Zwyciężyłaś, Najlepsza Matko

– Z kardynałem Wyszyńskim spotykałem się jako kleryk podczas jego odwiedzin w seminarium. A już tak bardziej osobiście po moim wyjściu z więzienia w 1966 r. – mówi ks. infułat Stanisław Bogdanowicz.

Trzydzieści lat po śmierci jednego z najwybitniejszych Polaków, 4 czerwca, w auli Komisji Krajowej „Solidarności” odbyła się konferencja. Tematem były związki kardynała Stefana Wyszyńskiego z Pomorzem Gdańskim, a także jego wielki wpływ na powstanie NSZZ „Solidarność”.

Autorytet ponadczasowy

Przed ponad trzydziestu laty obecny sekretarz Komisji Krajowej „Solidarności” Jacek Rybicki stał pod bramą stoczni, pełen obaw i nikłych nadziei. W tamtym czasie dla młodych ludzi kard. Wyszyński był oczywiście autorytetem i sumieniem. – Ale już wówczas nauczycielem stał się dla nas Jan Paweł II, przyjaciel młodych. Tak, jakbyśmy chcieli szybciej odnowić oblicze ziemi – wspomina Rybicki. Jego zdaniem, młodzież, która nie pamiętała czasów stalinowskich i dojrzewała w latach 70. XX wieku, nie zawsze rozumiała ponadczasowe przesłanie Prymasa Tysiąclecia. – Dzisiaj, z perspektywy czasu, jestem przekonany, że Jan Paweł II mówił to samo co on, tylko że inaczej – konstatuje.

Mówiąc o związku prymasa Wyszyńskiego z „Solidarnością”, Jacek Rybicki przypomniał bardzo ważny fakt: to właśnie przezorność kardynała pomogła w rejestracji związku. – Zasugerował, żeby w nazwie nie dawać słowa „wolne”, ale zastąpić je słowem „samorządne” i w ten sposób nieco ugłaskać komunistyczne władze – wyjaśnia. Nie zawsze jednak ludzie – nie tylko młodzi, ale i związkowcy – rozumieli prymasa.

26 sierpnia 1980 r. – jak co roku – kardynał Stefan Wyszyński – udał się na Jasną Górę. – To był ciemny okres strajku. Jeszcze nie przechyliła się szala w stronę porozumienia – wyjaśnia kontekst historyczny. Wszyscy czekali z nadzieją na to, co powie kardynał z jasnogórskich murów. Nie tylko stoczniowcy, robotnicy, ale i komunistyczne władze. W kazaniu – jak w soczewce – skupia się późniejsza relacja prymasa do „Solidarności” czy do ludzi pracy. – Homilia wówczas wygłoszona była wielkim rachunkiem sumienia i ponadczasowym wskazaniem drogi. Zarówno dla komunistycznych władz, jak i dla strajkujących. Także dla światowej opinii publicznej i naszych sąsiadów – przypomina Rybicki. Prymas m.in. wskazał na zagrożenia wynikające z manewrów wojsk Układu Warszawskiego bez udziału Ludowego Wojska Polskiego. Mówił ponadto o historycznym doświadczeniu, o obowiązkach narodu, o porządku religijno-moralnym, o ładzie życia rodzinnego, wreszcie o porządku życia społeczno-zawodowego.

– My wtedy żyliśmy atmosferą bramy stoczni i oczekiwaliśmy, że prymas nawiąże do tego, co jest tu i teraz – wyjaśnia związkowiec. Tymczasem Prymas Tysiąclecia wspominał o systemie wartości, który ze swej istoty jest ponadczasowy. Nie może więc dziwić, że mówił o prawie do swobodnego zrzeszania się, ale i o społecznych kosztach wstrzymywania się od pracy. Powiedział: „Koszty tego argumentu [chodziło o strajk – przyp. S.C.] idą w miliardowe sumy, ciążą nad całą gospodarką narodową i jakimś odwetem godzą w życie całego narodu, rodziny i każdego człowieka”. Jednym słowem, kard. Stefan Wyszyński – który dzień wcześniej spotkał się z pierwszym sekretarzem PZPR Edwardem Gierkiem, obiecującym prymasowi, że jeżeli pozostanie na stanowisku, nie użyje broni przeciw strajkującym robotnikom – został mediatorem między władzą i narodem. – Dlaczego ta homilia jest ponadczasowa? Otóż dlatego, że prymas wychodzi ponad bieżące oczekiwania zarówno władzy, jak i strajkujących. Ukazuje pod względem politycznym całą złożoność ówczesnej sytuacji, a pod względem moralnym nie liczy się tylko rzeczywistość strajkowa, ale całokształt. Od rodziny poczynając, a na państwie, ba, na geopolityce kończąc – podkreśla Rybicki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie