Płaczcie anieli

Wielki Piątek. Łzy Boga, łzy Matki Bolesnej, łzy aniołów, łzy człowieka… Potok łez… Morze miłosierdzia… A jeśli łez człowieka zabraknie?

Podobno liturgia katolicka jest sucha i brak w niej miejsca na wyrażenie emocji. Jeśli ktoś tak myśli powinien przynajmniej raz przeżyć celebrację Męki Pańskiej w Wielki Piątek i wziąć udział w Wigilii Paschalnej. Dziś o pierwszej z nich.

Wszystko zaczyna się w ciszy. Pozornej. Kapłan i usługujący w tej właśnie ciszy padają przed ołtarzem w geście upokorzenia człowieka ziemskiego. A jednak w powietrzu, niewypowiedziane, brzmią słowa proroka Joela, czytane w Środę Popielcową. „Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pana! Niech mówią: Przepuść, Panie, przepuść, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?” (Jl 2,17) Niechaj płaczą… Choć nie wiadomo, ile w tym płaczu jest wołania kapłanów, a ile płaczu samego Boga.

Że Bóg płacze przekonujemy się podczas adoracji krzyża. To właśnie na ten moment, jedyny raz w roku, liturgia przewiduje śpiew tzw. Improperiów. Inspirowane proroctwem Micheasza skargi Boga na swój lud czymże są, jeśli nie Jego płaczem. „Słuchajcie, proszę, tego, co Pan powiedział: Stań, prawuj się wobec gór, niech słuchają pagórki twego głosu! Słuchajcie, góry sporu Pańskiego, nakłońcie uszu, posady ziemi! Oto Pan ma spór ze swym ludem i oskarżać będzie Izraela. Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi! Otom cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli wybawiłem ciebie i posłałem przed obliczem twoim Mojżesza, Aarona i Miriam. Ludu mój, wspomnij, proszę, co zamierzał Balak, król Moabu, a co mu odpowiedział Balaam, syn Beora? Co było od Szittim do Gilgal - żebyś poznał zbawcze dzieła Pańskie. Z czym stanę przed Panem, i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z cielętami rocznymi?” (Mi 6,1-6)

Czasem i płacz Matki Najświętszej można usłyszeć. „Już Cię żegnam najmilszy Synu Chrystusie. Serca mego pociecho, śliczny Jezusie. Cóż ja pocznę, utrapiona Matka Twoja opuszczona, straciwszy Ciebie. Weź mnie raczej na śmierć z Sobą, wolę umrzeć razem z Tobą, żyć społem w niebie.” Czymże są siedemnastowieczne Lamenty Matki Boskiej, jeśli nie kolejnym echem proroków Starego Testamentu. Jakbyśmy Jeremiasza słyszeli. „Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza” (Lm  1,12).

Płacze Jezus, płacze Matka Bolesna. I anieli zapłaczą. „Płaczcie anieli, płaczcie duchy święte. Radość wam dzisiaj i wesele wzięte. Płaczcie przy śmierci, płaczcie przy pogrzebie. Króla waszego i Boga na niebie.”

Skoro już ta niebieska fontanna łez się otwarła to i  człowiek zapłacze. Przecież serce nie kamień. Też zmięknąć musi od tego łez potoku. „Zawitaj Ukrzyżowany, całujem Twe święte rany (…) Za grzechy płaczę, sercem Cię raczę, Krzyżem Twoim głowę znaczę.” Stąd bywa, że przy całowaniu Krzyża potoczy się nań kropla spod oczu człowieczych i z boską się zmiesza.

Wielki Piątek. Łzy Boga, łzy Matki Bolesnej, łzy aniołów, łzy człowieka… Potok łez… Morze miłosierdzia…

A jeśli łez człowieka zabraknie? „Jeżeli zaś tego nie posłuchacie, będę potajemnie płakał nad waszą pychą. Będę płakał nieustannie i zmienią się w potoki łez moje oczy, bo trzoda Pańska idzie w niewolę” (Jr 13,17).


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie