Pacyfikacja Pacyfiku

Nad Oceanem Spokojnym ciągle niespokojnie, nawet jeśli sztormu nie widać. To może być cisza przed burzą.

Stany Zjednoczone robią interesy i z Chinami, i z Wietnamem. W obu krajach od dekad rządzą komuniści. Oba azjatyckie państwa są ze sobą skonfliktowane. Z Wietnamem USA przegrały kiedyś wojnę. Ale w razie wojny Chin z Wietnamem to ten drugi otrzyma wsparcie USA. Potwierdziła to niedawna wizyta Baracka Obamy w kraju Ho Chi Minha. Odchodzący gospodarz Białego Domu zapowiedział ostateczne zniesienie embarga na sprzedaż broni do Wietnamu. Co przyciąga Amerykanów do spadkobierców Wietkongu, którzy ponad 4 dekady temu przegonili ich po kilku latach krwawej wojny?

Daleko od Pekinu

Do dziś mam w pamięci znaczący obrazek z Wietnamu. W Hanoi, stolicy kraju, zwiedzałem muzeum poświęcone wojnie z USA. W małej księgarence na jednej półce dostrzegłem leżące obok siebie dzieła Ho Chi Minha (twórcy komunistycznego Wietnamu) i książkę Baracka Obamy. Nie było za to żadnych dzieł Mao Tse-Tunga, przywódcy chińskiej odmiany socjalizmu. To nie przypadek: odwieczny konflikt Wietnamu z Państwem Środka jest bardziej żywotny niż (owszem, żywe jeszcze) rany po wojnie ze Stanami Zjednoczonymi. Od kilku lat konflikt z Chinami ponownie rozgrzewa wody Morza Południowochińskiego, a przez to całego rejonu Pacyfiku. Spór dotyczy praw terytorialnych do Wysp Paracelskich i wysp Spratly. Równolegle z odnowieniem konfliktu pełną parą szły prace nad budową amerykańskiej tarczy antyrakietowej w tej części świata (podczas gdy ciągle nie było wiadomo, czy tarcza powstanie w Polsce), a dziesiątki tysięcy żołnierzy amerykańskich było przerzucanych z Korei Południowej i Japonii właśnie w okolice wód w pobliżu wybrzeży Chin i Wietnamu.

Wietnam ma w swoim dawnym wrogu wielkiego sojusznika. Przeciwko odwiecznemu wrogowi – Chinom. To właśnie ostry spór między tymi dwoma komunistycznymi państwami o mały archipelag na Morzu Południowochińskim, w który wmieszane są niemal wszystkie państwa w regionie, może być jednym z punktów zapalnych potencjalnego globalnego konfliktu.

Sojusz antychiński

Wyspy Paracelskie znajdują się ponad 320 km od wybrzeży Wietnamu. To w gruncie rzeczy archipelag kilkunastu wysp koralowych. Był niegdyś częścią francuskich Indochin; po II wojnie światowej podzieliły się nimi Francja i Chiny, a po odejściu Francuzów „w spadku” ich część przejął Wietnam. I nie byłoby pewnie tyle krzyku, gdyby nie to, że na dnie Morza Południowochińskiego już dawno odkryto złoża ropy naftowej. Podobnie jest z wyspami Spratly, choć w spór o nie zaangażowane są nie tylko Chiny i Wietnam, ale również m.in. Filipiny i Malezja. To wszystko sprawia, że Morze Południowochińskie jest praktycznie beczką prochu. Nie tylko z powodu złóż ropy i gazu oraz olbrzymich i bogatych łowisk ryb. Także z racji swojego znaczenia komunikacyjnego. To właśnie tą drogą odbywa się największy transport towarów między różnymi częściami Azji oraz między Azją Południowo-Wschodnią a Zachodnią i Bliskim Wschodem. Przejęcie kontroli nad tym szlakiem przez Chiny byłoby nieakceptowalne nie tylko dla sąsiadów, ale również dla Stanów Zjednoczonych. Waszyngton nie może pozwolić, by Chiny w ten sposób wywierały presję na państwa, które w regionie są strategicznymi partnerami USA. Co więcej, również Indie, które korzystają z dobrodziejstw szlaku handlowego przez Morze Południowochińskie, byłyby gotowe zainterweniować w razie realnej aneksji wysp przez Chiny.

Efekt napięcia jest taki, że wszyscy w regionie się zbroją. Przodują oczywiście Chińczycy, zwłaszcza jeśli chodzi o marynarkę wojenną. Co więcej, na jednej ze spornych wysp Chińczycy już ulokowali swoją bazę. Część z nich nie nadaje się nawet do zamieszkania, a kilka to po prostu skały wystające nieco ponad powierzchnię wody, tym bardziej więc drażniące konkurentów jest zajmowanie przez Chiny tych wysepek, na których można cokolwiek zbudować. Z tego też powodu Stany Zjednoczone budują swoją bazę na jednej z wysp należących do Filipin. Wyspy zajmowane przez Chińczyków będą teraz na wyciągnięcie ręki, a na pewno w zasięgu amerykańskich rakiet. Do otaczania ze wszystkich stron Chińczyków włączyła się także Japonia, która regularnie patroluje region Morza Południowochińskiego.

Demokracja inaczej

Trudno nie odczytywać wizyty Baracka Obamy w Wietnamie, a zwłaszcza zapowiedzi zniesienia embarga na sprzedaż broni, jako jednoznacznego sygnału, po czyjej stronie stanie Ameryka w przypadku konfliktu wietnamsko-chińskiego. I dla samych Wietnamczyków, wśród których antychińskie nastroje są silne, jest to dobra wiadomość.

Ale na układanie się Amerykanów z komunistycznym aparatem nieufnie patrzą ci wszyscy, którzy na co dzień doświadczają, czym naprawdę jest azjatycki komunizm. To nie tylko aktywni działacze praw człowieka, ale również przeciętni właściciele ziemi i budynków, którzy nierzadko tracą je z powodu... „innych planów zagospodarowania”. Jedną z najbardziej poszkodowanych pod tym względem grup są wietnamscy katolicy. I to spór o własność jest często powiązany z konfliktem o wolność słowa w ogóle. To na tym tle wielokrotnie dochodzi do aresztowań, pokazowych sądów i innych aktów przemocy ze strony aparatu państwowego. Miałem okazję zobaczyć to na własne oczy w miejscach, gdzie nie docierają turyści. I wiem – na podstawie informacji z pierwszej ręki – że do dziś niewiele pod tym względem się zmieniło. Poza drobnymi gestami, jak uwolnienie znanego dysydenta ks. Van Ly (którego miałem okazję poznać), wietnamskiego ks. Popiełuszki, czy też znanego adwokata Le Quana, który był jednym z moich przewodników po wietnamskiej rzeczywistości niedostępnej dla turystów.

Katolicy słuchali z nadzieją słów Baracka Obamy, gdy mówił do władz w Hanoi, że nie powinny się bać wolności słowa, prasy, wolnych wyborów i poszanowania zasad demokratycznych. Tyle że nadzieja prysła, gdy Obama dodał: „Wietnam robi to w inny sposób niż USA”.

Wietnam jest niezbędnym elementem amerykańskiej strategii w rejonie Pacyfiku na wypadek konfliktu z Chinami. I w tej wielkiej polityce nie ma miejsca na walkę o standardy demokratyczne w Wietnamie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie