Jak powstaje radość?

Hmm, radość to taki dziwny stwór, który może dopaść cię niespodzianie. Skrada się i nagle buch! Salwa śmiechu.

Albo inaczej. Dmuchnie ci na serce. O, wtedy czujesz, jakby cię napompowała energią niczym balon helem.

Ale ta radość, o której chcę ci teraz opowiedzieć, powstaje inaczej. To jakbyś wyrabiał ciasto. Długo, z uwagą, żeby dodać odpowiednie składniki. Chciałbyś już zjeść gotowy deser, a tu trzeba się jeszcze trochę pomęczyć. Z tą radością warto się zaprzyjaźnić, choć, prawdę mówiąc, nie jest to łatwa znajomość. Przynajmniej na początku musisz zabiegać o jej względy, włożyć w to trochę trudu, żeby ją przekonać do siebie. Bo ona szybko się obraża, a jak sobie pójdzie, to szukaj wiatru w polu. Radość lubi, kiedy mówi się dobre rzeczy. O, nawet bardzo lubi! Szkopuł w tym, że trzeba je najpierw dostrzec, a wierz mi, to nie zawsze jest łatwe.

Niedawno spotkałam radość, kiedy jechałam pociągiem. Zwróciłam uwagę na soczystą zieleń drzew na tle bezchmurnego błękitnego nieba. To był pierwszy krok. Potem zobaczyłam odnowiony budynek dworca. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom, wyczyszczonym cegłom i zadbanym kwiatom wokół niego, wyglądał wręcz uroczo. Następnie jechaliśmy koło ogródków działkowych, wzdłuż których ciągnął się wysoki na dwa metry żywopłot z wyciętymi półkolistymi wejściami na poszczególne działki. Zachwyciły mnie też rozległe jeziora z pływającymi łabędziami i kaczkami oraz widoczne gdzieniegdzie kaskady bluszczu. Radością było również wspomnienie o bliskiej osobie, owsiance na śniadanie zagryzionej potężnym kawałkiem arbuza i popitej kakałszale; myśl o kocie Tumnusie wylegującym się na mojej poduszce w czasie, gdy nie ma mnie w domu...

Ta radość najbardziej lubi drobne, niby oczywiste rzeczy. Jak jedną dostrzeżesz, pojawi się kolejna i kolejna, i jeszcze kolejna... A radość coraz bardziej wypełnia twoje serce.

Ta konkretna radość ma też bardzo praktyczne zastosowanie. Może ci służyć jako tarcza. Tak, naprawdę! Kiedy pojawia się lęk, ból lub czarne myśli, wystarczy poszukać tych drobnych dobrych rzeczy, choć może być z tym ciężko w takiej chwili. Ale warto. One poskładają się na tarczę radości, pomocną w obronie przed byciem jęczyduszą, czarnowidzem, narzekającym smutkołapem o ciemnym spojrzeniu.

Zdecydowanie lepiej być poszukiwaczem radości. Czyż nie?

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie