Wojna nerwów

O odpowiedzi NATO na strategię Rosji mówi Łukasz Kulesa, dyrektor Biura Badań w brytyjskim think tanku European Leadership Network.

Jacek Dziedzina: Czy agresywne wypowiedzi Kremla należy traktować dosłownie?

Łukasz Kulesa: To element wojny nerwów z Sojuszem, którą Rosja prowadzi dosyć konsekwentnie od kilku lat. Przypomnijmy, że już kilka razy straszono nas włączeniem na listę celów rosyjskich rakiet w związku z decyzjami o budowie bazy obrony przeciwrakietowej w Redzikowie. Ten przekaz nie jest tak naprawdę skierowany do Polski czy państw bałtyckich, ale do państw zachodnich: „popatrzcie, do czego nas ci Amerykanie zmusili. To oni, a nie Rosja, są źródłem kłopotów w Europie”.

Rosja próbuje też wpłynąć na osłabienie decyzji NATO odnośnie do wzmocnienia obrony wschodniej flanki. Czy podziały w samym Sojuszu są tutaj dobrze rozgrywane przez Moskwę?

Warto zacząć od tego, że Sojusz od 2014 roku zachowuje dużą jednomyślność w kwestii polityki wobec Rosji. Żadne państwo NATO nie „wyłamało się” i wszystkie wspierają wzmocnienie wschodniej flanki, chociaż oczywiście są różnice co do wielkości i intensywności tego wzmocnienia. Agresywna kampania propagandowa i działania Rosji raczej skonsolidowały Sojusz, niż spowodowały głębsze podziały. W Rosji przekaz „to NATO jest agresywne, a Rosja tylko się broni” jest skuteczny, natomiast nie udało się Moskwie przekonać do tej narracji żadnego z ważnych państw Sojuszu. Wystarczy przypomnieć, że Niemcy zadeklarowały gotowość rozmieszczenia swoich żołnierzy w państwach bałtyckich. Rosjanie próbują rozgrywać Sojusz, ale na razie są mało skuteczni.

Nie do końca: nie ma przecież ciągle decyzji o stałych bazach natowskich w naszej części Europy, mówi się co najwyżej o rotacyjnych, „żeby nie drażnić Rosji”. Tylko czy ta ostrożność NATO nie ośmiela właśnie Moskwy do kolejnych agresywnych wypowiedzi i działań?

Rosyjska retoryka jest bardzo agresywna, niepokojące są też ćwiczenia, incydenty z udziałem samolotów i okrętów oraz modernizacja armii. Słuchając niektórych komentarzy, można jednak odnieść wrażenie, że jesteśmy jako NATO słabi, bezbronni i tylko biernie przyglądamy się działaniom Rosji, a to nieprawda. O sile odstraszania Sojuszu decyduje nie tylko wysunięta obecność na wschodniej flance, ale całość potencjału wojskowego, siły konwencjonalne i broń jądrowa. Proces adaptacji wojskowej trwa, ale już teraz Moskwa zdaje sobie sprawę, że konflikt z NATO to nie byłaby krótka zwycięska wojenka, jak ta w 2008 r. przeciw Gruzji. Wysunięta obecność wielonarodowych jednostek, która zapewne zostanie uzgodniona w Warszawie, to właściwy sygnał, który zostanie dobrze zrozumiany na Kremlu: w obronę każdego państwa członkowskiego na pewno zaangażują się Stany Zjednoczone oraz pozostali sojusznicy, których żołnierze znajdą się na wschodniej flance.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie