Koniec postkomunizmu

SLD ostatecznie schodzi z politycznej sceny, PSL jeszcze żyje złudzeniami. Kończy się pewna epoka w polityce.

Koniec komunizmu ogłosiła 4 czerwca 1989 r. Joanna Szczepkowska. Znana aktorka zrobiła to symbolicznie, w studiu Dziennika Telewizyjnego. A kiedy skończył się w Polsce postkomunizm? Teorii jest sporo, łącznie z tą, że w wielu sferach życia wciąż trwa. Choćby na scenie politycznej, gdzie przecież nadal działają partie mające swoje korzenie w PRL. Wiele jednak wskazuje na to, że właśnie dokonują one swego żywota. Z pewnością dotyczy to SLD, ale i nad PSL, bynajmniej nie odżegnującego się od związków ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym, zbierają się czarne chmury. I nie zmienia tego fakt, że właśnie z wielką pompą partia zorganizowała swój kolejny, XII kongres.

PSL traci wieś

Na pozór wszystko jest po staremu. Ludowcy jak zawsze balansują w sondażach na granicy progu wyborczego, ale zbytnio tym się nie przejmują, licząc na poparcie i struktury „w terenie”. PSL właśnie rozpoczęło kampanię wyborczą do samorządów, gdzie partia zawsze miała lepsze wyniki niż do parlamentu. W 2014 r. nawet bardzo dobre (średni wynik w sejmikach wojewódzkich – 24 proc.!), choć mocno podejrzane, biorąc pod uwagę ogromny odsetek głosów nieważnych do rad powiatów (16,7 proc.) i regionów (17,5 proc.) przy zaledwie 5 proc. błędów na kartach głosowań do rad gmin. Po ówczesnym tryumfatorze Januszu Piechocińskim słuch już dawno zaginął. Jego następca na stanowisku prezesa PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zyskał na kongresie pełne poparcie delegatów, ale już nie po to, by iść po władzę, ale raczej aby potwierdzić rację bytu swojej partii na scenie politycznej. Ta została bowiem podważona – i to nie w miastach, ale w mateczniku ludowców.

W ubiegłorocznych wyborach PiS wyraźnie zwyciężyło na polskiej wsi, zyskując tam blisko 50-procentowe poparcie, natomiast PSL zajęło na swoim terenie dopiero 4. miejsce, zbierając zaledwie 10 proc. głosów. Jeszcze gorzej dla ludowców wyglądają prognozy demograficzne, bo młodzieży wiejskiej zdecydowanie bliżej do PiS lub Ruchu Kukiza. Dotąd wydawało się, że problemem PSL jest wyjście poza tradycyjny, chłopski elektorat i szukanie wyborców w miastach, dziś partia wydaje się tracić nawet status „klasowej”. Jej obecny stan posiadania to głównie zbudowana przez minione dekady nomenklatura: aparat urzędniczy wraz z rodzinami oraz osobami powiązanymi różnymi zależnościami.

Wrogie przejęcie

Nie jest to mało, biorąc pod uwagę, że PSL wciąż „dużo może” w regionach, powiatach i gminach. Ale wyraźna przegrana w najbliższych wyborach samorządowych może zniszczyć tę sieć powiązań. Jarosław Kaczyński wie o tym doskonale, dlatego – choć mógł – nie skorzystał z możliwości wejścia w sojusz z PSL w sejmikach i radach powiatów. Ocenił, że bardziej kalkuluje mu się poczekać do wyborów i zgarnąć całą pulę. Właśnie przystąpił do realizacji planu „wrogiego przejęcia” elektoratu PSL. Tak obserwatorzy oceniają zorganizowanie – tuż przed kongresem ludowców – spotkania PiS pod hasłem „Zgromadzenie Wsi Polskiej” w Wojniczu niedaleko Wierzchosławic. Swoim rozmachem nie odbiegało ono od partyjnego kongresu, a Jarosław Kaczyński nie owijając w bawełnę, ogłosił: „Jesteśmy kontynuatorem polskiego ruchu ludowego”.

Ta deklaracja niejako ustawiła PSL w narożniku, bo na kongresie jego liderzy musieli dowodzić swego „prawa do ziemi”. Władysław Kosiniak-Kamysz nie przebierał w słowach: – Mam dla wszystkich przebierańców i faryzeuszy ważną informację: strój ludowy nie jest uszyty na waszą miarę i po prostu wam nie pasuje. Tu jest ruch ludowy i jego synowie – grzmiał, zapewniając, że nie godzi się na „fałszowanie historii i podszywanie się pod naszą tożsamość”.

Pojedynek na symbole

Rzeczywiście, podczas obu zgromadzeń padały te same cytaty z Wincentego Witosa o tym, że „albo będziemy gospodarzami, albo niewolnikami”. I teraz rolnicy muszą ocenić, kto wygłaszając je, jest bardziej wiarygodny. Kto lepiej obroni interes polskiej wsi? Dziś z pewnością na mocniejszej pozycji jest lider PiS, mówiący: „Obca nam jest całkowicie mentalność tych wszystkich, którzy potrafią się tylko kłaniać”, niż prezes ludowców, recenzujący obecne rządy jako „politykę bez wartości”, która „najpierw jest pusta, potem staje się nikczemna”.

Nie będzie łatwo władzom PSL wygrać taki pojedynek na symbole i wartości. Po pierwsze dlatego, że rodowód poszczególnych członków tej partii łatwiej wywieść od Czesława Wycecha i Stanisława Gucwy niż Witosa czy Mikołajczyka. To ZSL przebrało się w kostium PSL, nie rezygnując bynajmniej z materialnej schedy po satelicie PZPR. Sojusz Lecha Wałęsy z Romanem Malinowskim zawarty w 1989 r. miał charakter taktyczny, a za plecami Waldemara Pawlaka, najmłodszego premiera III RP, jeszcze długo chronili się starzy działacze ZSL. Dokładnie tak jak w cieniu Aleksandra Kwaśniewskiego (który ponoć „wybrał przyszłość”) przetrwali w dobrobycie sekretarze PZPR. Siłą ludowców w III RP był pragmatyzm, a nie tradycja. Trwając nieustannie blisko władzy, PSL posiadało ogromny zasób stanowisk i profitów, tworząc klasyczną partię nomenklaturową. Dlatego odwoływanie się dziś do wartości w polityce trudno uznać za wiarygodne w ustach jej lidera, nawet jeśli sam urodził się w 1981 roku. Wspomnienia minionych lat są bowiem zbyt świeże.

Łączenie przez podział

O ile PSL może jeszcze liczyć swoje szable (czy raczej kosy) w terenie, o tyle Sojusz Lewicy Demokratycznej już dawno wywiesił białą flagę w miejsce czerwonej. Choć w sondażach uzyskuje podobny wynik jak ludowcy, formacja postkomunistów straciła wiarę w samodzielny byt na scenie politycznej. Jej działacze przyszłość widzą tylko dla Zjednoczonej Lewicy. Takie przesłanie poszło w świat na Kongresie Lewicy, zorganizowanym równolegle z Kongresem PSL 19 listopada.

Organizatorzy zaprosili blisko 40 podmiotów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z każdym kongresem lewicy partyjek i stronnictw przybywa, mamy więc do czynienia z procesem jednoczenia przez podział. Chłodna kalkulacja pokazuje, że gdyby lewica w ostatnich wyborach wystartowała raz jeszcze pod szyldem SLD, uzyskany wynik dałby jej mandaty w Sejmie. Ale skoro nawet tacy partyjni weterani jak Włodzimierz Czarzasty uznali, że sztandar czas wyprowadzić, faktycznie mamy do czynienia z ostatecznym końcem Sojuszu.

Taką taktykę wymusza patron ostatniego kongresu, jakim jest europejska socjaldemokracja. Działacze lewicy dostali jasny sygnał, że Martin Schulz musi dostać jeden numer telefonu, pod którym może rozmawiać ze swoim polskim odpowiednikiem. – Albo będziemy się dalej konsolidowali, albo szybko znikniemy – mówi więc otwarcie Krzysztof Gawkowski, pytany o przyszłość. Jego problem – oraz towarzyszy z PPS, UP czy Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka – polega na tym, że młodzież o lewicowych poglądach woli anarchizującą partię Razem, która integrować się z postkomunistami nie ma ochoty.

Zacząć od zera

Lewica ma podobny problem jak PSL: partia Jarosława Kaczyńskiego także im podbiera wyborców. Jeśli na Kongresie Lewicy padają takie hasła programowe jak „reindustrializacja kraju” czy „przywrócenie budownictwa lokatorskiego”, to na zdrowy rozum nie jest to żadna alternatywa dla PiS, który właśnie takie cele realizuje. Podobnie jest z postulatami, by obłożyć wyższymi podatkami działające w Polsce międzynarodowe korporacje, podnieść najniższe płace i obniżyć podatki dla najmniej zarabiających. Toż to kopia programu rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Jeśli lewica chce się od PiS różnić, skazana jest na postulaty obyczajowe. Te zaś wzięły już na sztandary silniejsze, bo zasiadające w parlamencie Nowoczesna i PO.

Były marszałek Sejmu Marek Borowski, który dawno temu wysiadł z czerwonego autobusu, przyznał właśnie, że „lewica w Polsce jest kaput”. Zarówno partia SLD, jak i federacja 40 ugrupowań nie ma szans na dostanie się do Sejmu. Dlatego – jego zdaniem – lewica musi zacząć od zera i zbierać głosy jako Komitet Wyborców, który jednak… nie dostaje potem państwowych subwencji. W dodatku sporą część tych głosów podbiorą lewicy aktywiści z partii Razem. Ci nie dołączą do wspólnego komitetu, bo nie kalkulują. Są młodzi i wierzą w hasła, na które już kiedyś nabrali się ich rodzice i dziadkowie. Ale jak mawiają starzy górale: „Jak sie nie psewrócis, to się nie naucys”.

Jedna lista jedynym wyjściem?

Najmłodsze pokolenie jest jednak w swej zdecydowanej większości konserwatywne lub liberalne, co pokazały zeszłoroczne wybory. Lewica spod znaku Razem skazana jest więc raczej na polityczny folklor. Natomiast federacja „starych” partii lewicowych, mówiąc o zjednoczeniu, też już raczej spogląda poza własne grono, w stronę parlamentarnej opozycji. Włodzimierz Czarzasty nieprzypadkowo pojawia się na trybunie podczas wieców KOD, zachęcając do budowania jednego frontu „anty-PiS”. Bywa tam także Władysław Kosiniak-Kamysz, choć intencje obu liderów są różne. Prezes PSL liczy na przyszłą koalicję, szef SLD na zbudowanie zupełnie nowej, dwubiegunowej sceny politycznej.

Byłby to faktyczny koniec pewnej epoki. I choć nikt z polityków opozycji nie chce o tym mówić głośno (może poza stojącym z boku Aleksandrem Kwaśniewskim), scenariusz jednej listy, która stanie do walki z PiS w najbliższych wyborach parlamentarnych, wydaje się jedyną szansą na przełamanie hegemonii Zjednoczonej Prawicy w Polsce. SLD o niczym innym już nie marzy, PSL żyje jeszcze nadziejami, które ostatecznie zweryfikuje samorządowe rozdanie mandatów w 2018 roku. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Król Jan
    02.01.2017 16:01
    Najbardziej wolny spośród niewolników jest Naród Polski, który wie, że tylko w Chrystusie jest jego tożsamość.
  • trzinaalli
    03.01.2017 08:46
    Nie byłbym taki pewien, czy to rzeczywiście koniec i z "odtrąbieniem" sukcesu raczej bym zaczekał. Może jest to raczej "chwilowa przerwa" a nie koniec. Zobaczymy to przy kolejnych wyborach, czy ten trend się utrzyma. Już wielokrotnie w historii mieliśmy do czynienia z tym, że zło podnosiło głowę, a nawet wstawało z kolan i było znacznie silniejsze, narobiło więcej szkód niż przedtem.
  • Król Jan
    03.01.2017 12:57
    W ostatnią niedzielę w kościele dwójka gówniarzy w kruchcie kościoła celowo otwierało drzwi w czasie Litrugii Słowa, wczoraj dwójka dorosłych celowo przesuwało ławkę na której siedziałem pod koniec modlitwy z ezgorcystą, Nie mam pewności czy nie będą chcieli mu grozić.
  • JAWA25
    05.01.2017 16:25
    jeden Kaczyński ogłosił że Jaruzelskiego "demokratycznie śmy wybrali" drugi że "Gierek był patriotą"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie