Obudzona księżniczka

O kubku mleka, miłości i „Requiem” Mozarta z Małgorzatą Ostrowską-Królikowską rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Małgorzata Ostrowska-Królikowska aktorka, Grażynka z „Klanu”, żona Pawła Królikowskiego (Kusego z serialu „Ranczo”). Mama pięciorga dzieci. Bierze udział w akcjach wspomagających rodziców wcześniaków. Do Etiopii i Burkina Faso zawiozła szczepionki przeciw tężcowi.

Barbara Gruszka-Zych: Podobno najlepiej odpoczywasz w swoim ogrodzie.

Małgorzata Ostrowska-Królikowska: – …a nie na wyspach Pacyfiku. To dla mediów takie nieatrakcyjne. Zdecydowaliśmy się na zakup tej działki w ciągu jednego dnia. Dojeżdżałam wtedy na zdjęcia „Klanu” z Wrocławia do Warszawy, a tu nie stał ani jeden dom, wszędzie rosły wielkie pokrzywy. Ale z Pawłem (mężem aktorki) zobaczyliśmy, że to nasze miejsce. Kiedy wjeżdżaliśmy do Zalesia Górnego przez las tak cudnie zaświeciło słońce, że spojrzeliśmy na siebie w jednym momencie, myśląc: „To jest to”. Wiesz, często zwracam uwagę na znaki. Nieraz zastanawiam się „w jakiej to jest sprawie?”.

Myślisz, że nasza rozmowa jest „w jakiejś sprawie”?

– Mam nadzieję, że wyniknie z niej jakieś dobro. Sama lubię czytać wywiady i czasem czyjeś jedno zdanie dodawało mi sił. Zresztą, słowo pisane zawsze miało duży wpływ na moje życiowe wybory. A to od nich zależy, jacy jesteśmy. A tak na marginesie – denerwuje mnie dzisiejsze dziennikarstwo, które całkiem zapomniało o etyce. Na przykład niedawno ukazały się dwa wywiady, których nigdy nie udzieliłam. Albo w prasie atakują mnie za wielodzietność, że to jakaś patologia, a to dla mnie radość.

Z Pawłem jesteście małżeństwem 22 lata. To też niemedialne.

– To taka łatwizna – rozstać się. Wielu się zdaje, że z kimś nowym będzie fajniej. A tu lepiej przeczekać trudne chwile i potem… być szczęśliwym.

Jak na to wpadłaś, że warto mieć pięcioro dzieci?

– Zawsze się bałam popadnięcia w matroność, dlatego pielęgnuję w sobie dziewczynkę (śmiech). Ale na poważnie – wiedziałam to już wcześnie, obserwując starsze, podziwiane koleżanki aktorki. Całkowicie oddały się teatrowi, a potem czuły się samotne. Kiedy jako 24-latka byłam z Antkiem w ciąży, komentowano, że aktorka z dzieckiem to coś niewyobrażalnego. A potem stale zabierałam go ze sobą do Teatru Polskiego we Wrocławiu. Wiele godzin przesiedział też z garderobianą – cudowną, starszą panią Czesią. To ona mi powtarzała: „Dobrze, że pani nie żałuje mu czasu, to się wszystko na starość wróci”. Moje dzieci paręset razy oglądały bajki, w których grałam. W ciąży z Jaśkiem występowałam w sztuce „Amadeusz” Schaeffera, dlatego nieskończoną ilość razy słuchaliśmy „Requiem” Mozarta. No i Jasiek jest kompozytorem. A Antek reżyseruje. Ale wcale nie mam zamiaru się wymądrzać, że najlepsze jest posiadanie dzieci. To decyzja każdego z osobna. Dzieci to nasi ambasadorzy w nowym pokoleniu. Jestem im wdzięczna. Każde z nich przynosi mi coś nowego, bo o tylu sprawach bym nie wiedziała. Nie rozumiem, dlaczego się mówi, że wychowanie to męczarnia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Eterno Vagabundo
    24.07.2011 21:40

    W małżeństwie ciężkie chwile
    Często się zdarzają,
    Lecz niewiele wspólnego
    Z brakiem szczęścia mają.

    Bowiem szczęście, na codzień,
    To harmonia cała,
    Tego co nam natura
    Z Łaską Bożą dała.

    Temu codzień szturmujmy
    W modlitwie Tron Boży.
    Niech nam darów natury
    I swych Łask przymnoży,

    Aby nasze dobrane,
    Szczęściem syte stadło,
    Wskutek błahych powodów
    W pył się nie rozpadło.



Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie