Z ręką na sercu

Na ukraińskiej prowincji, w szkołach, domach kultury, a nawet na uniwersytetach, czuć pleśń. Na dodatek w oknach wiszą grube zasłony, broniące wstępu słońcu. To metafora tego, co dzieje się z tym, marzącym o swojej sławie, krajem.

W kijowskim metrze ktoś przekreślił rosyjski napis „rodina” (rodzinny kraj), a zostawił to samo słowo po ukraińsku. Jakby nie zdarzył się Majdan i w ten sposób musiał przypominać, że walkę o Ukrainę trzeba toczyć w podziemiu.

Koszule

Na Ukrainie czas liczy się od Majdanu. Ludzie mówią, że to czy tamto zdarzyło się rok albo dwa lata po Majdanie. W ten sposób wyrażają szacunek i uznanie wobec tamtych wydarzeń i nowej epoki, którą miały przynieść. Ale jest, jak jest, i widać gołym okiem, że nowe nie nastało. Z jednej strony ekskluzywne butiki kuszą wystawami przy ulicach prowadzących na plac Niepodległości. Elegancka sukienka czy marynarka kosztuje w nich kilkanaście tysięcy hrywien. Z drugiej – w Szkole Podstawowej numer 2 w mieście Nieżyn, na północy kraju, pani higienistka sprawdza dzieciakom głowy, czy nie mają wszy. Widać, że to czynność standardowa, bo żaden uczeń się nie buntuje. Większość maluchów nosi koszule wyszywane w regionalne wzory i białe kołnierzyki pod szyją, a jednak ten rytuał oglądania włosów musi być czymś uzasadniony.

Przyjechałam tu na spotkania poetyckie i kiedy z innymi piszącymi wybieramy się na wycieczkę, jej ukraińscy organizatorzy jako suchy prowiant proponują nam wrzucone do reklamówki kromki chleba, plastry wędlin, kawałki papryki. Wszystko to miesza się ze sobą, kiedy ludzie wyciągają kolejne kawałki i ostatni czują się, jakby wybierali ze śmietnika. Pisarze z Ukrainy, Gruzji i Niemiec głośno tego nie komentują. Po cichu sobie myślę, że w Polsce to by się nie zdarzyło, nawet w tak ekstremalnej sytuacji jak pakowanie pozostałego po weselu poczęstunku.

Sława

W hotelu „Ukraina”, który dwa lata temu zamienił się w kostnicę, jak gdyby nigdy nic zatrzymują się zagraniczni goście. Z pobliskiej cerkwi Michajłowskiej, nazwanej tak od św. Michała Archanioła, gdzie chronili się walczący na Majdanie, ludzie wychodzą z niedzielnej Mszy św. Mało kto zatrzymuje się przy ścianie, na której upamiętniono nazwiska zamordowanych dwa lata temu. Za to niektórzy pozują do zdjęć z mężczyznami przebranymi za pluszowe niedźwiedzie, których pełno przed cerkwiami i w miejscach atrakcyjnych turystycznie. – Nie wypada, żebyście tu stali – beszta ich jakiś przechodzień.

Chyba sam św. Michał Archanioł musiał zadbać o to, że cerkiew pod jego wezwaniem żyje, stawiając duchowy odpór złu. Położoną na jej osi cerkiew Sofijską zamieniono w muzeum. Bilet wstępu na teren wokół niej kosztuje 20 hrywien, a do środka aż 80. Tylko bogaci mogą się tam pomodlić. – Średnia pensja w naszym kraju wynosi około 2 tys. hrywien – mówi Natalia, studentka uniwersytetu w 300-tysięcznym Czernihowie. Prosi, żeby nie zwracać się do niej Natasza, bo to rosyjska wersja jej imienia. Teraz ich walka z Rosjanami przeszła w sferę języka. Młodzież, intelektualiści mówią wyłącznie po ukraińsku. Natalia świetnie zna też angielski i niemiecki, bo wierzy, że świat się dla nich otworzy, i nie ma zamiaru przed nikim się wstydzić. Przyznaje, że Ukraińcy lubią przy każdej okazji śpiewać swój hymn, kładąc przy tym rękę na piersi, a potem dodając wezwanie: „Sława Ukrainie!”. Na razie ta sława jest właśnie w ich sercach.

W romby

Natalia opowiada, że mniej od średniej krajowej zarabiają konduktorki w miejskich autobusach. Ubrane jak panie w Polsce w latach 70., dbają o to, by każdy wsiadający kupił bilet. Bo na Ukrainie jest ważne, żeby każdego nadzorować i sprawdzać. Tatiana, tłumaczka literatury polskiej na język ukraiński, narzeka, że musi mieć dwa paszporty – wewnętrzny i zewnętrzny. Kiedy wyjeżdża za granicę, używa innego niż ten, który jest jej niezbędny do podróżowania po kraju. Sprawdzają go przy okazji jej każdej podróży pociągiem. – To nie tylko dowód na rozbudowaną biurokrację, ale i sygnał władz, że obywatele znajdują się pod kontrolą – mówi.

Chodzimy po Czernihowie, a ona co jakiś czas przeprasza mnie za wyrwy w chodnikach i brudne szyby sklepów spożywczych. Mówię, że u nas wyrwy są podobne, a takie sklepy pamiętam z czasów najlepszej komuny. Na peryferiach miasta widać, że bieda aż piszczy, tylko hipermarkety przypominają o dostatku. Asortyment taki jak u nas, a nawet ciekawszy, bo można dostać sporo ryb, także suszonych, oraz kawior w różnych odmianach, i oczywiście cenach. Starsza pani stojąca na ulicy z własnymi wyrobami oferuje za 100 hrywien wisiorek z drobnych koraliczków, można powiedzieć – specjalność ukraińską. Wzór przypomina hafty na koszulach, dominują w nim kolorowe romby – symbol pomyślności. – Na wyszywanie koszuli z przodu i z tyłu, z kołnierzykiem z mereżką, poświęciłam pół roku, oczywiście poza zajęciami – mówi Tatiana. – Nie sprzedałabym jej za mniej niż 8 tys. hrywien.

Na razie trzyma ją w domu, może na jakieś święto.

Gogol

Uczniowie szkoły średniej nr 22 w Czernihowie prezentują przede mną swoje projekty rozwoju kreatywności i nienachalnie popisują się znajomością języków obcych. Mają zajęcia z angielskiego, rosyjskiego, polskiego. Opowiadają mi o historii swojego miasta, w którym znajduje się ławra, podobna do Peczerskiej w Kijowie. – Nie czujemy, że mieszkamy na prowincji – mówią. – Prowincję każdy ma w głowie, ale to my nadajemy życiu ton.

Kiedy się na nich patrzy, na pozór niczym nie różnią się od rówieśników w Polsce czy we Francji. A jednak po dłuższej rozmowie widać ich większą empatię, szacunek dla drugich, uprzejmość. Rozmawiamy w szkolnej auli, do której nie domykają się drzwi i gdzie czuć woń pleśni. Wydaje się, że kilka dobrych lat nie przeprowadzano tu remontu, choć drzwi i poręcze wyglądają na świeżo malowane. Takie samo wrażenie sprawia Uniwersytet im. Mikołaja Gogola w Nieżynie. Podobno pisarz uczył się w nim przez 5 lat i na jego cześć wybudowano w tym mieście jego pierwszy pomnik na Ukrainie. Na zewnątrz imponujący budynek, przed który przyjeżdżają młode pary, żeby zrobić sobie zdjęcia. W środku witraże, ale i niedomykające się drzwi sal, skrzypiące podłogi i jedna toaleta na pierwszym piętrze, oczywiście bez muszli klozetowych, ale z obudowanymi dziurami w podłodze i zepsutymi spłuczkami. Kiedy czekam na spotkanie autorskie, zaczepia mnie, wychodząca po zajęciach z sali wykładowej, pani profesor czy magister: – Czy chce pani kupić okulary, bo mam ładne do sprzedania? – pyta. Widać nie spodobały jej się te, które noszę.

Nieutulona

Kijów żyje w rytmie wielkiej metropolii. Wagoniki metra przenoszą z miejsca na miejsce tysiące pasażerów. Wysiadam przy stacji metra Chreszczatyk. To tu ponad dwa lata temu kula trafiła w prawe oko 18-letniego Ustyma Hołodniuka. Zginął 20 lutego przed południem, kiedy razem z innymi przenosił zabitych właśnie przy tej stacji. Koledzy zapamiętali, że wymyślił, aby w razie niebezpieczeństwa ostrzegać się hasłem: „Niebo spada”. „Niewolników nie wpuszczają do nieba” – tak brzmiało ostatnie zdanie, które napisał na Facebooku. Dziś niebo nad stolicą Ukrainy ma kolor siny. Idę w górę aleją Bohaterów, którą rozpoczyna stojący na początku krzyż. Mijam umieszczone na murku, w grotach z kostek brukowych, umocnione na dykcie zdjęcia zabitych na Majdanie. Na dole każdego z nich umieszczono informację, ile lat żył i czym się zajmował, u góry – miejsce urodzenia. Zmarłych utrwalono przy pracy, podczas wakacji, ktoś przytula kota, inny wychyla się zza drzewa. Widać, że wyrwano ich ze środka życia. Tych papierowych zdjęć nie zwiewa wiatr ani nie strąca przechodzień. Mimo że tak nietrwałe, stoją niby spiżowe pomniki wzniesione w czasach walki patriotyzmu z bezprawiem. Pośrodku nich na czarnym granicie wyryto informację o tym, co się tu wydarzyło. Są tam też słowa ludowej pieśni „Płynie łódka”, śpiewanej podczas pochówku żołnierzy Niebiańskiej Sotni: „(...) Mamo moja, będziesz na mnie krzyczała w złą godzinę./ Nie wiem sam, gdzie zginę./ (...) Kto mi będzie kopał dół?”. Poległych zakopano w ich miastach poza stolicą, ale tutaj żyją. I żyje płacz ich matek nad do dziś nieutuloną Ukrainą. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie