Syndrom profesor Fuszary

Spór o Trybunał Konstytucyjny, media publiczne czy ustawę antyterrorystyczną zepchnął spory światopoglądowe na dalszy plan. Czy jednak można porzucić pytania o te kwestie w stosunku do opozycji?

Platforma Obywatelska, Nowoczesna pl., Komitet Obrony Demokracji i partie lewicy dwoją się i troją w politycznej walce z PiS. Na billboardach Grzegorz Schetyna obiecuje: „Obronimy Polskę!”. KOD lansuje powstanie szerokiej koalicji politycznego środka z lewicą pod nazwą „Wolność, Równość, Demokracja”. O sprawach światopoglądowych słychać mniej. Trzeba jednak zauważyć, że nowi gracze na scenie politycznej wypowiadają się w sposób mogący niepokoić katolików.

Tak było pół roku temu

Profesor Małgorzata Fuszara. Czy to nazwisko jeszcze państwu coś mówi? Kiedy latem 2014 pełnomocnik rządu Donalda Tuska do spraw równego traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, odchodziła z urzędu, wydawało się, że ówczesny lider PO wyznaczy na to stanowisko kogoś mniej kontrowersyjnego. Ci, którzy mieli na to nadzieję, szybko jednak odkryli, że Donald Tusk postanowił raczej dolać oliwy do ognia. Na miejsce Kozłowskiej-Rajewicz została mianowana prof. Małgorzata Fuszara – jedna z pionierek tzw. gender studies w Polsce.

Profesor Fuszara bardzo szybko zaczęła demonstrować głęboko ideologiczny feminizm. Za jedno ze swych głównych zadań uznała przyjęcie przez sejm „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Ten dokument otwierał drogę do wprowadzenia do polskiej przestrzeni prawnej pojęć tworzonych przez ideologię gender. O ile Tusk zachowywał pewien dystans wobec Kozłowskiej-Rajewicz – o tyle jego następczyni Ewa Kopacz zaczęła traktować nową pełnomocnik jak kogoś w rodzaju osobistego guru. W październiku 2014 r. wyszedł na jaw tekst wykładu prof. Fuszary w 2013 r. na konferencji naukowej „Nienormatywne praktyki rodzinne”. Prof. Fuszara omawiała w nim m.in. dyskusję wokół propozycji zniesienia zakazu kazirodztwa. Jej cytowanie pytań, np.: „Czy w dzisiejszych czasach rzeczywiście jest sens utrzymywania zakazu małżeństwa między rodzeństwem”, brzmiało jak solidaryzowanie się z takimi postulatami. Gdy prof. Fuszarze wypomniano ten wykład, broniła się, że tylko bezstronnie relacjonowała debatę.

Ważniejsza była emocjonalna obrona ze strony Ewy Kopacz. Pani premier wystąpiła z gniewną tyradą, że Fuszara została w „brzydki sposób potraktowana przez opozycję”.

Powołanie prof. Fuszary do rządu na rok przed wyborami miał przynieść Platformie głosy kobiet o feministycznych poglądach, wyborczyń lewicy. Dziś można jednak postawić inne pytanie. Czy wskutek takiej demonstracji PO nie straciła więcej głosów z politycznego centrum?

Nietrwały zwrot

Przez krótki czas wydawało się, że porażka PO w wyborach skłoni nowego lidera partii Grzegorza Schetynę do refleksji nad flirtem z ideologicznym nurtem zmian obyczajowo-cywilizacyjnych. W styczniu br. w TVN24 powiedział: „Tylko partia centrum z silnym, konserwatywnym biegunem (...) jest w stanie wygrać wybory”. Schetyna jednoznacznie podkreślił, że PO powinno zająć centrową pozycję. „Musimy wrócić do rozmowy z Kościołem”.

Ta wypowiedź ściągnęła na Schetynę liczne krytyki mediów liberalnych. Przykładowo publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz ironizował: „To wypowiedź dla mediów, w tym nie ma treści. Jest dzisiaj jakiś Kościół łagiewnicki? Ja takiego nie widzę. Kościół toruński nadaje dzisiaj ton. Z nim się dogada Platforma? Kościół »radiomaryjny« nie jest do tego chętny. Po co to komu?”.

Wyraźnym rywalem PO zaczęła być Nowoczesna.pl – partia Ryszarda Petru. Chcąc wyprzedzić PO z lewej strony, sięgnęła po hasła w stylu Janusza Palikota. Na grafice na stronie tej partii pojawiły się hasła: „Państwo neutralne światopoglądowo, religia finansowana spoza budżetu, związki partnerskie, in vitro”.

W wywiadzie z 1 lutego br. dla „Gazety Wyborczej” Schetyna zaczął zmieniać linię. Jeszcze podkreślał, że „Platforma będzie partią centrową, ze skrzydłami konserwatywnym i liberalnym”, ale jednocześnie dodał, że „brak lewicy w Sejmie będzie nas w naturalny sposób spychać w lewą stronę” , i zapowiedział obronę programu dofinansowania in vitro.

Dziennikarka „Gazety Wyborczej” nie dała za wygraną i zapytała: „Czy poprzecie związki partnerskie? Są potrzebne w Polsce czy już nie?”. Odpowiedź brzmiała: „Są potrzebne. Ale jakie to ma znaczenie, gdy PiS burzy fundamenty demokratycznego państwa?”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie