Na kawę do hrabiny Caroliny

Wiekowe drzewa i kwitnące krzewy wiosną otacza dywan zawilców wyścielających bielą cały stok, od pałacu w górę. A na szczycie wzgórza majestatycznie stoi niezwykły kościół z czerwonej cegły, kryjący w sobie nie tylko bogactwo historycznych zdarzeń, ale przede wszystkim kalejdoskop ludzkich uczuć i dramatów.

Można tu dojechać od Niemczy i od Strzelina. Obie drogi w pewnym momencie zaczynają się wić między wzgórzami i coraz bardziej pofałdowaną linią pól. O tej porze roku wokół dominuje żółć kwitnącego rzepaku i świeża, wiosenna zieleń. Asfaltowa droga zwęża się i leśnym traktem prowadzi do kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, niespodziewanie wyłaniającego się zza konarów starych drzew. Budowla olśniewa każdego, kto widzi ją po raz pierwszy. – Idziesz lub jedziesz lasem, pod górę, z jednej albo drugiej strony wzgórza – opowiada z przejęciem Marek Staniszewski ze Strzelina – i nagle staje ci przed oczami piękny, zabytkowy kościół, jak z bajki. I choć wydaje się, że jest na odludziu, od razu widać rękę dobrego gospodarza. Mury, stolarka, dach są w dobrym stanie, otoczenie z przyciętymi żywopłotami, zadbanymi klombami i skoszoną trawą dowodzi, że to miejsce nie jest opuszczone. Ale jak na takiej urody zakątek, mało znane.

Dziś
Białe kwiaty zdobią wejście do kościoła i jego wnętrze. – W minioną sobotę był tu ślub i to jest dekoracja przygotowana na tę uroczystość – mówi ks. Antoni Drwiła, od 1993 roku proboszcz parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w Dobrzenicach, do której należy żelowicki kościół na wzgórzu. Aneta Pacek, maturzystka, mieszkanka Żelowic i krewna panny młodej, od lat wnikliwie poznaje historię tego miejsca, sięgając do źródeł niemieckich. – Uznałam, że trzeba coś wiedzieć o swojej rodzinnej miejscowości, a pałac i kościół są jej najcenniejszymi zabytkami. Wstyd, by przybysze wiedzieli o nich więcej od nas – podkreśla Aneta. Mimo matury znajduje czas, by zmienić dekorację kościoła, uczestniczyć w próbach scholi śpiewającej podczas niedzielnej Eucharystii i innych świąt oraz służyć przy ołtarzu jako ministrantka. – Wśród 20 osób Liturgicznej Służby Ołtarza, skupiającej mieszkańców Żelowic w wieku od 8 do 39 lat, są dwie licealistki, gimnazjalistka i osiem młodszych dziewcząt – wylicza maturzystka, a proboszcz dodaje: – Aneta należy także do wąskiego grona parafian, którzy swoją historyczną wiedzą o wsi, pałacu i kościele służą gościom odwiedzającym ten niezwykły zakątek.

Na drzwiach świątyni znajduje się informacja z numerami telefonów proboszcza i Anety, gotowych prezentować to miejsce turystom. – Przy obu wjazdach na wzgórze chcemy umieścić drogowskazy z informacją o kościele – kontynuuje ks. A. Drwiła. – Mamy też pomysł, by zapraszać tu podróżnych na kawę u hrabiny Caroliny – obydwoje uśmiechem kwitują tę zapowiedź proboszcza, a Aneta potwierdza, że taka myśl od dawna nurtuje księdza i osoby zaangażowane w życie tej małej, ale jakże urokliwej parafii. Widać, że są zdeterminowani, by zrealizować plan. Tym bardziej, że do kościoła dobudowany jest dawny klasztorek, w którym znajdują się dwie duże sale. W jednej z nich można urządzić kawiarenkę.

Jutro
Nie tylko mieszkańcy Żelowic uważają, że mają się czym chwalić. Stanisława i Marek Staniszewscy ze Strzelina są tym miejscem zauroczeni. Znają je od lat i uważają, że cały żelowicki kompleks kościelno-parkowo-pałacowy zasługuje na rozpropagowanie. – Marzy nam się, by starym parkiem i zabudowaniami pałacowymi zainteresować jakiegoś miłośnika i mecenasa sztuki oraz historii, który podjąłby się remontu pałacu oraz urządzenia w nim hotelu i restauracji, miejsca zjazdów, konferencji, rocznic, wesel i innych uroczystości – Marek puszcza wodze wyobraźni. Podkreśla, że znajdujące się w pobliżu słynne Arboretum w Wojsławicach w niedziele i wolne dni pęka w szwach, tylu jest chętnych, by obejrzeć zgromadzoną tam oryginalną roślinność. A przecież w parku między kościołem a pałacem też nie brakuje wspaniałych okazów przyrody; poza tym oba te miejsca mogłyby się nawzajem uzupełniać. – Wiosenne zawilce potrafią usłać bielą cały teren parku i łąki wokół pałacu – dodaje pani Staszka, a jej mąż przypomina, że dawni mieszkańcy i pracownicy PGR-u, na terenie którego znajdował się pałac, pamiętają lilie wodne w stawie okalającym wówczas obiekt.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie