Stworzymy kodeks dobrych praktyk

O planach i metodach wzmocnienia organizacji pozarządowych mówi pełnomocnik rządu do spraw społeczeństwa obywatelskiego i równego traktowania minister Adam Lipiński.

Bogumił Łoziński: Przedstawiciele organizacji pozarządowych twierdzą, że PiS chce podporządkować sobie trzeci sektor.

Adam Lipiński: Zdecydowanie to dementuję. Z naszej analizy wynika, że w Polsce jest bardzo mało NGO-sów (non governmental organisation – organizacje pozarządowe), relatywnie najmniej w Europie. Liczba osób zaangażowanych w działalność fundacji czy stowarzyszeń spada, i to w sposób drastyczny. Dlatego postanowiliśmy powołać Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, którego zadaniem będzie wzmocnienie NGO-sów, m.in. przez efektywną współpracę między administracją publiczną a tymi organizacjami.

Obawy owych organizacji wynikają m.in. z zapowiedzi premier Beaty Szydło, że rząd uporządkuje kwestie ich finansowania, gdyż według niej część jest „podporządkowana politykom starego układu”. To brzmi, jakby miały być preferowane organizacje nowego układu.

Obecnie część NGO-sów nie dostaje żadnych środków, a kilka organizacji otrzymuje około 80 procent. To nie jest prawidłowe, bo jeśli w tym procesie gubi się mniejsze inicjatywy, to one zaczynają zamierać. Chodzi o to, aby zacząć je wzmacniać. Zachęcam naszych krytyków do zapoznania się z projektem ustawy, która powołuje Centrum.

Te 80 proc. środków z urzędów centralnych dostają NGO-sy związane ze starym układem?

Nie wiem, które są związane z poprzednim obozem rządzącym. Podejrzewam, że większość działaczy NGO-sów nie zajmuje się polityką, tylko działalnością społeczną. Podporządkowanie ich rządowi oznaczałoby zabicie tego sektora. Przecież duże podmioty z długim doświadczeniem są jego fundamentem.

Jak chcecie wzmocnić najsłabsze organizacje?

Sam mechanizm finansowania niewiele się zmieni. Fundusz Inicjatyw Obywatelskich z Ministerstwa Rodziny przejdzie do Centrum. Obecnie w tym funduszu jest około 60 mln na przyszły rok. Będziemy się starali tę pulę zwiększyć przez dotację celową i inne inicjatywy. Natomiast nowy będzie sposób monitorowania, co z tymi pieniędzmi się dzieje, aby były efektywnie wydawane. Obecnie brakuje całościowej informacji, gdzie te środki idą, ponieważ są one rozdysponowywane przez poszczególne ministerstwa. Zadaniem Centrum będzie gromadzenie wiedzy i sporządzanie na ten temat raportów. One będą m.in. podstawą do wskazywania celów dla NGO-sów. Chodzi o uporządkowanie pewnego bałaganu organizacyjnego.

Czy te zmiany rozwiążą podejrzenia o preferowanie niektórych organizacji ze względu na związki polityczne czy rodzinno-towarzyskie?

Obecnie nie ma mechanizmów, aby takie zagrożenie wyeliminować. Zadaniem Centrum będzie ich stworzenie. Tego raczej nie da się ująć w ramy prawne. Chcemy stworzyć kodeks dobrych praktyk. Umieścimy w nim odpowiednie zasady, które nie powinny być łamane, ale to będzie w formie zaleceń.

Zgodnie z projektem nadzór nad Centrum będzie miała premier, która wyznacza jego szefa, a w radzie tej instytucji na ośmiu członków będzie tylko dwóch przedstawicieli organizacji pozarządowych, resztę mają wskazywać podmioty polityczne. To również rodzi podejrzenie o próbę podporządkowania NGO-sów obozowi rządzącemu.

Musimy mieć świadomość, że dzielone są pieniądze publiczne, za które odpowiada rząd, więc rozdział środków muszą przeprowadzać przedstawiciele władzy. Chcę też zwrócić uwagę, że konsultacje projektu są w fazie początkowej i będą trwały kilka miesięcy. Chcemy zorganizować spotkania na jego temat w całym kraju, aby także lokalne, mniejsze organizacje mogły wyrazić swoją opinię. Projekt może ulec zmianie. Mam nadzieję, że trafi do parlamentu w marcu lub kwietniu.

NGO-som stawiane są zarzuty, że finansują je podmioty zagraniczne. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

Nie mam nic przeciwko temu, prawo na to zezwala i nie będziemy tego zmieniać. Sam mam doświadczenie z Telewizją Biełsat i gdy rozmawiam z zagranicznymi politykami, to proszę, by zaangażowali się w jej finansowanie.

Zagraniczne organizacje mogą działać na rzecz tworzenia w Polsce rozwiązań promujących określone projekty ideologiczne. Na przykład niektóre NGO-sy w naszym kraju są dofinansowywane przez fundacje związane z George’em Sorosem, które dążą do stworzenia społeczeństwa opartego na skrajnie lewicowych zasadach. Nie niepokoi to Pana?

W kwestii idei jest pluralizm i nie można zabronić ich promowania, o ile są zgodne z prawem. Centrum nie będzie zajmować się dzieleniem fundacji na prawicowe i lewicowe, liberalne i konserwatywne, bo to byłoby zaprzeczenie idei społeczeństwa obywatelskiego. Każdy ma prawo do pomocy państwowej, kryterium jest tylko jakość projektów. Oczywiście mogą być sytuacje patologiczne. Na przykład jakaś fundacja jest finansowana przez konkretne państwo i zajmuje się realizacją jego interesów, chociażby biznesowych, które są sprzeczne z interesami Polski. Po to właśnie jest Centrum, by takie rzeczy wyłapywać.

Zakażemy jej działalności w Polsce?

Tego nie możemy zrobić, ale na przykład mamy możliwość odcięcia jej od polskich środków publicznych.

Jest Pan także pełnomocnikiem rządu ds. równego traktowania. Jak przebiega wdrażanie konwencji przemocowej, którą ratyfikowała poprzednia większość parlamentarna?

Konwencja została ratyfikowana przy sprzeciwie PiS. Nie zmieniliśmy negatywnej oceny jej zapisów. Rozważamy jej dalsze losy.

Środowiska konserwatywne były przekonane, że rząd PiS wypowie tę konwencję, gdyż jest ona oparta na ideologii gender. Niestety, zawiedli się.

Nie chcę na ten temat mówić za wcześnie, ujawnię jednak, że takie propozycje padały.

Dlaczego rząd ich nie podjął?

Jestem pełnomocnikiem ds. równości od niedawna. Na pewno wiele się zmieni w działalności mojego biura, i na tym chciałbym ten temat zakończyć, bo to jest delikatna kwestia.

Na czym ta delikatność polega?

Na tym, że będzie bardzo silny atak na nas ze strony opinii międzynarodowej i środowisk lewicowo-liberalnych w Polsce. Aby wypowiedzieć konwencję, trzeba wykazać się dużymi zdolnościami politycznymi. Mam nadzieję, że będzie nas na to stać.

A środowiska konserwatywne atakują rząd za to, że tej konwencji nie wypowiedział. Bardziej boicie się lewicy?

Osobiście jestem za tym, aby ją wypowiedzieć, głosowałem przeciwko niej, ale decyzja należy do rządu.

Czyli sprawa jest odłożona ad acta.

Nie sądzę. Sprawa z pewnością rozstrzygnie się w najbliższym czasie.

Osoby homoseksualne uważają, że w Polsce nie ma równości, gdyż nie mogą zawierać małżeństw. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

Homoseksualista w Polsce ma pełne prawa obywatelskie. Ale absolutnie nie ma zgody, aby osoby tej samej płci mogły w naszym kraju zawierać małżeństwa, nie mówiąc o adopcji dzieci. To jest tak sprzeczne z polską kulturą, tradycją, nieakceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa.

Na „czarnych marszach” pojawiły się zarzuty, że PiS dyskryminuje kobiety. Jak Pan się do nich odnosi?

Poprosiłem te panie, aby wskazały konkretne przykłady dyskryminacji. Okazało się, że poza aborcją nie potrafiły podać żadnego. Tu nie chodzi więc o dyskryminację kobiet wynikającą z działań PiS, lecz o liberalizację prawa do aborcji, a my się na to nie zgodzimy. Wracając do dyskryminacji, rzeczywiście w wielu dziedzinach kobiety nie są traktowane na równi z mężczyznami i chcę podjąć działania, aby to zmienić. Na przykład za mało jest kobiet w zarządach spółek Skarbu Państwa i firmach giełdowych.

Wprowadzi Pan parytety?

Jestem przeciwny parytetom, bo one paradoksalnie obracają się przeciwko kobietom. Ale można np. wprowadzić specjalną nagrodę dla firm mających największy procent kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Czyli upowszechniać taki model przez działania pozytywne.

Nie ma Pan wyrzutów sumienia z powodu odrzucenia przez PiS projektu całkowicie zakazującego aborcji?

Sprawa aborcji nie jest przedmiotem prac mojego biura.

Ale to był projekt obywatelski, pod którym podpisało się ponad 450 tys. Polaków. To jest sprawa pełnomocnika ds. społeczeństwa obywatelskiego.

Był tak olbrzymi opór wobec zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, że musieliśmy się liczyć z opinią publiczną. Jestem zwolennikiem istniejącego kompromisu, bo próby jego zmiany mogłyby w przyszłości doprowadzić, przy zmianie władzy na liberalną, do całkowitej legalizacji aborcji.

Czyli nie jest Pan za wyeliminowaniem nawet aborcji z powodu choroby dziecka?

Jestem temu przeciwny, ale uważam, że trzeba to osiągnąć nie zmianą ustawy, ale działaniami na poziomie ministerstw. Na przykład przeprowadzić akcje uświadamiania, że dzieci z zespołem Downa są w stanie się rozwijać i nawiązywać dobre relacje społeczne. Jako rząd przygotowaliśmy cały projekt działań socjalnych wspierających rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi.

Nie chcecie zmienić prawa o aborcji, prawa o in vitro, które nie chroni ludzkich zarodków przed zabijaniem, wypowiedzieć konwencji przemocowej. Ma Pan świadomość, że tracicie wiarygodność jako partia odwołująca się do wartości chrześcijańskich?

Uważam, że jeśli dziś zaostrzymy ustawę aborcyjną, a potem przegramy wybory, to środowiska lewicowe na pewno ją zliberalizują. Max Weber mówił o etyce wartości oraz etyce odpowiedzialności. Politycy muszą kierować się obydwoma.

Adam Lipiński

jest politykiem PiS, posłem sześciu kadencji Sejmu. W latach 2005–2007 i od 2015 sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Z wykształcenia ekonomista. Działał w antykomunistycznym podziemiu. Jest jednym z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Ma 60 lat, żonę i córkę.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie