Reklama! banner 468x60 expand
Ma podążać za scrollem. Banner 468x60, który po najechaniu myszką rozwija się w dół, do rozmiarów 468x240, pikseli. Po zdjęciu kursora myszy wraca do swojego rozmiaru. Wyceniany za 1000 odsłon. Format gif,jpg,swf

Nawet nie można zgrzeszyć

To nie fatamorgana wspomnień, ale prawdziwa oaza, gdzie jest ruch i życie, duch radości i świadectwa. Opowiadają o tym księża, którzy przed ponad 30 laty zakładali pierwsze oazy w diecezji płockiej.

Ale ja tu dzisiaj nie widzę oazy! – mówił do zebranych w ciechanowskim kościele bł. Jana Pawła II ks. Henryk Lewandowski. Blisko 100 osób spotkało się 27 lutego, aby modlić się o wyniesienie na ołtarze sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. – Kiedyś była diakonia muzyczna… wszyscy głośno śpiewali. Nawet ci, którzy fałszują. Oazowicz zawsze pozdrawiał słowem „Alleluja” i nosił foskę. Dawniej bez tego znaczka nie wychodziło się na ulicę, do szkoły, do kościoła – mówił z ekspresją proboszcz parafii Bogate, który był uczestnikiem i świadkiem rodzącego się ruchu oazowego w naszej diecezji.

Pod prąd

Wśród płockich księży, którzy najwcześniej spotkali założyciela oazy ks. Franciszka Blachnickiego, byli obecni profesorowie seminarium duchownego: ks. Wojciech Góralski i ks. Andrzej Rojewski. Pierwszy z nich był na pierwszych ogólnopolskich rekolekcjach oazowych dla kleryków w 1960 r. w Wadowicach. – Byłem wtedy subdiakonem. Z bliska podziwialiśmy zdrową pobożność, opanowanie i mądrość ks. Blachnickiego. Uczestniczyliśmy również w liturgii w katedrze wawelskiej i wtedy po raz pierwszy zobaczyłem młodego biskupa Karola Wojtyłę – wspomina ks. prof. Góralski. Ale już pod koniec lat 50. sam ks. Blachnicki przyjechał do Płocka. – Na zaproszenie bp. Piotra Dudźca, który był delegatem episkopatu do spraw trzeźwości, przyjechał do naszego seminarium. Mówił rzeczowo, konkretnie i z emocjonalnym zaangażowaniem. Konferencje oparł na znaku Krucjaty Wstrzemięźliwości: ryba płynąca pod prąd rzeki. Potem spotkałem się z nim w czasie studiów na KUL-u. W 1965 r. zaprosił mnie na dwutygodniową Oazę Żywego Kościoła w Krościenku. Mimo że cel oazy i środki były jasno określone, to jednak dzień po dniu on szukał lepszej metody prowadzenia grup. Imponowała mi ta otwartość – wspomina ks. Andrzej Rojewski.

Zarażająca odwaga

W pierwszej połowie lat 70. zaczęło się poszerzać grono płockich księży znających ks. Blachnickiego i jego dzieło. Wśród nich byli: ks. Remigiusz Łebkowski, były proboszcz w Daniszewie, ks. Jan Decyk, i przede wszystkim ks. Romuald Jaworski, pierwszy diecezjalny moderator ruchu. – Sam byłem u ks. Blachnickiego na kilku oazach. A w diecezji wszystko się zaczęło od kilkuosobowej grupy młodzieży z Gostynina, którą zabrałem na oazę do Brzegu. Później przyszły kolejne grupy, spotkania, diecezjalne dni wspólnoty – opowiada o początkach ks. Jaworski. Księża: Tadeusz Kowalczyk, Stanisław Kaźmierczak i Marian Matusiak uczestniczyli najpierw w oazowych rekolekcjach kapłańskich. – Ksiądz Blachnicki mimo sprzeciwów, nie bał się. Podziwialiśmy jego pobożność, głęboką duchowość i odwagę – podkreśla ks. Kowalczyk. – Utkwiła mi w pamięci jego nobliwość i głęboka pobożność. Emanowały z niego pogoda ducha, zaufanie do Boga i głęboka wiara – podkreśla ks. Wiesław Kosek. Gliczarów, Białe k. Lucienia, Zambski – to były pierwsze oazy, w których po 1978 r. uczestniczył ks. Stanisław Kaźmierczak, dziś proboszcz płockiej parafii św. Jadwigi Królowej. – Na początku to wszystko budziło zdziwienie, bo garstka ludzi zaczynała coś nowego. Na jednej z pierwszych oaz uczestnicy mieszkali w domach gospodarzy, bo przecież warunki materialne na tych rekolekcjach były bardzo skromne. Jakie było ich zdziwienie, gdy młodzież zaczynała z nimi rozmowy o Bogu, Piśmie Świętym i Kościele. Ale gdy przyjechał do nas bp Sikorski, ludzie zrozumieli, że to wszystko dokonuje się w Kościele. Praca oazowa była jak ciosanie kamieni. Chodziliśmy, szukaliśmy młodych. To wszystko rodziło się z wielkim trudem, zaangażowaniem i poświęceniem – podkreśla ks. Kaźmierczak.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • beta
    02.06.2012 11:54
    Zgadzam się ze stwierdzeniem że współczesna oaza mam niewiele wspólnego z tą która formowała młodych ludzi 15 lat temu. Uważam jednak że przynajmniej część winy za ten stan rzeczy ponosi hierarchia Kościoła. Za czasów komunizmu oaza skupiała elitę rozumiejącą że pomijanie Boga w życiu nie prowadzi nigdzie. Była to rzeczywiście elita. Byli to ludzie którzy uwierzyli że są przyszłością Kościoła. Co jednak się stało kiedy Polska odzyskała niepodległość po upadku komunizmu? Hierarchowie o nas zapomnieli:( Nie byliśmy już młodzieżą-byliśmy dorośli i chcieliśmy podejmować odpowiedzialne zadanie w Kościele. Zamiast tego spotkaliśmy się z nieufnością i ciągłym traktowaniem jak dzieci. Wiele osób przestało ewangelizować, bo zabrakło im oparcia we wspólnocie Kościoła. Gdyby wówczas z młodych, ale już dorosłych zapaleńców stworzyć grupę ewangelizacyjną...Być może i dziś kościoły byłyby pełne młodych ludzi, którzy nosiliby foski i nie wstydzili się Chrystusa. Dziś trzeba zaczynać wszystko od nowa. A jest to arcytrudne:( Miejmy nadzieję jednak że z pomocą Bożą i to się uda:)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie