Wiatr ze Wschodu

W ciągu kilku dni w Estonii, Bułgarii i Mołdawii doszło do zmian na szczytach władzy. Stanowiska objęli politycy sceptyczni wobec Unii Europejskiej, za to życzliwie spoglądający w stronę Rosji.

Wiele zachodnich mediów w poniedziałek 21 listopada uderzyło w alarmujące tony: „Niedziela należała do Kremla”; „Więcej Moskwy, mniej Brukseli”. Wybory parlamentarne w Bułgarii i Mołdawii wygrali kolejno Rumen Radew oraz Igor Dodon. Obaj zwyciężyli na fali postulatów współpracy z Rosją i krytyki dotychczasowych proeuropejskich władz. Początkiem serii gwałtownych zmian było zaś polityczne trzęsienie ziemi, do którego dwa tygodnie wcześniej doszło w Estonii, kraju na pierwszej linii frontu napięć między Rosją a NATO i UE. Rządy obejmie tam Partia Centrum, popierana przez rosyjską mniejszość. Czy rzeczywiście są to elementy zasadniczego zwrotu w Europie Środkowo-Wschodniej? A może każdy przypadek należy postrzegać zupełnie osobno i traktować jako naturalną w demokracji kolej rzeczy?

Zmęczeni hegemonem

Koniec rządów Partii Reform to poważna zmiana na estońskiej scenie politycznej. Ugrupowanie to sprawowało władzę od 2006 r., a od 1997 współtworzyło rządy. Najmniejszy z krajów bałtyckich wzbudzał podziw skutecznymi reformami gospodarczymi, a także odważną polityką zagraniczną. Jej celem było zagwarantowanie międzynarodowego wsparcia w obliczu nasilającego się zagrożenia ze strony rosyjskiej. Estończycy zaczęli jednak odczuwać zmęczenie Partią Reform. Mimo zwycięstwa w wyborach w 2015 r., poparcie dla dotychczasowego hegemona zmalało. Lider ugrupowania 34-letni Taavi Rõivas został najmłodszym premierem w Europie, lecz musiał stać na czele chwiejnej, trójpartyjnej koalicji. W obliczu spowolnienia gospodarczego (w ciągu roku wzrost ekonomiczny wyhamował z 3 do 1,1 proc.) oraz pogłębiających się sporów wewnętrznych rząd Partii Reform przegrał głosowanie w sprawie wotum zaufania. Oznacza to, że nowy gabinet zacznie tworzyć Partia Centrum – dotychczas izolowana na scenie politycznej, przez przeciwników postrzegana jako rosyjska „piąta kolumna”. Jej wieloletni lider Edgar Savisaar wielokrotnie oskarżał kolejne rządy w Tallinie o prowokowanie mieszkających w Estonii Rosjan, którzy stanowią jedną czwartą ludności kraju. W czasie dramatycznych wydarzeń z 2007 r., gdy doszło do zamieszek po usunięciu ze stolicy pomnika czerwonoarmistów, Savisaar również stanął po stronie Rosji. Co więcej, Partię Centrum łączy umowa o współpracy z putinowską Jedną Rosją. Zawarcie tego porozumienia było długo trzymane w tajemnicy.

Nowa partia rządząca stara się rozwiać obawy, zapewniając o dotrzymaniu wszystkich zobowiązań wynikających z członkostwa w UE i NATO. Kontrowersyjny Savisaar usunął się w cień, a nowym premierem zostanie bardziej popularny Jüri Ratas, były burmistrz Tallina. Ruch ten przekonał Partię Socjaldemokratyczną oraz Związek Ojczyźniany i Republiki do wejścia w skład koalicji. Polityka zagraniczna nowego rządu jest jednak wielką niewiadomą.

Pilot nowicjusz

Wielkie zmiany zaszły też w Bułgarii. 20 listopada zdecydowane zwycięstwo w wyborach prezydenckich odniósł Rumen Radev, były pilot, nowicjusz na scenie politycznej. Do tej pory związany był z bułgarskimi siłami powietrznymi, gdzie dosłużył się funkcji głównodowodzącego. Kampanię rozpoczął jako kandydat niezależny, z czasem uzyskał poparcie socjalistów. Emerytowany wojskowy zdobył zaufanie Bułgarów, celnie definiując największe bolączki kraju: biedę, która nie przeminęła wraz ze wstąpieniem do UE, rozplenioną korupcję oraz problem z exodusem uchodźców. W zeszłym roku nad Morze Czarne przybyło 30 tys. ludzi. Bułgarzy nie mają ani pieniędzy, ani warunków, by ich rozlokować, a z Brukseli nie napłynęła spodziewana pomoc. Choć Radew podkreślał w kampanii swoją elastyczność w polityce zagranicznej (mówiąc, że „latał na sowieckich samolotach, ale skończył amerykańską akademię wojskową”), to jednocześnie chętnie uderzał w prorosyjskie tony, wiedząc o wciąż silnych na Bałkanach ciepłych uczuciach do Rosji. Nowy prezydent zaznaczył, że Bułgaria powinna „pragmatycznie” podejść do łamania prawa międzynarodowego przez Moskwę i skupić się na czerpaniu korzyści z relacji z nią. Wezwał też Unię Europejską do zniesienia sankcji.

Zwycięstwo byłego pilota to dopiero początek politycznego trzęsienia ziemi. Jeszcze w trakcie kampanii, widząc powiększającą się przewagę Radeva, premier Bojko Borisow zagrał va banque oznajmiając, że jeżeli kandydatka jego ugrupowania Cecka Caczewa poniesie porażkę, to on podaje gabinet do dymisji. Szef rządu przegrał pokerową zagrywkę i w rezultacie Bułgarię czeka kilka miesięcy chaosu. Nowe wybory parlamentarne odbędą się najpewniej w marcu 2017 r.

Skompromitowani euroentuzjaści

Najbardziej prorosyjski z trzech nowych przywódców jest mołdawski prezydent elekt Igor Dodon. Zwyciężył w wyborach pod hasłami wypowiedzenia umowy stowarzyszeniowej z UE i dołączenia do firmowanej przez Kreml Euroazjatyckiej Unii Celnej. Dodon otwarcie opowiada o tym, że podziwia Władimira Putina, a kraj potrzebuje równie silnego przywódcy. Akceptuje też aneksję Krymu przez Rosję. Przeciwnikiem postkomunisty była uczciwa (to rzadkość na mołdawskiej scenie politycznej) i świetnie wykształcona Maia Sandu, ale wynik wyborów nie jest zaskoczeniem. W żadnym innym kraju Europy politycy optujący za integracją z UE nie skompromitowali się tak jak w Mołdawii. Popularny na unijnych salonach były premier Vlad Filat jest zamieszany w gigantyczną aferę korupcyjną nazywaną „kradzieżą stulecia”. W 2014 r. okazało się, że z mołdawskich banków wyparował miliard dolarów – jedna ósma PKB kraju. Skandal zmiótł znaczną część sceny politycznej. Obecny, proeuropejski szef rządu Pavel Filip, przez Mołdawian postrzegany jest jako marionetka najbogatszego oligarchy kraju – Vlada Plahotniuca. Mała naddniestrzańska republika boleśnie odczuła też kontrakcję Rosji na podpisaną w czerwcu 2014 r. umowę stowarzyszeniową z UE. Moskwa błyskawicznie wprowadziła embargo na mołdawskie produkty. Dostęp do unijnych rynków nie zrekompensował strat. W najnowszych badaniach prowadzonych przez miejscowy Instytut Spraw Publicznych więcej Mołdawian określa się już jako zwolennicy członkostwa w Euroazjatyckiej Unii Celnej niż w UE (44 do 30).

Sukcesy eurosceptycznych, życzliwych Moskwie kandydatów powinny być ważnym sygnałem ostrzegawczym na Zachodzie i zmobilizować do większej aktywności NATO i UE na wschodniej flance. Jednocześnie nie ma powodu, by wpadać w panikę i wieszczyć rozszerzenie się rosyjskiej strefy wpływów. Każdy z wyżej wymienionych polityków ma ograniczone pole manewru: prezydenci Bułgarii i Mołdawii pełnią w swoich krajach podrzędną funkcję względem premierów, natomiast szef rządu Estonii nie będzie w stanie rządzić bez wsparcia dwóch koalicyjnych partii.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • wspolpraca
    04.01.2017 11:25
    chęć współpracy gospodarczej z sąsiadami wcale nie oznacza ze jesteśmy pro rosyjscy, niemieccy, brytyjscy... To właśnie współpraca gospodarcza oparta na obustronnych korzyściach (w przypadku Polski eksport owoców i warzyw, kosmetyków, mięsa i nabiału...) redukuje napięcia polityczne sponsorowane przez obcych
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie