Blues po śląsku

Czemu Ślązacy tak pokochali muzykę Afroamerykanów? Czy dlatego, że mówi o ludzkiej niedoli i ciężkiej pracy, którą tak dobrze znają?

Czy blues to wyłącznie amerykańska specjalność? Skądże znowu! Raz w roku światową stolicą tego gatunku stają się… Katowice. To zasługa Ireneusza Dudka, który 8 października już po raz 31. organizuje u nas Rawę Blues. Zaprasza największe światowe gwiazdy. Tym razem będą to m.in.: Marcia Ball, artystka czterokrotnie nominowana do nagrody Grammy, i C.J. Chennier, najlepszy na świecie wykonawca muzyki zydeco. Nie może też oczywiście zabraknąć formacji Shakin’ Dudi, która powraca z nową płytą.

Wszystko wskazuje na to, że tegoroczna Rawa będzie kontynuacją najlepszych festiwalowych tradycji. W katowickim Spodku występowały już bowiem takie gwiazdy bluesa jak: Luther Allison, Junior Wells, Koko Taylor, Carey Bell czy John Cephas i Phil Wiggins. Dla wielu z nich był to jedyny koncert w Polsce, a czasem nawet w Europie. Nic dziwnego, że właśnie na Śląsku blues zakorzenił się tak mocno jak w żadnym innym rejonie Polski.

Pieśni czarnego ogrodu

Sam twórca festiwalu popularność bluesa na Śląsku wiąże z atmosferą lat 60. i działalnością ówczesnych klubów studenckich. – Spotykaliśmy się w nieistniejącym już klubie Ciapek przy ulicy Kościuszki w Katowicach – wspomina Irek Dudek. – Próbowaliśmy tam grać rzeczy podobne do tych, które słyszało się wówczas w Londynie. Potem zaczęliśmy szukać źródeł tej muzyki i tak odkryliśmy czarnego bluesa.

Na fali tych odkryć powstały w latach 70. takie formacje jak SBB czy Krzak. Czemu Ślązacy tak pokochali muzykę Afroamerykanów? – Może dlatego, że mówi o ludzkiej niedoli, o ciężkiej pracy? – zastanawia się Dudek. – Blues świetnie harmonizuje z prostotą (nie mylić z prostactwem!) Ślązaków.

Ostatnio jednym z najbardziej oryginalnych przedstawicieli śląskiego bluesa jest Marek „Makaron” Motyka. Ocala on od zapomnienia stare śląskie pieśni, zamieszczone m.in. w śpiewnikach Stanisława Wallisa i Adolfa Dygacza. Niektóre z nich datowane są nawet na XV wiek. W bluesowej oprawie brzmią jednak wyjątkowo świeżo. „Po furmanie bat zostanie,/ po hutniku trepy./ Po górniku kilof, łata,/ a po chłopie cepy” – śpiewa Makaron, a w jego zachrypniętym głosie słychać prawdę o czarnym ogrodzie Śląska. Muzyk przyklęka na stercie węgla, zanurza w niej ręce, podkreślając swoje przywiązanie do ziemi. Klip do „Po furmanie” jest kręcony w jego rodzinnym Bytomiu. Tło stanowią familoki i dymiące kominy.

Marek Motyka przekonuje, że to właśnie ten region Polski jest najbardziej związany z muzyką. – Mamy kilkanaście tysięcy pieśni ukrytych w starych śpiewnikach – podkreśla. – Dla mnie odkryciem było to, że są to teksty jakby żywcem wyrwane z Missisipi. Mówią o głębokiej rozterce, niedoli, ale jest w nich też humor i zaufanie do drugiego człowieka. Jako ludzie ciężkiej pracy wysysamy je z mlekiem matki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie