Zanurzeni

- Był środek nocy. Dookoła tłum modlących się ludzi. Tymczasem niewiele brakowało, a nasz trzynastomiesięczny syn utopiłby księdza.

To nie scenariusz kolejnego dreszczowca. Tak wspomina chrzest święty swojego dziecka Marian Wieczorkiewicz. Od piętnastu lat należy on do jednej z dziewięciu działających w naszym mieście wspólnot neokatechumenalnych i jako katechista przygotowuje dziś innych do przyjęcia chrztu. – To jest jeden z fundamentów naszej drogi: odkryć znaczenie tego sakramentu – mówi. – Przede wszystkim chodzi o to, by ludzie, którzy przyjęli go w dzieciństwie, dostrzegli moc, jaką zostali wówczas obdarzeni, i zobaczyli niezwykły dar, który otrzymali, a następnie zaczęli tym żyć. Droga kończy się właśnie odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych.

W tym roku we Wrocławiu chrzest święty we wspólnocie w czasie Wigilii Paschalnej przyjmie pięcioro dzieci i dwie osoby dorosłe. Kapłan nie będzie jednak polewał ich wodą. Zostaną w niej całkowicie zanurzeni. To właśnie sposób udzielania chrztu stał się przyczyną próby „zamachu”, jakiej podjął się syn pana Mariana na prezbiterze, który go do wspólnoty Kościoła przyjmował. – Nasze dziecko tak się wystraszyło, że pociągnęło księdza za stułę. Niewiele brakowało, a wspólnie wylądowaliby w wodzie, nad którą przed chwilą kapłan się modlił i do której wkładał zapalony paschał.

Jak odkryć Amerykę?

Jedną z pierwszych osób ochrzczonych we wrocławskiej wspólnocie neokatechumenalnej była dziś trzynastoletnia Marysia. Jej tato wspomina swoją pierwszą Eucharystię w neokatechumenacie. – Po zakończeniu liturgii przez godzinę płakałem – mówi. – Czekaliśmy na ten chrzest dziewięć miesięcy. Marysia mogła być ochrzczona wiele razy, jednak z pełną świadomością oczekiwaliśmy na Paschę, by właśnie w Wigilię Paschalną została zanurzona w Chrystusa. To wielkie przeżycie szczególnie dla tych, którzy po raz pierwszy uczestniczą w liturgii Triduum Paschalnego we wspólnocie. – Wigilia Paschalna trwa u nas bardzo długo. Rozpoczyna się ok. godz. 22, a kończy ok. 5 nad ranem. Później jest agapa i wspólne śniadanie – tłumaczy M. Wieczorkiewicz. Mówi, że dla niego pierwsza Pascha była niczym odkrycie Ameryki. – Zobaczyłem i przeżyłem coś niezwykłego, mistycznego. – Te przeżycia wynikają z faktu, iż z jednej strony wchodzimy w pierwotny sposób przyjmowania do wspólnoty Kościoła, znany z historii – wyjaśnia Jarosław, który dzięki Drodze neokatechumenalnej poznał swoją żonę. – Z drugiej przeżywamy to bardzo osobiście. Widzimy, że to nie są żarty. Oddajemy swoje dziecko przedstawicielowi Kościoła – prezbiterowi, który zanurza je w wodzie. Przez moment to dziecko zostaje jak gdyby odcięte od tego świata. Realnie wchodzi w śmierć i realnie zmartwychwstaje. To jest bardzo mocny znak. Ja oddaję swoje dziecko Panu Bogu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie