modlimy się, bawimy, gadamy i widzę, że to wszystko ma sens, że rodzina, bliskość, intymność to nie jest ludzki wymysł, ale marzenie samego Pana Boga. Gdybym zatrzymała się jedynie na tym, co ludzkie, pogubiłabym się.

Po co tu przyjeżdżam? Przewietrzyć małżeństwo – uśmiecha się Piotr, mąż Bogusi. Małżeństwo musi być na bieżąco wentylowane. Nie można skostnieć. Małżeństwo musi „pracować”, tętnić życiem.

Gleba

Stoją naprzeciwko siebie. Twarzą w twarz. Marcelina sprawdzająca stan rozmnożenia talentów i Kuba, sługa, który dostał jeden talent, ale zakopał go głęboko w ziemi. – Ukryłem twój talent. Oto masz swoją własność! – mówi chłopak. – Sługo zły i gnuśny! – słyszy krótką odpowiedź. A potem dochodzi do rękoczynów. Marcelina odpycha chłopaka, który jak długi pada na podłogę (czytaj: deski teatru). Poprzednich delikwentów, którzy powiedzieli: „Królu, dałeś mi miłość. Pomnożyłem ją”, spotkał inny los. Zostali nagrodzeni. Usłyszeli: „Wejdź do radości swego Pana!”. Sługa gnuśny zbiera się z podłogi

– Już po raz drugi zajmujemy się grupą młodzieży – opowiada s. Ania ze zgromadzenia sióstr Jezusa Miłosiernego (zakonnice przyjechały aż z Bledzewa pod Gorzowem). Czy da się młodym siedzącym po uszy w wirtualnym świecie opowiedzieć o Bogu? Jasne! Tylko trzeba uważnie ich słuchać i zobaczyć, w którym momencie zaczynają się nudzić. Przepis na sukces? Tempo, ruch, pasja, zaangażowanie, elastyczność. Musimy patrzeć przez cały czas na to, jak reaguje grupa. Nic na siłę! Wczoraj oglądaliśmy film „Niezłomny”, teraz skończyliśmy próbę teatralną. Konkluzja? Pomnażaj to, co dostałeś! To najważniejsze przesłanie.

Za godzinę faustynki wyjadą do domu. Mają przed sobą szmat drogi. Kilkaset osób żegna je wielkimi brawami. – Siostry już wracają, ale my jeszcze zostajemy rzuca do mikrofonu ks. Tomek Jaklewicz. – Pamiętajcie: kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony!

Jego słowom towarzyszy salwa śmiechu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie