Ma swoje sposoby

O tym, czego zazdroszczą Hindusi katolikom i komu zależy na prześladowaniu chrześcijan, mówi s. Bogusława Woźniak RMI.

Ks. Roman Tomaszczuk: Mała rodzinna wieś nie jest chyba idealnym miejscem, w którym może rodzić się powołanie misyjne?

S. Bogusława Woźniak RMI: – Moje powołanie klaretyńskie zrodziło się na pielgrzymce z Wrocławia na Jasną Górę. Zapisałam się do grupy prowadzonej przez ojców klaretynów, w której były także duchowe córki naszego założyciela, św. Antoniego Marii Klareta. Jednak o misjach marzyłam od dzieciństwa, ale nie dlatego, że tak wiele się o nich mówiło w moim otoczeniu. Wprost przeciwnie. Tego tematu nie było. Jednak Pan Bóg ma swoje sposoby. Posłużył się książką „Kamienne tablice” Wojciecha Żukrowskiego. Akcja tej powieści politycznej z elementami romansu rozgrywa się w New Delhi. Tak poznałam Indie. Tak mnie one zafascynowały.

Nie wystarczyło zatem po prostu pojechać na wycieczkę nad Ganges?

– Gdy już odczytałam swoje powołanie, natychmiast zrodziło się pragnienie, by zrealizować je w takich warunkach i w takim świecie, w którym tego, co ja powinnam zrobić, nie może zrobić nikt inny. Indie nadają się do tego idealnie. Przygotowaniem do tej misji były także moje studia pielęgniarskie i praktyka w szpitalu.

I co, zaraz po profesji wieczystej do Indii?

– Kiedy wstępowałam do zgromadzenia, nie miałyśmy żadnego domu w Indiach. Pierwsze 10 lat zakonnego życia to kolejno: formacja we Włoszech, studia na ATK w Warszawie i praca katechetyczna w liceum. Byłam też mistrzynią nowicjatu i pełniłam posługę przy kapelanie lotniska Okęcie. Wreszcie doczekałam się telefonu od przełożonej, która zapytała, czy zgadzam się na wyjazd do Indii. Do placówki, którą otworzyłyśmy tam cztery lata wcześniej. I tak pracuję tam już 10 lat.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie