Kapłańskie pasje

- Jako kleryk śmiałem się z pewnego misjonarza, który z wielką troską pielęgnuje swój ogród przed plebanią – opowiada ks. Łukasz Tkaczyk. – A on mi powiedział: „Będąc księdzem, musisz znaleźć sobie jakieś mniej pobożne hobby”.

Z perspektywy czasu widzę, że miał rację - mówi z przekonaniem ks. Łukasz.

Uzależniony od biegania

Ksiądz Łukasz Tkaczyk najbardziej lubi biegać. – Bakcyla złapałem dopiero jako kleryk. Już od pierwszego roku dla mnie i grupy innych alumnów bieganie było sposobem na spędzanie wolnego czasu. Po trzech latach pomyślałem, że trzeba wyznaczyć sobie jakiś cel. Moje myśli poszły ku maratonowi. Pierwszy raz przebiegłem go w Łodzi. To było spełnienie marzenia – opowiada. Regularny trening szybko przyniósł sukces. W 2009 r. w Katowicach podczas Akademickich Mistrzostw Polski w maratonie alumn Łukasz Tkaczyk zajął I miejsce i zdobył złoty medal. Pokonał wtedy dystans 42 km 195 m. – Było to 3 maja, w dniu, w którym zaczynaliśmy rekolekcje przed święceniami diakonatu – wspomina. Jak podkreśla, na rozwijanie zamiłowania do biegania wśród seminarzystów duży wpływ miał jeden z prefektów MSD ks. Marek Gątarz, także pasjonat sportu. Raz nawet biegli razem w maratonie, organizowanym w Warszawie. – Stanowiliśmy tandem klerycko-wychowawczy – mówi.

Obecnie ks. Łukasz Tkaczyk jest wikariuszem w chełmskiej parafii pw. Narodzenia NMP. – Teraz biegam już tylko dla przyjemności. Wszystkie ważniejsze imprezy biegowe organizowane są w niedzielę, a dla księdza to mało sprzyjający termin. Poza tym, nigdy do końca nie wiadomo, kiedy będzie można znaleźć czas, więc trudno ułożyć plan treningowy. Dobry wynik w maratonie wymaga solidnego przygotowania: trzeba trenować sześć razy w tygodniu, z czego ze dwa razy co najmniej po dwie godziny – wyjaśnia. Jednak, jak dodaje, stara się biegać prawie codziennie. – To sposób na rozładowanie stresów, ale i – jak mówią niektórzy – uzależnienie od endorfiny, hormonu wydzielającego się podczas biegu – śmieje się. – W parafii, w której pracuję, szczęśliwie dla mnie złożyło się tak, że mam blisko do stadionu. Wychodzę z mieszkania, biegnę kilkaset metrów przez park i już jestem na bieżni – mówi. Bieganie ze sportowcami i młodzieżą pomaga mu w pracy duszpasterskiej, bo wspólne zainteresowania zbliżają wiernych i kapłana. A plany na najbliższe miesiące? – Może uda się we wrześniu albo październiku przebiec maraton w Warszawie lub Poznaniu – mówi z nadzieją.

Bliżej natury

Wędkarska pasja ks. Wiesława Kosickiego, dyrektora Caritas Archidiecezji Lubelskiej, początkowo była po prostu dziecięcą ciekawością świata. – Będąc w wieku szkolnym, na wędkowanie wyruszałem z tatą – wspomina. – Ojciec pokazywał mi różne techniki połowu i zapoznawał z osprzętem. Nauczył mnie też (i zapamiętałem to do dziś), że trzeba zachować przyrodę taką, jaką ją zastaliśmy, a także... zachowywać ciszę. Jest ona potrzebna, by wtopić się w krajobraz, nie stać się w nim intruzem, który wkracza w świat zwierząt i roślin i sieje spustoszenie, ale wsłuchać się w szum wiatru i płynącej wody. Z drugiej strony, ponieważ wędkarstwo jest jednak formą myślistwa, nauczył mnie, że trzeba być sprawnym i bystrym, by pozyskać zdobycz – tłumaczy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie