Nadzieja na własny kąt

Czy ktoś jeszcze pamięta, jak brzmiał 19. postulat porozumień sierpniowych z 1980 roku? „Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie”.

Teoretycznie ten czas może być obecnie bardzo krótki, bo żyjemy nie w PRL, lecz w III RP, gdzie pieniądze rozwiązują nie takie problemy. W każdym większym mieście na chętnych czekają tysiące wolnych mieszkań. Tyle że mało kogo na nie stać. Dlatego zmienia się polityka mieszkaniowa państwa. Przez dwie kadencje rządów koalicji PO–PSL polegała ona na wsparciu (w spłacaniu rat) rodzin decydujących się na wzięcie kredytu hipotecznego. Rząd PiS stawia na budowanie tanich mieszkań, głównie pod wynajem, z opcją dojścia do własności. Program Mieszkanie Plus ma zatrzymać emigrację młodych, skrócić czas oczekiwania na własny kąt, a przede wszystkim zwiększyć jego dostępność. – Dziś ok. 40 proc. polskiego społeczeństwa nie ma żadnych szans na mieszkanie, tymczasem nasze państwo jest bogate w nieruchomości. Należy je wykorzystać dla wsparcia polskich rodzin, do budowy mieszkań niedrogich, co nie znaczy ubogich. Mamy cały czas kontakt z przedsiębiorcami, którzy dają dowody na to, że da się budować poniżej 2,5 tys. za 1 m kw. bez obniżania jakości technologicznej obiektu – mówi Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Dla kogo „M”?

Przyjęty przez rząd program mieszkaniowy już został totalnie skrytykowany przez opozycję. Poseł Cezary Grabarczyk uznał, że państwo zamiast brać się za budowanie, powinno kontynuować – wprowadzony na początku 2014 r. – program Mieszkanie dla Młodych. Wypowiedź poprzednika Andrzeja Adamczyka na stanowisku ministra infrastruktury świadczy o tym, że PO nie wyciągnęła żadnych wniosków z wyborczej porażki, do której program MdM w jakiejś mierze też się przyczynił.

Polska jest dziś na ostatnim miejscu w Europie, za Rumunią, jeśli chodzi o mieszkaniowe statystyki. Mamy 350 lokali na tysiąc mieszkańców, a średnia europejska to 435. Co siódma polska rodzina mieszka w złych warunkach, niegodnych XXI wieku. Niedobór lokali w Polsce szacowany jest (ostrożnie licząc) na 900 tys., a rządowe programy w rodzaju MdM wspierały zaledwie po kilkanaście tysięcy rodzin rocznie. Taka skala pomocy państwa nie wynikała z faktu, że za mało środków przeznaczano na subwencjonowanie kredytów mieszkaniowych, lecz że same kredyty były poza zasięgiem większości Polaków. W 2014 roku pojawił się wręcz problem z wykorzystaniem 600 mln zł przeznaczonych w budżecie na MdM. Większość polskich rodzin nie spełnia bowiem dochodowego kryterium uprawniającego do podpisania umowy z bankiem lub obawia się wchodzić w wieloletni kredyt. A kolejne rządy PO–PSL, mając tego pełną świadomość, nie tyle rozwiązywały problem lokalowy, co wspierały publicznymi środkami tylko część (trochę lepiej sytuowaną) obywateli.

Plus przy nazwie programu mieszkaniowego rządu nieprzypadkowo nawiązuje do sztandarowego programu Rodzina Plus. Tu także chodzi o stworzenie szansy skorzystania z owoców transformacji milionom Polaków, którzy dotąd byli ich pozbawieni. Beneficjentami Mieszkania Plus mają być bowiem głównie rodziny już niekwalifikujące się do pomocy socjalnej, a jeszcze nie na tyle zamożne, by spłacać kredyt hipoteczny. Dla osób zarabiających powyżej średniej jest natomiast opcja „dochodzenia do własności”. Z programu wyłączeni będą jedynie ci Polacy, którzy już mają własne „M”.

Niewielki czynsz

– Nigdzie nie jest powiedziane, że rodzina korzystająca z mieszkania musi być od razu jego właścicielem – zauważa min. Adamczyk. Przypomina, że w Polsce zaledwie kilkanaście procent badanych wynajmuje mieszkania, podczas gdy w Niemczech aż połowa. Tymczasem wynajmowane lokum zwiększa mobilność, pozwala częściej zmieniać pracę, a co za tym idzie, miejsce zamieszkania. Dla młodych Polaków nie jest to już tak niewyobrażalne jak dla pokolenia ich rodziców. Problemem jest natomiast dostępność takich mieszkań i czynsz, obecnie zdecydowanie zbyt wysoki.

W programie rządowym na szacowany koszt wynajmu mieszkania wpływ będą mieć przede wszystkim lokalizacja (metropolia, miasto czy niewielka gmina) oraz forma umowy (najem lub najem z docelową własnością). – Jeśli ktoś chce, może mieszkanie wykupić, ale po latach, a nie w momencie, gdy się do niego wprowadza. Jeśli jego status gwałtownie się pogorszy, np. na skutek utraty pracy, z raty kapitałowej będzie potrącany czynsz – wyjaśnia A. Adamczyk. Szacuje, że przeciętny koszt wynajęcia 1 m kw. lokalu wybudowanego w ramach programu będzie wynosił ok. 10 zł miesięcznie. Z opcją dochodzenia do własności po 30 latach – 12 zł. Oczywiście w Warszawie będzie on wyższy niż np. w Gorlicach. Ale różnice nie powinny być tak wielkie jak na rynku, bo program zakłada koszty budowy mieszkań w granicach 2,5 tys. zł za 1 m kw. Zdaniem ministra infrastruktury jest to kalkulacja całkowicie realna, oczywiście pod warunkiem, że grunt pod budowę będzie własnością Skarbu Państwa lub samorządu. Pilotażowe inwestycje finansowane przez Fundusz Mieszkanie Plus ruszą już w przyszłym roku, pierwsze klucze w większej skali mają trafić do lokatorów w 2019 roku. Od strony finansowej za program odpowiada bank BGK Nieruchomości.

Nie ma gniazda, nie ma piskląt

Program Mieszkanie Plus był jednym z ważniejszych wątków zakończonego niedawno Forum Ekonomicznego. Mateusz Morawiecki, promując rządowy plan, uznał tanie budownictwo nie tyle za instrument wyrównywania szans, ile za fundament polityki rozwoju. Mówił o rosnącym rynku nowoczesnych prefabrykatów, z jakich będą stawiane mieszkania, o pozytywnym nastawieniu inwestorów i deweloperów (którzy widzą w programie swoje „trzy grosze” do zarobienia), ale przede wszystkim o szansie na zatrzymanie exodusu młodych. – Przy tym tempie emigracji za 5 lat będzie w Polsce brakować miliona rąk do pracy. Musimy ludzi zatrzymać w kraju możliwością tanich, dostępnych mieszkań – mówił wicepremier w Krynicy. Minister Adamczyk dorzucał aspekt prodemograficzny programu, cytując porzekadło: „Nie ma gniazda, nie ma piskląt”.

Grzegorz Kiełpsz, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich, chwalił program rządowy jako pierwszy w III RP, który nie działa punktowo, ale ma charakter kompleksowy. – System musi być prosty, kierujący strumień pieniędzy na inwestycje, a nie na biurokrację. Ten właśnie taki jest – oceniał. Jego zdaniem program może także zmienić niekorzystne zjawisko budowania osiedli pozbawionych infrastruktury socjalnej i przestrzeni życiowej: zielonych placów zabaw, przedszkoli, ośrodków zdrowia. Ta swoista patologia urbanistyczna wynika bowiem głównie z rozmiarów działek pozyskiwanych przez deweloperów, uniemożliwiających myślenie w kategoriach miast-ogrodów. – Dopiero jak się ma 20–30 ha do dyspozycji, można myśleć o inwestycjach towarzyszących – komentował Kiełpsz.

Sceptyczniej podchodzą natomiast deweloperzy do opcji „dojścia do własności”. W ich ocenie nie jest sprawiedliwe to, że z czasem część społeczeństwa wejdzie w posiadanie mieszkania za cenę dużo niższą niż ta rynkowa, bo dopłacą do niego inni podatnicy. Jest to zresztą podobny dylemat, jaki rozbudzał w Polsce emocje po stworzeniu możliwości wykupywania spółdzielczych mieszkań – czasem i z 90-procentową bonifikatą, które potem trafiały na rynek wtórny.

Taki prezent od gminy

Oczywiście program budzi całą lawinę pytań, np. o to, czy spółki Skarbu Państwa rzeczywiście będą chciały przekazywać grunty pod budowę domów pod wynajem. Największy wpływ na niski czynsz ma właśnie cena ziemi. Państwo wnosząc grunt, może dyktować warunki. Tyle że dotychczasowa polityka PKP, spółki dysponującej ogromnymi działkami w centrach miast, ale stosującej wobec swoich gruntów przez lata politykę „psa ogrodnika”, nie nastraja optymistycznie. Samorządy wielkich miast także nie palą się do oddawania swoich terenów pod takie inwestycje. Przynajmniej na razie nie słychać masowych deklaracji o przystąpieniu do Narodowego Programu Mieszkaniowego.

Innego rodzaju obawy mają z kolei włodarze małych miast i wiejskich gmin. Wyraziła je publicznie w Krynicy Jolanta Krysowata, kiedyś znana reportażystka, teraz wójt gminy Wińsko na Dolnym Śląsku. Jej zdaniem rząd proponuje program rozbudowy miast kosztem prowincji, za pieniądze wszystkich obywateli. – Jedna trzecia Polaków mieszka na wsi, jedna trzecia w małych miasteczkach, a jedna trzecia to mieszkańcy wielkich i średnich miast. Mieszkanie Plus będzie drenowało środowiska wiejskie i małomiasteczkowe. Tymczasem prowincja i tak się wyludnia – ostrzega.

Rząd broni się, że jest dokładnie odwrotnie. Program ma ożywić budownictwo na terenach, gdzie od dekady nie postawiono żadnego budynku wielorodzinnego. Problem jest poważny, bo np. w 2014 roku w 270 powiatach nie wydano ani jednej decyzji budowlanej! Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, zapowiedział w Krynicy, że na własnych gruntach będzie budował mieszkania po 2100 zł za 1 m kw. Twierdzi, że przetestował już pozyskiwanie środków z Banku Gospodarstwa Krajowego i cała procedura zajęła mu 2 tygodnie, więc w grudniu ogłasza pierwszy przetarg.

– Skoro gmina ma dać działkę, na której powstanie budynek mieszkalny za publiczne, wszystkich podatników, pieniądze, to niech to będzie budynek gminny. Taki prezent, żeby gmina pozyskiwała obywateli, żeby młode małżeństwa chciały mieć dzieci i miały je gdzie wychowywać. Już sobie gmina stawki ustali tak, żeby amortyzowało się, co trzeba, i żeby jej mieszkańców było stać – proponuje Krysowata. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie