Kosz pełen chleba

Wiecie, o czym szemrze srebrny Dunajec parę kilometrów przed tym, nim wrzuci swe wody w toń królowej polskich rzek, Wisły? Posłuchajcie.

Ostatni etap cyklu „Diecezja na wakacje” to podróż palcem po mapie. Także ta zupełnie realna, bo wszak miejscowości, o których będziemy mówić, istnieją. To wreszcie podróż po świecie wyobraźni niezwykłego człowieka, którym jest Adam Tomczyk, mieszkaniec Żabna. Szósty krzyżyk na karku. Od lat etatowo jest woźnym w miejscowej szkole. – Trzeba gdzieś pracować – tłumaczy. W wolnych chwilach rzeźbiarz, etnograf, historyk i miłośnik regionu. W dodatku pisarz. Choć z wykształcenia zdecydowanie człowiek techniki. Na koncie ma bodaj 8 pozycji książkowych. W większości łączących regionalizm z historią i literaturą. Ostatnia z nich nosi tytuł „Legendy szepce srebrzysty Dunajec”.

– To było tak, że trafiłem na książkę z legendami gminy Zielonka. Pomyślałem o naszych legendach, związanych z miejscowościami gminy Żabno i stwierdziłem, że owszem, jakieś są, ale jakby nieopowiedziane. Funkcjonują w dwu-, trzyzdaniowych stwierdzeniach – mówi Tomczyk. Toteż postanowił się z nimi zmierzyć.

Rany Wojsława

Na południu przy Dunajcu gmina Żabno zaczyna się w Bobrownikach Wielkich. 8 km Tarnowem. O wsi wiadomo, że była osadą służebną dla grodu w Wojniczu. Miejscowi trudnili się hodowlą i odławianiem bobrów. – Bobry były źródłem futer, mięsa i tłuszczu. Także stroju bobrowego, cennej – jak kiedyś uważano – wydzieliny dobrej niemal na wszystko. Ciekawe, że Bolesław Chrobry wydał w pewnym sensie pierwsze prawo o ochronie przyrody, bo ustanowił stanowisko bobrowniczego, który miał dbać o żeremia i odławiać tylko te sztuki, które można. Nie wolno było na przykład złapać kotnej matki – opowiada Adam Tomczyk.

Jego legenda o Bobrownikach dzieje się około roku 1100. Z wyprawy krzyżowej wraca właśnie Wojsław. Wiezie nawet jakieś łupy. Cieszy się, że dom już blisko. Napadają go jednak zbójcy. Rannego ratują mieszkańcy bobrowniczej osady i leczą sadłem boborowym, znakomitym lekiem na rany kłute, cięte i szarpane. W zamian Gościrada otrzymuje naszyjnik „z wróżbą na spokojne lata dla ciebie i całej waszej osady”. – Naszyjnik został przerwany prawdopodobnie około 1450 r. kiedy potężny wylew Dunajca podzielił Bobrowniki na dwie części, Wielkie i Małe. Ostatnia nitka została zerwana, kiedy 20 lat temu zlikwidowano prom – zauważa Tomczyk.

Potrzebna lepsza opowieść

Legendy dunajeckie Tomczyk nie tyle spisuje, co pisze. – Te istniejące dotąd skrawki legend mają po dwa, trzy zdania. Czasem są wręcz denerwujące. Są takie, które odnoszą się do onomastyki, do nazw wsi. Prosto, nawet trochę prostacko. Że Nieciecza, bo nie ciecze. Że Żabno, bo jak jechał rycerz z giermkiem i tu odpoczywali, gdzie było dużo jezior i żab, które kumkały, to rycerz miał rzec: „ale tu dużo żab”, a giermek odpowiedział: „no!”. No przecież tak podawana legenda jest irytująca. Żabno i inne miejscowości zasługują na lepszą opowieść, jakąś fabułę pokazującą życie mieszkańców u początków osady – tłumaczy Adam Tomczyk.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie