Bóg oszalał z miłości

Codziennie dotyka nas wiele bolesnych i trudnych spraw, którym musimy po prostu stawiać czoło. I trzeba to robić bez histerii, bez zbędnego emocjonowania się.
Ostatnio absorbuje nas na przykład problem lustracji duchowieństwa. Cóż, ludzie są tacy, jacy są, i zawsze byli tacy, jacy byli. Nie wolno lękać się prawdy, ale trzeba wyciągać wnioski z tych różnych doświadczeń, aby w przyszłości postępować lepiej, zważając na wolę Boga i na dobro drugiego człowieka.

Lustracja dotyczy spraw bardzo bolesnych. Człowiek niestety błądzi, grzeszy.
Niektórzy tłumaczą swoje złe postępowanie mniej więcej tak: „Robię źle, ale nikomu nie szkodzę. To moja osobista, prywatna sprawa”.
To nie do końca tak jest. Ten, kto grzeszy, szkodzi sam sobie. Grzech niszczy człowieka, co zasmuca jego bliskich i całe jego otoczenie.
Inni mają prawo do tego, żebym ja był w porządku, tak jak ja mam prawo do tego, żeby moje otoczenie było w porządku.
Są różne grzechy, ale każdy mój grzech szkodzi także drugiemu człowiekowi.

Wielu z tak zwanych tajnych współpracowników już nie żyje, ale niektórzy z tych, którzy rzeczywiście szkodzili innym, jeszcze chodzą po tym świecie.
Załóżmy, że któryś z nich odwróci się od zła, które popełnił, i zechce podejść do osoby, którą skrzywdził, by poprosić ją o przebaczenie. I okazuje się, że człowiek pokrzywdzony nieraz jest bezradny wobec swojej złości spowodowanej bólem.

Kiedyś jeden z pokrzywdzonych przez tajnego współpracownika powiedział mi tak: „Miałem w duszy tak zapiekłą nienawiść, że chociaż rozumiałem, iż muszę mu przebaczyć, darować, to byłem wewnętrznie zablokowany i nie umiałem okazać mu nawet minimum życzliwości czy choćby obojętności”.
Był on człowiekiem wierzącym. Z jego wiarą w Pana Boga godziła się ta wielka niechęć do krzywdziciela i nieumiejętność przebaczenia, nieumiejętność poradzenia sobie ze swą własną biedą.
To, że nie przebaczył, szkodziło przede wszystkim jemu samemu. Aż w końcu — po Mszy świętej, po rozmowie z kapłanem i po czuwaniu modlitewnym — coś w nim drgnęło i dzisiaj czuje się wolny od tej urazy. I sam się dziwił, że jednak mógł spojrzeć na tego człowieka inaczej.
Bóg został uwielbiony poprzez zwycięstwo w tym tak trudnym zmaganiu.

Często jest tak, że jeśli ktoś, kto zrobił coś złego, nawróci się i przeprosi, to my mu nie wierzymy; nie wierzymy w to, że ma on dobre intencje. Uważamy, że zły zawsze będzie zły, a jeśli mówi, że się zmienił i chce być dobry, to nas nabiera.
Jesteśmy podejrzliwi wobec każdego, kto postępował źle i raptem się zmienia, i stara się czynić dobro. Mówimy, że robi to pod publiczkę.
Nie wierzymy w to, że ktoś może się zmienić naprawdę, w głębi swej duszy.

Owszem, wielu ludzi rzeczywiście nie chce albo nie potrafi się zmienić, ale jeśli z góry założymy, że człowiek zły, grzeszny nigdy się nie zmieni, i jeśli z góry źle się do niego nastawimy, to go dobijamy.
Żeby komuś pomóc zmienić jego złe postępowanie, trzeba mu przebaczyć i starać się dostrzegać w nim to, co jest w nim dobre.
Jeśli ktoś kiedyś zrobił coś złego, to nie znaczy, że jest to człowiek z gruntu zły.



___________________________________________________________________




Jest to fragment książki o. Leona, wydanej nakładem EsPe

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie