Jedyna taka droga

Nie byli pierwsi, którzy poszli do Santiago de Compostela. Byli jednak pierwszą diecezjalną grupą, która - jest nadzieja - zapoczątkuje tarnowskie pielgrzymowanie do grobu św. Jakuba.

W roku jubileuszu diecezji chcieliśmy zaproponować ludziom nową formę pielgrzymowania, która byłaby przedłużeniem Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę – mówi ks. Czesław Konwent, dyrektor Diecezjalnego Biura Pielgrzymkowego. Istotnie, hiszpańska grupa rozpoczęła swą pielgrzymkę 25 sierpnia na Jasnej Górze, gdzie pobłogosławił ją bp Andrzej Jeż, który witał PPT. Z Porąbki, przez Brzesko i Jasną Górę, pielgrzymi udali się busem do Bolesławca, a stamtąd do Ars, Lourdes, Biarritz aż do Cerebreiro, leżącym na francuskiej drodze do Santiago.

Celtowie i cud

Cerebreiro to wioska, która szczyci się celtyckimi korzeniami. Jest swego rodzaju skansenem, w którym rozsiadły się na szczycie góry kamienne, kryte strzechą domy – dziś hotele. Pielgrzymi przybywają tam o zachodzie słońca, które delikatnym światłem wypełnia gwarne uliczki wioski, pełne pątników. Jest niedziela, więc Msza św. w romańskim kościele, który przechowuje relikwie cudu eucharystycznego. – Msza po polsku, ale jedno czytanie musi być po hiszpańsku, bo przychodzą na nią parafianie – mówi pilnujący świątyni franciszkanin, który podczas nabożeństwa wyświetla na ekranie teksty mszalne w kilku językach. To pierwsze takie spotkanie z ludźmi, którzy wędrują do św. Jakuba z całej Europy. Są między nimi Niemcy, jadący do Santiago rowerami. – Życzymy wam dobrej drogi – uśmiechają się na pożegnanie.

Buen Camino!

Wczesnym rankiem grupa wchodzi na pielgrzymi szlak w Sarrii. Stare, średniowieczne miasteczko leży w regionie Galicia, w którym 150 dni w roku pada deszcz. Jest chłodno, ale niebo wydaje się dla idących łaskawe. Na twarzach widać jeszcze zmarszczki snu, które powoli wygładza entuzjazm, przejęcie i ciekawość. Kije do nordic walkingu rwą się do marszu, który zrazu jest energiczny, może za bardzo, bo grupa rozdziela się, upodabniając się do innych pielgrzymów. Ale tak ma być. – Zobaczycie, że ludzie wędrują samotnie lub w niewielkich grupkach, w ciszy. Camino sprzyja indywidualnej modlitwie i refleksji – wyjaśniał jeszcze przed marszem ks. Konwent. Istotnie, Camino jest okazją do indywidualnych rekolekcji w drodze. Ciszę przerywa jednak co rusz hiszpańskie „Ola!” albo „Buen Camino!”. Wypowiadają je Hiszpanie i Włosi, Niemcy i Francuzi, a nawet skośnoocy Azjaci z nieznanego kraju. Droga zapełnia się młodymi i starymi, grupka roześmianych dzieci przemyka szybko na rowerach. Od razu czuć tutaj europejską wspólnotę, którą łączą chrześcijańskie korzenie. Camino jest tego świadkiem dla 150 tysięcy pielgrzymów, którzy co roku przemierzają pieszo, rowerem lub konno drogi do Santiago. Pierwszy etap kończy się w Port Marin, trzeba jeszcze przekroczyć rzekę i wejść na ogromne schody prowadzące historyczną bramą do miasteczka, w którym góruje romański kościół jak warowny zamek, niestety zamknięty. Konieczne też trzeba podbić credencial, czyli kartę pielgrzyma, która jest pieczątkowym zapisem przebytej drogi, ważnym by uzyskać potwierdzenie odbycia pielgrzymki, czyli compostele.

Uroki i buty

Początkowy entuzjazm przycichł nieco w ciągu kolejnych dwóch dni wędrowania. Coraz bardziej czuło się przebyte kilometry, które pozostawiały ślady na stopach w postaci bąbli i otarć, do tego zakwasy, dojmująca chęć odpoczywania. Grupa wyruszała na szlak bardzo wcześnie, około godz. 6, trzeba było używać latarek, by nie pogubić się na drodze delikatnie znaczonej żółtymi strzałkami i słupami z obowiązkową złotą muszlą na błękitnym tle. – Czuję się jak na manewrach wojskowych – mówi z uśmiechem pan Stanisław, najstarszy, bo 80-letni uczestnik pielgrzymki. Trudno idzie się w ciemnościach, ale niezatarte pozostanie wspomnienie cieni rzucanych przez idących na ściany mrocznych wąwozów, jakby i one też pielgrzymowały. Światło dnia wydobywa z cienia galicyjskie wioski, kamienne domy, zagrody, stajnie, dziwne domki na wysokich postumentach, zwieńczone krzyżem, które okazują się suszarniami kukurydzy. Czasem drogę przecina stado krów, psy patrzą leniwie na przechodzących, nawet nie ruszając ogonem. Z rzadka który kościół jest otwarty, ale wszystkie urzekają romańskim, skromnym pochodzeniem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie