Brzmi, ale co znaczy?

Powiedz, jakie wybierasz imię, a powiem ci, kim jesteś. Przesada?

Tak. Bo trudno na tak kruchej podstawie wyrokować o człowieku. Jednak wybór imienia dla dziecka, wybór imienia na bierzmowaniu, nieraz obnaża słabości naszej chrześcijańskiej formacji.

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” – pisał święty Paweł w najbardziej chyba znanym fragmencie swojego pierwszego Listu do Koryntian. Bez konkretnych czynów miłości nawet posiadanie spektakularnego charyzmatu glosolalii nie jest niczym więcej, jak wydawaniem z siebie pustych, nic nie znaczących dźwięków. Co ma do tego sprawa wyboru imienia? Ano, niektórym też się wydaje, że samo piękne brzmienie imienia wystarczy. A to nie tak.

Śmiejemy się czasem z indiańskich imion „Siedzący Byk”, „Pazurki Młodej Gęsi” czy „Tańczący z Wilkami”. Niesłusznie. Nasze imiona są tylko trochę mniej dziwne. My, Polacy, widzimy to przy swojsko brzmiących imionach Bogu-mił czy Prze-mys(sliwaniem)-sław(ny). W innych językach jest podobnie. Krzysztof to z grecka „Niosący Chrystusa”, Andrzej to „Mąż”, „Mężny”, a Mikael, czyli po naszemu Michał, to po hebrajsku po prostu „Któż jak Bóg”. Znając źródłosłów imienia można się uśmiechnąć, że tak inaczej brzmiące imiona jak Dominika („Pańska”, „Należąca do Pana”) i Agnieszka („Barankowa”, „Należąca do Baranka”) znaczą w gruncie rzeczy to samo. I że Katar-zyna  ma więcej wspólnego z średniowiecznymi katarami niż z katarem, bo zarówno to imię jak i nazwa tych sławnych heretyków wywodzi się od greckiego słowa „czysty”.

W tradycji ludzkiej imię powstawało, bo coś oznaczało. Tak jak dzisiaj przydomki czy przezwiska.  Tak jest i w tradycji biblijnej, a co za tym idzie, także chrześcijańskiej.

Imię nie jest tylko dźwiękiem. Imię objawia tego, który je nosi; odsłania jakoś jego naturę. Siłą rzeczy jest więc też dla człowieka pewnym wyzwaniem. Wyzwaniem,  aby noszonego imienia być godnym. By Andrzej nie był tchórzem, Katarzyna ladacznicą, a Krzysztof – apostatą.

W tradycji chrześcijańskiej nadawanie imienia to też szukanie patrona: możnego orędownika ale i wzoru do naśladowania. Noszący imię „Jan” mogą wybierać w ogromnej liczbie postaci, wśród których bezkompromisowy Chrzciciel i Umiłowany Uczeń Pana wydają się najbardziej znani. Jeśli więc ktoś chciałby, żeby jego pociecha była człowiekiem twardym i bezkompromisowym wobec zła, mógłby wybrać tego pierwszego. Jeśli wolałby, by było spokojnym i szlachetnym myślicielem – drugi jak znalazł.

Równie bogaty jak noszący imię Jan wybór patronów mają chyba tylko Marie. Bywają jednak i wielcy świeci o imionach mniej znanych. Atanazy, Justyn, Cyryl czy Metody, nie mówiąc już o Barnabie, Perpetui czy Felicycie nie są dziś modne, ale nosili je naprawdę wielcy chrześcijanie. Jest więc w czym wybierać. Zawsze warto jednak zwracać uwagę na sens konkretnego imienia. Bo nadawanie komuś imienia (czy wybieranie sobie samemu do bierzmowania) jedynie dla jego miło brzmiącego dla ucha dźwięku ma sens mniej więcej taki, jak nazwanie kogoś Kaloryfer albo Miednica.

Warto pamiętać o jeszcze jednym: gdy wyboru imienia dokonuje dorosły katechumen albo człowiek przygotowujący się do bierzmowania, wybór ten jest jednym z elementów rozpoczęcia nowego życia. Wszak umiera Gustaw, a rodzi się Konrad, umiera stary Zbyszek Kowalski, a rodzi Piotr Kowalski.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie