System nerwowy mediów

Artur Dmochowski mówi o zwijaniu państwa, obiektywizmie i czystej informacji.

Piotr Legutko: Kim jest Artur Dmochowski? Historykiem, dyplomatą, dziennikarzem?

Artur Dmochowski: Podchwytliwe pytanie. Wszystko to prawda. A można jeszcze dorzucić kilka niewymienionych zajęć

I nigdy nie było między tymi rolami konfliktu interesów?

O konflikcie interesów można by mówić, gdyby się pełniło dwie funkcje jednocześnie. Po prostu robiłem w życiu wiele różnych rzeczy, co pozwalało zdobywać rozmaite doświadczenia i wykorzystywać je na innych polach. Na przykład gdy zostałem rzecznikiem MSZ, bardzo przydało mi się doświadczenie dziennikarskie.

A kim jest prezes PAP? Dziennikarzem, urzędnikiem, politykiem?

Przede wszystkim jest menedżerem. Nie jestem redaktorem naczelnym, to jest odrębna funkcja, pełni ją Radosław Gil, który kierował już redakcją PAP w latach 2005–2008. Ja zarządzam tą dużą, dość specyficzną organizacją medialną. Agencja jest bowiem głównie źródłem informacji dla innych mediów. To taka redakcja pracująca bardziej dla innych redakcji niż bezpośrednio dla czytelników.

Nie ma Pan wrażenia, że jest to agencja już coraz mniej prasowa? Gazety z serwisów PAP korzystają w coraz mniejszym zakresie.

I tak, i nie. Nazwa jest kontynuacją tradycji. Na początku była Polska Agencja Telegraficzna, potem przemianowana na PAP. Co jednak nie oznacza, że dostarczamy swój serwis tylko prasie. Proporcje się zmieniają na korzyść innych mediów, bo gazet jest coraz mniej, nakłady spadają, rynek się zmienia. Czytelnik przeprowadza się do internetu, rośnie rola mediów społecznościowych.

Nie jest rzeczą zwyczajną, gdy z dnia na dzień z serwisu PAP rezygnują wszystkie dzienniki regionalne. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że wydawcą całej pracy regionalnej jest jeden niemiecki koncern, sprawa nabiera innego wymiaru.

To był rzeczywiście spektakularny ruch ze strony tego wydawcy. Odcięcie się od polskiej agencji i próba stworzenia własnego obiegu medialnego jest posunięciem dającym podstawy do niepokoju, jeśli idzie o skutki dominacji niemieckiego kapitału w polskich mediach. Mamy co do tego ruchu także poważne wątpliwości natury prawnej. Bo choć formalnie Passauer Neue Presse twierdzi, że nie korzysta z serwisów PAP, to gdy czyta się gazety koncernu, można tam znaleźć wiele treści zbieżnych z depeszami naszej agencji. Może nie identycznych, ale zadziwiająco podobnych. Trudno wskazać jednoznacznie ich pochodzenie, bo depesze PAP, krążąc po różnych mediach, podlegają modyfikacjom. Ale jest bardzo wiele wydarzeń, o których PAP informuje jako pierwszy.

To rzeczywiście ciekawa kwestia – czy można wydawać kilkanaście gazet w całej Polsce i twierdzić, że nie korzysta się z państwowej agencji. Panu może nie wypada tego mówić, ale to jest trochę praktyka budowania serwisu „z drugiej ręki”. Podróbka zawsze taniej wypada niż oryginał.

W większości krajów – w Niemczech, Francji czy we Włoszech – jest jedna taka agencja, zazwyczaj państwowa lub mocno przez państwo wspierana. Trudno wskazać drugi taki przykład jak polski, gdzie koncern z innego kraju buduje alternatywną agencję informacyjną, a co za tym idzie, alternatywny obieg medialny.

W nowej ustawie PAP zostanie być może zaliczona – na równi z TVP i Polskim Radiem – do mediów narodowych. Proszę nas przekonać, że słusznie.

Agencja prasowa jest czymś na podobieństwo systemu nerwowego, kręgosłupa obiegu informacji. Albo inaczej: jest rusztowaniem, na którym budują swój przekaz inne media. PAP kształtuje obieg informacji w Polsce, jest więc z natury medium narodowym. Ten system nerwowy być może nie jest widoczny dla przeciętnych konsumentów informacji i stąd mogą się pojawiać wątpliwości. Agencja prasowa siłą rzeczy pozostaje trochę w ukryciu, działa na zapleczu, a do informacyjnej kuchni mało kto zagląda. Twórcy ustawy wiedzę na ten temat posiadają – stąd zaliczenie PAP do narodowej medialnej drużyny. Mam nadzieję, że pomoże to agencji odzyskać jej dawne znaczenie, bo – jak wiele państwowych instytucji – znacznie w ostatnich latach ucierpiała. Teraz ten niekorzystny trend będzie można odwrócić.

Słabość mediów publicznych przejawia się w ich komercjalizacji. Gdzie widać kryzys państwowej agencji?

PAP w ostatnich 10 latach „zwijała się”, było coraz mniej oddziałów, placówek, dziennikarzy. PAP nie ma w tej chwili swojego korespondenta w Paryżu czy Pekinie. Nie ma ich nawet w krajach, z którymi sąsiadujemy! Jeszcze kilkanaście lat temu agencja stanowiła główne źródło informacji dla mediów, dziś to jedynie cień dawnej potęgi.

Rozumiem, że poprzednie rządy traktowały PAP jak każdą inną firmę medialną, która powinna sama na siebie zarobić. A jeśli wpływów nie ma, należy ciąć koszty. No to firma cięła.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie