Figurska: Uczcie się na… moich błędach

O plastikowych aureolkach, wielkim życiowym BUM i s. Faustynie, która ratuje małżeństwa, z Dominiką Figurską rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Najnowsze badania dotyczące ról społecznych kobiet i mężczyzn wskazują, że mniej więcej połowa pań widzi swoje miejsce w domu. Połowa z nas natomiast chce pracować zawodowo. Jak jest z Tobą? Kiedyś grałaś we wszelkich możliwych serialach, spektaklach, teraz jakby mniej…

Dominika Figurska: – Kiedyś rzeczywiście pracowałam od rana do nocy, cztery razy w tygodniu pokonywałam trasę Warszawa–Wrocław. Samochód, samolot. Stres, by wszędzie zdążyć. Miałam już męża, potem dziecko. Pracowałam jak szalony pracoholik, a jednocześnie żyłam z poczuciem winy: że dziecko zostawiłam, że nie ogarniam. Najbardziej na tym cierpiała córka, bo przecież po dwóch miesiącach od jej urodzenia wróciłam do pracy. Szaleństwo kompletne: karmienie podczas przerwy w spektaklu, ciągła szarpanina. Tak naprawdę padałam z nóg, nie dawałam rady psychicznie.

A jednocześnie nie potrafiłam świadomie tego przerwać. Kiedyś nawet złapałam się na strasznej myśli: a niech się coś stanie. Samochód uszkodzi, jakiś wypadek może… Chciałam, żeby ktoś za mnie powiedział „stop!”. Potem było trochę lepiej, gdy przy drugim dziecku sprowadziliśmy się do Warszawy: przynajmniej odpadło dojeżdżanie.

Ale i tak zmęczenie i tempo życia rozwalało mnie i całą naszą rodzinę. W końcu rzeczywiście nastąpiło wielkie, nieuniknione, życiowe BUM, które zadecydowało jakby za nas. Było tak silnym wstrząsem, że przewartościowało wszystko... I dopiero potem, po urodzeniu trzeciego dziecka, Józia, świadomie zrezygnowałam z pracy zawodowej. Byłam z synkiem w domu przez wiele miesięcy i widzę, że to było dobre. Spokój dziecka, mój spokój – to procentuje na lata…

A jednak do pracy zawodowej wróciłaś…

– Tak, bo gdy pracowałam wyłącznie w domu, zaczęłam powoli… bzikować. Doszłam do wniosku, że przegięcie w żadną stronę nie jest dobre. Po pewnym czasie, po pracy w czterech ścianach, przy dzieciach, wiedziałam że dla higieny psychicznej muszę wyjść z domu, muszę się spotkać ze znajomymi. I muszę znaleźć sposób, żeby również realizować się zawodowo: nie tak jak kiedyś, na wariata, ale spokojniej – godząc prowadzenie domu, opiekę nad dziećmi, i pasje zawodowe.

Akurat w moim przypadku, w moim zawodzie, okazało się to możliwe. Przyznam się, że odpoczywam w pracy – od rozgardiaszu domowego. W moim przypadku idealne okazało się połączenie dwóch światów: zawodowego i rodzinnego. Oczywiście spoiwem musi być zdrowy rozsądek i hierarchia wartości: dom i dzieci są teraz najważniejsze. Cieszę się, że będąc przede wszystkim mamą i żoną, mam również swój świat, przestrzeń, niezależność. Obecnie pracuję w teatrach w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu – kilka razy w miesiącu gram spektakle. A w godzinach rannych, gdy dzieci są w szkole i przedszkolu, nagrywam dubbingi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie