Czas na gorzki cukier

Leśmierz bez fabryki. Ostatecznie mieszkańcom wioski nie udało się ocalić ani orła, ani matki.

Dopiero co wyleciał airbus do Nowego Jorku, a zapowiadają koniec odprawy pasażerów z biletami do Tokio. W strefie bezcłowej ruch. Kto nie ma ochoty na zakupy, może przysiąść w poczekalni i popatrzeć, jak za szklaną ścianą wzbijają się w niebo samoloty. Tak właśnie zrobiła Zyta. Siedzi w bezruchu i patrzy, nawet okiem nie mrugnie, jakby w ołtarz patrzyła. Szczupła, elegancka, jej mleczne włosy zdradzają lata, ale i tak nie wygląda na 85. Wchodząc po schodach na pokład, Zyta czuje się jak gwiazda filmowa. Odwróciła na chwilę głowę, spojrzała na taras widokowy, pomachała szkolnej wycieczce na pożegnanie. Kiedy weszła do środka, stewardessa wskazała jej miejsce przy oknie. Mówiła coś po angielsku, ale staruszka nie rozumiała. Zaraz po tym, jak schowała do torebki zdjęcie wnuczki, co pielęgniarką jest na obczyźnie, airbus wzbił się ponad chmury...

– Dzisiaj nie widziałam jeszcze samolotów, ten tam to dopiero pierwszy – mówi Zyta Ewiak, wpatrując się w biały ślad na niebie. Siedzi na lichej ławce przed oknem kamienicy, w której mieszka. – Oj, jak ja chciałabym choć raz w życiu polecieć samolotem! – marzy.

Zyta podniosła się z ławki i poszła powiesić bieliznę na sznurze rozwieszonym między odrapaną kamienicą a komórkami lokatorskimi. Wiele kobiet z Leśmierza, tak jak Zyta, nie planuje dnia na pranie. Rano spojrzą w okno, zobaczą słońce na horyzoncie i włączają automat, kupiony jeszcze w tych dobrych czasach.

Kobiety z Leśmierza nie pieką ciasta tylko w sobotę, ale i we wtorek czy nawet w środę, bo na emeryturze mają na to czas. Po śniadaniu obierają jabłka, gniotą margarynę, wyrabiają ciasto i wstawiają do piekarnika, kupionego jeszcze w tych dobrych czasach.

Wiele kobiet z Leśmierza, kiedy słońce przestaje dokuczać, siada na ławkach przed kamienicami i na skwerku, tuż obok Ośrodka Kultury. Ławki swoje lata mają, słońce farbę zdarło. Zamontowano je jeszcze w tych dobrych czasach.

Wiele kobiet osiedliło się w Leśmierzu, gdy wieś cukrem stała. Komu udało się zahaczyć w cukrowni, ten mówił, że los się do niego uśmiechnął. Dzisiaj uśmiechają się tutaj ewentualnie do wspomnień.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie