Warto szukać ludzi

Internet pozwala na bardzo osobiste kontakty, o których wiem, że nie dałoby się ich przeprowadzić w murach kościoła. Niewykorzystywanie tej formy ewangelizacji byłoby grzechem zaniedbania ze strony duszpasterzy. Warto szukać ludzi.

Karolina Pawłowska: Miał Ksiądz Biskup tremę przed pierwszym nagraniem?

Bp Edward Dajczak: – Nie miewam tremy (śmiech). Ale to nie znaczy, że nie przeżywam. Przed ważnymi zadaniami nie śpię. Pierwszy blog wiązał się przede wszystkim z ciekawością, jak to będzie. Zastanawiałem się nad tematami, nad językiem. Nie miałem pojęcia, co się wydarzy. Miałem tylko nadzieję, że tą drogą komunikacji dotrę tam, gdzie nie dotarłbym żadnym kazaniem. Towarzyszyło mi też pytanie, na ile starczy mi pomysłów. Do tej pory wystarczyło ich na 47 odcinków.

Początki były trudne?

– Start był ostry. Cotygodniowe nagranie to dużo. Miewałem niekiedy chwile „zadyszki”. Młodzi ludzie mówili mi: „księże biskupie, co najwyżej dwie i pół minuty”. Ja ciągle nie mogę się zmieścić w tym limicie czasu. Nawet krótkie kazanie trwa jednak nieco dłużej! A tu trzeba zmieścić w tak krótkim czasie coś, co nie będzie banałem. Pomyślałem też, że nie chodzi o przekazywanie informacji niejako z drugiej ręki, czyli wyczytanych gdzieś, zasłyszanych, bo blog stanie się kroniką kolejnych wydarzeń, rocznic. W tym blogu jestem ja – konkretny człowiek – ze swoim przeżywaniem Pana Boga, doświadczeniem diecezji, ze swoimi relacjami. I pomyślałem, że potrzeba odwagi, by pozostać sobą przed kamerą. To nie była łatwa decyzja (śmiech).

Skąd Ksiądz Biskup czerpie pomysły na kolejne odcinki?

– Bywa, że są to mejle, które dostaję od młodych. Kolejny blog bywa zainspirowany przez kogoś, kto napisał do mnie, reagując na poprzedni odcinek. To też efekt przemyśleń, refleksji o życiu, o głoszeniu, o spotkaniu Boga. Inspiracją są także spotkania z ludźmi, rozmowy o ich doświadczeniach, codziennych problemach. Zdarza mi się, że tuż przed zaśnięciem wpada mi coś do głowy. Wyskakuję z łóżka i natychmiast zapisuję. Robię tak, bo zdarzyło się kilka razy, że jak mi się nie chciało od razu zapisać pomysłu, to rano już nie mogłem go sobie przypomnieć (śmiech).

Jeden z wpisów powstał nie przy biskupim biurku, ale na Jasnej Górze…

– To był inny blog, nagrany na gorąco. Byliśmy z pielgrzymką maturzystów na Jasnej Górze, kiedy jeden z młodych ludzi pokazał mi SMS-a z informacją o katastrofie samolotu prezydenckiego. Niedowierzanie, zdumienie, ale kiedy potwierdziliśmy te informacje u ojców paulinów, pomyślałem, że nie ma co czekać. To była reakcja serca.

Przez blog Ksiądz Biskup naucza, czy sam się uczy?

– Wiele się uczę. Od trudnej sztuki precyzowania myśli, poprzez to, że często, kiedy rodzi się pomysł na jakiś temat, muszę się do niego dobrze przygotować, przyjrzeć się wieloaspektowości zagadnienia, doczytać. Potem muszę to przetrawić w sobie, przemedytować. Uczę się też diecezji, a przynajmniej jej części. To sygnał dotyczący młodszego pokolenia – młodzieży, studentów, a nawet trzydziestoparolatków. Nie chciałem podejmować w blogu nurtu autorytarnego. Tyle już wiem, że dla młodych ludzi reakcją byłaby kontra. Nie chciałem też wpadać w tonację moralizatorską. Dlatego często blog kończy się zaproszeniem: „spróbuj, zobacz, bo warto”. Ja przeszedłem tą ścieżką na spotkanie z Panem Bogiem i u mnie się sprawdziło, więc może Ty też spróbuj.

Wyruszając w tę drogę, ściągnął Ksiądz Biskup piuskę…

– Jej brak jest symbolem tego, że szukamy razem. Współczesny człowiek potrzebuje nie tylko biskupiego pouczenia, ale także wspólnego szukania odpowiedzi na zasadnicze, życiowe pytania. O ile jest otwarty na braterskie dzielenie się doświadczeniem, o tyle autorytarny przekaz z piedestału budzi zdecydowany opór.

Na wszystkie mejle Ksiądz Biskup osobiście odpowiada. Jeśli trzeba, to nawet w środku nocy…

– Mam na sumieniu kilka takich, na które nie odpisałem. Teraz wypracowałem sobie już pewną metodologię i staram się odpowiadać od razu, kiedy tylko przeczytam, co czasem zdarza się i o pierwszej w nocy. Bywa, że przychodzi kilka mejli, a czasem sypnie się jak z rękawa. Jak po nagraniu na Dzień Matki. Jedne były piękne, w których młodzi pisali, że też mają taką mamę, inne straszne, bo biologicznie mama jest, ale nie ma w tej relacji ciepła, miłości.

Realizatorzy nagrań chwalą Księdza Biskupa za profesjonalizm. Nie ma montowania, nie ma dubli. Był jakiś blog, o którym pomyślał Ksiądz Biskup, że trzeba było nagrać to jednak inaczej?

– Niejednokrotnie (śmiech). Często jestem niezadowolony, a potem okazuje się po reakcjach ludzi, że się myliłem. Więc ryzykuję. Moje niezadowolenie czy zadowolenie przestało być definicją blogu. Są nią ludzkie reakcje. Po roku ciągle myślę, że to ma sens. Młodzi kupili pomysł, potwierdza to liczba koło 30 tys. odsłon.

A co z dorosłymi? Nie obawiał się Ksiądz Biskup krytyki także od osób duchownych?

– Takie krytyczne głosy także są. Zarzucano mi, że robię to dla reklamy, że kreuję się na „medialnego biskupa”. Przyznam jednak, że po ponaddwudziestoletniej posłudze biskupiej jestem dość odporny na taką krytykę. Postawiłem sobie pytanie o motyw mojego blogowania. I odpowiedziałem sobie spokojnie w sumieniu, że interesują mnie młodzi – ci, z którymi rozmawiam na konferencjach i do których mówię w kościołach, i ci, z którymi na takim forum nie będę mógł się spotkać, bo zwyczajnie tam nie przyjdą. Dla mnie blog jest amboną. Tym ciekawszą, że pozwalającą na dialog.

Ksiądz Biskup jest znany z tego, że wychodzi daleko poza mury kościoła, żeby „pogadać” z człowiekiem.

– Nie mam cienia wątpliwości, że jest to dzisiaj jeden z koniecznych sposobów na ewangelizowanie. W naszej diecezji jest znaczna grupa ludzi, którzy wprawdzie deklarują się jako katolicy, ale nie ma ich na Eucharystii, mają okazjonalną relację ze wspólnotą parafialną. To szansa na dotarcie do tej grupy. Druga sprawa: młodzi ludzie, nawet ci aktywnie zaangażowani w Kościół, mają ciągły niedosyt rozmów na temat wiary, swoich problemów, swojego życia. Internet pozwala na bardzo osobiste kontakty, o których wiem, że nie dałoby się ich przeprowadzić w murach kościoła. Niewykorzystywanie tej formy ewangelizacji byłoby grzechem zaniedbania ze strony duszpasterzy. Warto szukać ludzi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie