Jasno o ciemnych sprawach

Amerykański episkopat zlecił niezależnemu instytutowi przebadanie wszystkich przypadków molestowania nieletnich przez księży w latach 1950-2010. Raport pokazuje skalę zjawiska, analizuje przyczyny. Wiele opinii powtarzanych przez media okazuje się błędnych.

Dziennikarze opisujący zmagania Kościoła katolickiego w USA z duchownymi wykorzystującymi seksualnie nieletnich posługują się pewnym schematem. Powtarza się w nim kilka stwierdzeń: że to był i jest kryzys związany z „pedofilią”; że wykorzystywanie seksualne nieletnich jest nadal zagrożeniem w Kościele; że Kościół był i pozostaje niebezpiecznym środowiskiem dla dzieci i młodzieży; że wysoki jest odsetek księży, którzy dopuścili się molestowania; że takie zachowanie jest bardziej prawdopodobne wśród celibatariuszy i dlatego odejście od celibatu księży służyłoby ochronie dzieci i młodzieży; że biskupi z zasady umyślnie lekceważyli doniesienia o nadużyciach; że Kościół naprawdę nie wyciągnął żadnych wniosków z ujawnienia nadużyć na dużą skalę w 2002 roku. Niezależna nowojorska uczelnia John Jay College of Criminal Justice (Wyższa Szkoła Prawa Karnego im. Johna Jaya) przeprowadziła gruntowane badania tego problemu na zlecenie Konferencji Episkopatu USA, które kosztowały 1,8 mln dolarów. Raport opublikowany 18 maja pozwala stwierdzić, że wszystkie z powyższych opinii są błędne.

 Pięć stereotypów

Po pierwsze: większość księży sprawców nadużyć nie było pedofilami, czyli mężczyznami z chronicznym, silnym pociągiem seksualnym do dzieci przed okresem dojrzewania. Większość ofiar (51 proc.) była w wieku od 11 do 14 lat, 27 proc. ofiar miało od 15 do 17 lat; 16 proc. 8–9 lat, a 6 proc. mniej niż 7 lat. Chłopcy pomiędzy 11. a 14. rokiem życia to ponad 40 proc. wszystkich ofiar. Efebofilia duchownych (pociąg płciowy do nastolatków, częściej chłopców) to bez wątpienia poważny problem. Ale mówienie o „kryzysie pedofilskim” jest ignorancją, niedbalstwem lub złośliwością.

Po drugie: kryzys związany z nad­użyciami seksualnymi duchownych w USA miał określone ramy czasowe. Częstość wys­tępowania nad­użyć wzrosła gwałtownie pod koniec lat 60. i zaczęła radykalnie spadać w połowie lat 80. XX wieku. W roku 2010 odnotowano siedem wiarygodnych przypadków nadużyć w Kościele amerykańskim, liczącym ponad 65 mln wyznawców.

Po trzecie: sprawcy nadużyć stanowili niewielki odsetek księży katolickich. Od lat 50. do 2002 r. około 4 proc. księży katolickich w USA oskarżono o nadużycia. Nie ma najmniejszego dowodu na to, że procent księży dopuszczających się tego zła jest wyższy niż w innych grupach społecznych. Wręcz przeciwnie: większość przypadków wykorzystywania nieletnich ma miejsce w rodzinach. Nowojorski raport stwierdza, że w 2001 r. na 100 tysięcy nieletnich 5 z nich było wykorzystanych seksualnie przez księdza, podczas gdy przeciętnie na każde 100 tysięcy dzieci i młodzieży 134 z nich było ofiarami nadużyć tego typu. Wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży jest powszechnym i przerażającym problemem społecznym, nie jest jednak w żaden sposób problemem specyficznie lub głównie katolickim czy kapłańskim.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ArtiCibol
    02.07.2011 10:32
    Bardzo ciesze się, że takie opracowanie naukowe się pojawiło. Na pierwszy rzut oka było widać że trwając nagonka na KK jest manipulowana.
    To oczywiste, że ludzie o takich skłonnościach (pedofile i ci na e....) szukają miejsc, gdzie będą mieli kontakt z potencjalnymi ofiarami,
    między innymi wśród księży pracujących z dziećmi. Księża są tacy jak całe społeczeństwo, bo z tego społeczeństwa się wywodzą.
    Niestety po mojemu zarówno biskupi jak i księża trochę za słabo "biją się w pierś".
    Naprawdę jakoś słabo dostrzegam skruchę tych grzeszników, a na pierwszy plan wybija się tłumaczenie (w rodzaju: tak faktycznie paliliśmy heretyków, ale znacznie mniej niż to podają media).
    Ale to pewnie kwestia wrażliwości.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie