Uzdrawiająca moc zastrzyków

Kiedy Jan Paweł II wszedł 14 czerwca 1999 roku do katedry łowickiej, powiedział: „Nie wiedziałem, że macie tu, w Łowiczu, aż takie cudo”.

Katedra łowicka nazywana jest Wawelem Mazowsza, bo w jej podziemiach spoczywa 12 prymasów Polski. Na razie podziemia nie są udostępnione dla zwiedzających, ale na pewno warto zobaczyć wnętrze świątyni. Tym bardziej że diecezja łowicka przeprowadziła ostatnio kosztowny remont, który był możliwy dzięki pieniądzom z UE i wkładowi własnemu. Świątynię odnowiono z zewnątrz i wewnątrz, ale wyremontowane zostały także inne budynki tworzące zespół katedralny, w tym dziekania (rezydencja biskupa łowickiego), kustodia (plebania katedralna), kanonie (obecnie kuria łowicka) oraz dawna kuria wikariuszy.

Prześwietna i prymasowska

Od XII do XVIII wieku Łowicz był własnością rezydencjalną arcybiskupów gnieźnieńskich. W okresie bezkrólewia pełnił nawet rolę drugiej stolicy Rzeczypospolitej. Tutaj odbywały się kluczowe synody – jeden prowincjalny i 6 dla diecezji gnieźnieńskiej. Siedzibą arcybiskupów był zamek prymasowski położony nad Bzurą. Do miasta przyjeżdżali królowie, wysłannicy papiescy, ludzie nauki i kultury. Wśród królów, którzy odwiedzili Łowicz, znaleźli się: Jan Kazimierz, Jan III Sobieski, Stanisław August Poniatowski oraz cesarz Napoleon Bonaparte. Byli tutaj także prezydenci Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki.
Prymasi dbali o Łowicz, czego wyrazem może być bogactwo ukryte w kolegiacie, dzisiejszej katedrze. W XVII wieku przyznano jej tytuł „Collegiata Insignis”, co w tłumaczeniu znaczy „Prześwietna kolegiata”. Trudno się temu dziwić, skoro nad jej upiększaniem pracowali najznakomitsi artyści.

Od drewnianego po murowany

Pierwszy kościół w Łowiczu był drewniany, wybudowali go jeszcze książęta mazowieccy około 1100 roku. W połowie XV wieku abp Jan Odrowąż Sprowski rozpoczął budowę kościoła z cegły i rudy żelaza. Niestety, nie dane mu było ukończyć dzieła, a po jego śmierci kościół spłonął. Kolejni arcybiskupi podejmowali się budowy świątyni jednonawowej, a następnie trzynawowej. Najpoważniejsza przebudowa miała miejsce w drugiej połowie XVII wieku. Fundatorem był abp Maciej Łubieński. Prymas powierzył prace architektoniczne i budowlane Tomaszowi Poncino. Po śmierci Ponciniego dzieło kontynuował brat artysty, Andrzej. Podczas przebudowy podwyższono korpus kolegiaty, rozbudowano i ujednolicono przybudówki przy prezbiterium, przebudowano wnętrza, nadając im cechy barokowe.

Kolegiata poniosła spore straty podczas potopu szwedzkiego. Szwedzi doszczętnie złupili wyposażenie świątyni. Udało się uratować tylko kilka obrazów, które ukryto u paulinów na Jasnej Górze. Kilka wieków później również zbezczeszczono świątynię; w 1914 roku zamknięto tu Rosjan – jeńców wojennych, którzy wewnątrz palili ogniska.

Stiuki na granicy wytrzymałości

Kolegiata została podniesiona do rangi katedry w momencie utworzenia diecezji łowickiej w 1992 roku. 7 lat później nad Bzurę przyjechał Jan Paweł II i nadał katedrze tytuł bazyliki mniejszej. Poprosił go o to ówczesny biskup łowicki Alojzy Orszulik.
Trzynawowa, renesansowo-barokowa świątynia kryje w sobie niezwykłe bogactwo historii. Aby zachować je na następne wieki, w kwietniu 2010 roku spółka AC Konserwacja Zabytków Piotrowski i Kosakowski rozpoczęła restaurację ścian i sztukaterii. Zmodernizowano także jedną z dwóch wież, gdzie obecnie znajduje się muzeum diecezjalne. Na szczyt wieży można wyjechać windą, skąd rozciąga się widok na Łowicz i okolice. W dawnej kolegiacie wymieniono także instalację elektryczną, nagłośnienie, centralne ogrzewanie. Lada moment pojawią się projektory multimedialne, w których zwiedzający usłyszą, w językach polskim i angielskim, historię zabytku.
– Zaskoczyło nas, że stan zniszczeń w katedrze był aż tak poważny – podsumowuje bp Andrzej F. Dziuba, ordynariusz diecezji. – Ale dzięki zaangażowaniu konserwatorów udało się przywrócić świątyni dawny blask.
– W przypadku badania katedry pod kątem czysto technologicznym zaskoczyło mnie, że w tak złym stanie były dekoracje płaskorzeźbione na sklepieniach. Najgorszy był stan stiuków w nawach bocznych – podkreśla Aleksander Piotrowski z zarządu firmy AC Konserwacja Zabytków.
– Pewnego dnia zobaczyłem, jak ekipa konserwatorska chodzi po rusztowaniach ze strzykawkami. Uśmiechnąłem się wtedy i zapytałem: „Kim wy jesteście – konserwatorami zabytków czy lekarzami?”. Dosłownie, mieli w ręku strzykawki, którymi wstrzykiwali w spękane ściany specjalne substancje. To były takie zastrzyki uzdrawiające katedrę – śmieje się proboszcz katedry ks. Wiesław Skonieczny.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Rozpocznij korzystanie