Samotność w gnieździe

W świętokrzyskim około 35 proc. uczniów to eurosieroty. Problem dotyka coraz większej grupy dzieci i młodzieży mających kłopoty edukacyjne i wychowawcze. Wizja szybkiego zarobku często zaciera rodzicom obraz problemów i konsekwencji, jakie wiążą się z wyjazdem mamy lub taty za granicę.

Historia sprawiała, że Polacy emigrowali prawie od zawsze. Były ucieczki od systemu, czyli emigracje polityczne, były wyjazdy z wielkiej biedy za wielką wodę. Odbywało się to jednak jak najmniejszym kosztem rodziny. Po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej emigracja w poszukiwaniu pracy i szybszego zarobku przyjęła olbrzymie rozmiary. Coraz częściej zdarzają się sytuacje, że rodzice wyjeżdżający, by dorobić się, zostawiają dzieci lub dorastających nastolatków pod opieką dziadków, starszego rodzeństwa, a nawet krewnych, nie zdając sobie sprawy ze skutków, jakie dotkną ich bogacącą się rodzinę.

Pisklęta same

Mały Grześ chodzący do przedszkola w jednej z podsandomierskich miejscowości, gdy nadchodzi czas zakończenia zajęć pochmurnieje, siada w rogu klasy, opuszcza głowę, ale nie płacze, bo tato, jak wyjeżdżał, prosił, by był dużym mężczyzną. Nie cieszy się, że pójdzie do domu, bo wie, że na korytarzu nie będą czekali na niego ani mama, ani tato, jak na inne dzieci, tylko babcia lub starsza siostra. Grzesia do przedszkola przyprowadza Ania, najstarsza z rodzeństwa.

– Babcia rano musi zająć się gospodarstwem, a Grzesio sam nie wstanie o 7.00. Więc go budzę, myję, często trzeba go nakarmić, bo złości się i nie chce jeść. No i potem razem do szkoły, bo gimnazjum jest obok przedszkola, więc jest mi po drodze – tłumaczy Ania. Ich rodzice chcieli wystartować z własną firmą, wzięli kredyt, biznes nie poszedł, a zaległości zostały. Musieli wyjechać, by spłacić zadłużenie. – Wszystko jest dobrze, tylko Grześ czasami tęskni. Ale gdy dostanie fajny prezent po powrocie, to mu szybko mija – próbuje tłumaczyć całą sytuację Ania.

Babcia, na której spoczęło wychowanie wnuków, nie jest taka pełna optymizmu. – Matki i ojca babcia – choćby była ze złota – to i tak nie zastąpi, ale co było robić. Może niedługo to się skończy, bo dzieci jak te sieroty rosną – dodaje babcia Grażyna. Wielu spośród rodziców wyjazd za granicę motywuje trudnościami ze znalezieniem pracy lub marnymi zarobkami, które nie pozwalają na utrzymanie rodziny. Inni wyjeżdżają, by się dorobić, zarobić na dobry samochód, mieszkanie czy by podnieść standard życia.

Początkowo wszystko jest OK. Dzieci u dziadków lub u cioci, która obiecała, że zastąpi im matkę. Jednak nie do końca. – Bardzo szybko obserwujemy, że dziecko przeżywa jakieś trudności, że coś jest nie tak w domu. Małe dzieci zamykają się w sobie, często myśląc, że to z ich powodu mamy nie ma w domu. Rodzice, chcąc dziecku wytłumaczyć przyczynę wyjazdu, mówią, że to dla nich i dla ich dobra. I dziecko przerzuca winę na siebie, nie potrafiąc poradzić sobie z tęsknotą i opuszczeniem – tłumaczy Ewa Krzystanek, pedagog szkolny ze Staszowa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie