Wiara, nadzieja, plajta

Na początku XXI wieku działające w internecie firmy upadały jedna za drugą. Dziś sytuacja przypomina tę w przededniu katastrofy sprzed 10 lat.

Gorączka inwestowania w firmy internetowe (zwane dotcomami) miała miejsce na przełomie wieków. Na giełdzie inwestowano niebotycznie kwoty, wierząc, że w przyszłości wielokrotnie się one zwrócą. Czasem wystarczyło mieć pomysł, a inwestorzy sami zgłaszali się z propozycją finansowania. Jednak w 2001 roku większość dotcomów upadła. Zabił je brak wiary.

Wiara

Internet to zarówno dla inwestorów, jak i wynalazców kura znosząca złote jajka. Jeśli ktoś ma pomysł na biznes, może go względnie tanio zrealizować. Ktoś, kto zaprojektuje nowy silnik, musi zdobyć pieniądze na budowę prototypu, potem przekonać wielkie firmy do korzystania z jego projektu i postawić fabrykę. Ktoś, kto wpadnie na pomysł rewolucyjnego serwisu internetowego, musi mieć tylko komputer i pieniądze na serwery.

Dla inwestora to nie są duże koszty, zwłaszcza w kontekście spodziewanych zysków. To właśnie wiara w przyszłe zyski doprowadziła do inwestowania ogromnych sum w firmy internetowe, które w dniu inwestycji nie przynosiły zysków ani nie rokowały, że szybko będą je osiągać. Gdy inwestorzy przejrzeli na oczy i zobaczyli, że zainwestowali w przedsiębiorstwa niemające praktycznie żądnych szans na sukces, rozpoczęła się paniczna wyprzedaż akcji. Tak jak nadmierny optymizm wywołał falę inwestycji, tak utrata wiary w sens tych przedsięwzięć doprowadziła do jednego z największych kryzysów gospodarczych po II wojnie światowej. Dziś, kiedy minęło ponad 10 lat od pęknięcia bańki internetowej, inwestorzy powielają niemal te same błędy. Wartość spółek technologicznych notowanych na giełdach nie jest (w większości wypadków) tak drastycznie zawyżona jak poprzednio. Na przełomie wieków zdarzało się, że firma była wyceniana na ponad 100 razy więcej niż jej roczne przychody. Jednak poza giełdą sytuacja wygląda inaczej. Odwrotnie niż kiedyś „przeboje” internetu nie dążą do jak najszybszego wejścia na parkiet. Spółka obecna na giełdzie musi publikować szereg dokumentów, w tym regularne raporty finansowe. Wymuszona w ten sposób transparentność działań i konieczność konsultowania decyzji nawet z drobnymi akcjonariuszami ogranicza prezesom swobodę działań. Lepiej jest im sprzedawać pakiety akcji poza giełdą i w ten sposób uzyskiwać pieniądze na rozwój firmy. Towar, jakim są akcje takich firm, jest trudno dostępny i bardziej kuszący dla inwestora. A to winduje cenę na jeszcze wyższy poziom.

Nadzieja

CNN przejął niedawno Zite – firmę, która stworzyła aplikację na iPada o tej samej nazwie. Program zbiera materiały z różnych źródeł, a następnie na podstawie algorytmu proponuje czytelnikowi spersonalizowany zestaw wiadomości. Według Wall Street Journall, CNN kupił producenta aplikacji za ponad 20 mln dolarów. To dużo, biorąc pod uwagę fakt, że program ma być w dalszym ciągu bezpłatny. Amerykańska stacja tłumaczy inwestycję tym, że algorytm dobierający zestaw informacji będzie można zastosować w innych usługach medialnej korporacji. Słynny jest też przypadek aplikacji Colour dostępnej na iPhonach. Trudno zrozumieć, co kieruje inwestorami, którzy wyłożyli aż 41 mln dolarów na rozwój firmy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie