Rok w stanie podejrzenia

Rząd chciał pokazać siłę wobec Kościoła i zdjąć z siebie odpowiedzialność za zwrot zagrabionego Kościołowi mienia – twierdzi dr Krzysztof Wąsowski.

Bogumił Łoziński: Jak reaguje Pan, gdy czyta lub słyszy w mediach o „serii afer związanych z Komisją Majątkową”?

Krzysztof Wąsowski: – Teraz już spokojnie, ale do pewnego momentu reagowałem dość traumatycznie. Był okres, że wprost bałem się otworzyć gazetę, internet czy telewizor, bo często byłem zaszokowany, jakie absurdy można wymyślać w związku z pracami Komisji Majątkowej. Tym bardziej że członkowie Komisji nie mieli poczucia jakiegokolwiek aferalnego działania, co potwierdziła decyzja prokuratury, umarzająca śledztwo w sprawie rzekomych nadużyć przy zwrocie gruntu poznańskim elżbietankom na Białołęce.

Pan też był bohaterem rzekomego nadużycia, którego miał się dopuścić jako współprzewodniczący Komisji Majątkowej. Co Panu zarzucała prokuratura?

– Byłem podejrzany o tzw. fałsz intelektualny, co kwalifikuje się jako przestępstwo poświadczenia nieprawdy w dokumencie. Miało ono polegać na tym, że wraz innymi członkami Komisji Majątkowej w różnym czasie podpisaliśmy orzeczenie w sprawie zwrotu gruntu na Białołęce. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie w 2008 r., badając m.in., czy nie doszło do zaniżenia wartości gruntu. Dwa lata później postawiła członkom Komisji wspomniane zarzuty, a w czerwcu całą sprawę umorzyła, nie dopatrując się żadnych nieprawidłowości.

Kto jest odpowiedzialny za rozpętanie „afery z gruntem na Białołęce”?

– Doniesienie do prokuratury złożył burmistrz Białołęki Jacek Kaznowski, który ponoć miał jakieś plany związane z tą ziemią. Warto zwrócić uwagę, że Białołęka w ogóle nie była stroną postępowania regulacyjnego, bo grunt należał do Agencji Nieruchomości Rolnych. Sprawa Białołęki rozpoczęła wzmożone zainteresowanie mediów pracami Komisji, które podgrzewały atmosferę i niewątpliwie wywierały presję na organy ścigania.

Jak taka atmosfera wokół prac Komisji wpłynęła na jej prace?

– Można mówić wręcz o paraliżu Komisji, szczególnie ze strony przedstawicieli strony rządowej, którzy się bardzo usztywnili. Z mediów dowiedzieliśmy się, że premier otwarcie stwierdził, że to za jego przyczyną Komisja Majątkowa praktycznie przestała działać.

A może chodziło o polityczną rozgrywkę rządu PO z Kościołem, która miała doprowadzić do likwidacji Komisji?

– Trudno mi się wypowiadać o aspektach politycznych tego problemu. Jednak z punktu widzenia przewodniczącego Komisji nie ulegało wątpliwości, że strona rządowa parła do jej likwidacji.

Czy miał Pan okazję zapoznać się z dokumentacją zgromadzoną przez prokuraturę na temat Komisji Majątkowej?

– Pod sam koniec śledztwa otrzymałem do tego prawo.

Czy coś w tych materiałach zwróciło Pana uwagę?

– Bardzo wiele rzeczy mnie zaskoczyło, bo śledztwo wyglądało zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałem. O jakie sprawy konkretnie chodzi, nie mogę ujawnić, bo obowiązuje mnie tajemnica śledztwa.

Podobno dokumentacja ta pokazuje bardzo głęboką inwigilację Kościoła dokonywaną przez służby specjalne, m.in. przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, wykraczającą poza sprawy związane z Komisją Majątkową.

– Nie mogę tego potwierdzić, ani temu zaprzeczyć.

Jednak umorzenie śledztwa przez prokuraturę może wskazywać, że w całej sprawie nie chodziło o praworządność czy interes publiczny, lecz o zbieranie haków na Kościół.

– Mogę zwrócić uwagę, że media ujawniały różne fakty, a nawet dokumenty dotyczące tego śledztwa, konkretnych spraw czy osób w trakcie jego trwania. Czytając materiały medialne, np. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, licznych tygodnikach czy na portalach internetowych, można było odnieść wrażenie, że odbywa się jakieś dziwne polowanie.

Organy śledcze ujawniały mediom informacje, które miały skompromitować Komisję Majątkową?

– Nie chcę nikogo oskarżać, ale gdy dziennikarze prosili mnie o komentarz do różnych problemów związanych z pracami Komisji, niektórzy z nich wprost mówili mi, że mają dostęp do akt śledztw prowadzonych w tych sprawach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Fik
    28.07.2011 11:37
    No ok. A kto po wojnie zagarniał Kościoły Ewangelickie? NAwet u mnie w mieście Kościół Ewangelicko-Augsburski, po wojnie został Kościołem Katolickim. Kiedy postanowiono w końcu oddać właścicielowi katolicy byli oburzeni. A przeceiż to nie ich, prawda? Ale o tym to wszyscy zapominają. Jacy CI katolicy biedni...
  • Cyprian65
    28.07.2011 15:55
    Komentarz oderwany od tematu wywiadu. Co zaś się tyczy sprawy wywołanej przez Fik-a, to u mnie w mieście owszem po wojnie kościół ewangelicki został przejety przez katolików, ale w latach siedemdziesiątychtych ubiegłego stulecia spłacono go. Podsumuję to w stylu Fik-a. Jacy CI ewangelicy bogaci...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie