Wodospad monet

Tym, czym dla umysłów ścisłych jest Centrum Nauki „Kopernik”, a dla miłośników historii Muzeum Powstania Warszawskiego, tym dla żądnych wiedzy o własnym portfelu i finansach państwa jest nowo otwarte w Warszawie Centrum Pieniądza. Nauką i zabawą.

Zanim uchylą się przed nami olbrzymie drzwi skarbca i ukażą się ukryte w nim kosztowności, będziemy musieli przejść przez bramkę kontroli pirotechnicznej. Centrum Pieniądza zajmuje bowiem trzy kondygnacje w normalnie funkcjonującej głównej siedzibie Narodowego Banku Polskiego przy ul. Świętokrzyskiej. Idea, żeby wzorem banków centralnych innych państw stworzyć w Warszawie nowoczesną, multimedialną placówkę edukacyjną, przyświecała prawie 10 lat temu ówczesnemu prezesowi NBP Sławomirowi Skrzypkowi. Swoich marzeń urzeczywistnić nie zdążył – zginął w katastrofie smoleńskiej. Otwarte dla publiczności 14 maja Centrum Pieniądza nosi jego imię. Wśród 4,5 tys. eksponatów można w nim odnaleźć m.in. pamiątkowe monety, które prezes Skrzypek wiózł 10 kwietnia 2010 r. do Katynia dla rodzin oficerów pomordowanych przed 70 laty. Siła uderzenia samolotu była tak duża, że wygięła srebrne monety i połamała opakowania.

Złoty ciężar

Wodospad i kopce złotych monet, od podłogi po sufit, i ten charakterystyczny brzęk, który nawet kogoś nieprzywiązanego do dóbr tego świata przyprawia o dreszczyk emocji. I chociaż to tylko działająca na wyobraźnię animacja w jednej z kilkunastu sal, prawdziwego złota w nowym muzeum nie zabrakło. W różnych formach i postaciach, począwszy od cennego numizmatu: złotego 10-dukatowego „portugała” z czasów Zygmunta III Wazy, po późniejsze złote pieniądze z całego świata, sztabki o zróżnicowanej gramaturze, a nawet wybity w złocie irański znaczek pocztowy z 1967 roku.

Najwięcej drogocennego kruszca znajdziemy w podziemnym skarbcu. Wykonano go na specjalne zamówienie Centrum, na wzór powszechnie używanych skarbców bankowych. Ale bez przesady – niektóre zabezpieczenia zatajono, żeby nie ułatwiać zadania potencjalnym rozpruwaczom sejfów.

Za kilkutonowymi drzwiami z mnóstwem wymyślnych, szyfrowanych zamków, znajdziemy zamykane na kluczyki skrytki, tylko z pozoru wyglądające jak zwykłe pocztowe. Każda z nich to grubościenny sejf, w którym depozytariusze składają najczęściej to, co obawiają się przechowywać w domu: cenną biżuterię, kruszce, dzieła sztuki Zmieści się w niej również sztabka złota, którą w muzeum można wziąć do ręki i mocno się zdziwić. Niewielkich rozmiarów prostopadłościan, o zawartości 99 proc. czystego złota, waży aż 12,5 kg i kosztuje ok. 2 mln zł. Wielką siłę musiałby mieć rabuś, który chciałby wynieść z muzeum duży przeszklony pojemnik z milionem złotych w dziesięciozłotówkach, ważący 124 kg! Ostatecznie można też wejść do zaimprowizowanego bankowozu załadowanego workami z grubą gotówką i mieć nadzieję, że któryś z nich przez przypadek wypadnie.

Miły brzęk i szelest

Przechodząc przez 16 modułów muzeum, mamy okazję odbyć swoistą wędrówkę w czasie, po której przewodnikiem jest pieniądz występujący w różnej formie. Od tej, kiedy ludzie wyceniali wartość towarów za pomocą powszechnie dostępnych produktów: soli, zboża, skóry, kawałków drewna, spłaszczonych kulek metali, na których z czasem zaczęto odciskać podobizny władców. W dalszej części Centrum, wędrując wraz z rozwojem walut, zobaczymy prawdziwe rarytasy: jeden z najstarszych zachowanych pieniędzy papierowych na świecie – chiński banknot o wartości 1 kuana, wykonany z kory morwy, oraz chińskie monety w kształcie mrówek, ryby, mostu. Ale to i tak „drobniaki” w porównaniu z kopią szwedzkiej, XVII-wiecznej miedzianej monety płytowej, którą trudno byłoby nosić w portmonetce. Wyglądem przypomina bowiem dużą tarczę i waży 20 kg. Była niewygodna w użyciu. Szwedzi musieli więc szybko zmniejszyć gabaryty swojej gotówki.

W nastrojowym, stylizowanym na XIX w. „Gabinecie numizmatyka” wyeksponowano potężną kolekcję banknotów i monet o różnych kształtach, wykonanych z wielu surowców i pochodzących z różnych krajów świata i epok. Wśród trojaków, szelągów, dukatów, półtoraków, tymfów i talarów znajdziemy absolutne białe kruki, m.in. srebrnego denara Bolesława Chrobrego z XI wieku. Rewers monety wciąż budzi dyskusje historyków: jedni w wybitym na nim ptaku widzą pawia lub koguta, inni dopatrują się już orła w koronie.

Natomiast jednym ze starszych polskich znaków pieniężnych, który również możemy oglądać w Centrum Pieniądza, jest bilet skarbowy z czasów insurekcji kościuszkowskiej, wyemitowany, by wspomóc finansowanie działań wojennych. Jest sporej wielkości i w niczym nie przypomina dzisiejszych banknotów. Na nim po raz pierwszy użyto nazwy „złoty”.

Inne polskie pieniądze pokazano w sali „Banku Centralnego”, gdzie poznamy historię polskiej bankowości centralnej, a wirtualny pracownik wyjaśni rolę, jaką pełni ona we współczesnym systemie finansowym i gospodarce państwa. Prekursorem tej instytucji w Polsce był Bank Polski, współtworzony przez Władysława Grabskiego, reformatora polskiej waluty i twórcy złotego. Przy biurku, na którym leżą jego pióro, zegarek i własnoręcznie pisane listy, łatwiej możemy sobie wyobrazić jego starania o pohamowanie hiperinflacji polskiej marki. Podobną walkę z inflacją stoczono w czasach transformacji ustrojowej lat 80. i 90. ubiegłego wieku, o czym na wystawie przypominają pamiętane przez wielu kartki żywnościowe i pewexowskie bony towarowe – symbol PRL-owskiego luksusu.

– Dzięki centrum chcemy podnieść wiedzę ekonomiczną Polaków, która z roku na rok jest coraz większa, także dzięki projektom edukacyjnym NBP, ale ciągle jeszcze w pewnych aspektach niewystarczająca – mówił na otwarciu placówki kończący kadencję prezes NBP prof. Marek Belka. – A poza tym jest to bardzo ciekawe miejsce. Sam, kiedy będę miał trochę więcej czasu, spędzę tu co najmniej kilka dni – zadaklarował.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie