Pożegnanie z fusiarą

Dorosły Polak wypija rocznie 500 filiżanek kawy. Ale będziemy pić jeszcze więcej.

Zaczęło się w Etiopii, od kóz i pasterza, który zauważył prawidłowość: kozy podskubujące owoce z dzikiego krzewu, to kozy ożywione. Historia powtarzała się, więc pasterz postanowił sam spróbować owoców. Podziałały. Jest jeszcze kilka innych historii, których wiarygodność oscyluje wokół legend, jak ta o archaniele Gabrielu, który wręczył filiżankę kawy zmęczonemu modłami Mahometowi. Pewne są tylko dwa fakty: po pierwsze kawa od wieków smakuje ludziom, po drugie jest jednym z najpopularniejszych – zaraz po ropie naftowej – towarów handlowych na świecie.

Czas sieciówek

Ponad 80 proc. dorosłych Polaków deklaruje, że regularnie pije kawę, a 83 proc. częstuje nią swoich gości. Przoduje mielona, za nią rozpuszczalna, na końcu zbożowa. Od niedawna jest jeszcze jeden rodzaj. Kraft Foods Polska wypuścił pełnoziarnistą rozpuszczalną. To połączenie kawy rozpuszczalnej z drobno zmieloną ziarnistą, dzięki czemu nie pozostawia fusów. Najwięcej kawy kupujemy w sklepach. W 2012 r. sprzedaż detaliczna wyniosła 108 tys. ton, ale eksperci wskazują, że to mniej niż w 2011 r. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy z kawy. W tym przypadku oznacza to, że zwiększa się sprzedaż w kawiarniach – zwłaszcza kawy na wynos. Z piątej edycji badania Cafe Monitor ARC Rynek i Opinia wynika, że kawiarniom sieciowym systematycznie przybywa klientów. Eksperci prognozują, że w ciągu 10 lat wyjdziemy z domów do kawiarń.

Nowojorczycy już nie parzą kawy w domu, za centy mogą ją kupić na ulicy. Kiedy przychodzą goście, kawę zamawiają przez telefon jak pizzę. Na razie w Polsce kawa z sieciówek jest droga, średnio 10 zł za kubek. Poza tym w sieciówkach wszystko jest przewidywalne, pachnie korporacją, co ma swoje plusy i minusy. Na przykład we Francji nie przyjęło się picie z tekturowego kubka, bo Francuzi mają wieloletnią kulturę kawiarnianą. Polska tej kultury szuka. Nie będą nią czasy PRL-u i przepis: 3 łyżeczki najtańszej fusiary zalać wrzątkiem, koniecznie w szklance bez uchwytu, posłodzić obficie. – Tydzień temu otworzyłem klubokawiarnię na warszawskim Grochowie, bo skoro we wszystkim dorównujmy Zachodowi, to wierzę, że i w kulturze kawiarnianej dorównamy – mówi Konrad Pruszyński. – Zdaję sobie sprawę, że na razie kawiarnie mogą prosperować głównie w dużych miastach. W małych miejscowościach na kawę idzie się do sąsiadki. – 15 lat temu klient miał pretensję, że dostaje niepełną filiżankę espresso i prosił, żeby lać do pełna, bo płaci. Dzisiaj klient wie, że restaurator nie chce na nim oszczędzić, tylko podaje espresso zgodnie ze sztuką – mówi Piotr Dominiczak, jeden z najlepszych polskich baristów, który kieruje niewielką palarnią kawy w Bydgoszczy. – Myślę, że mamy jeszcze wiele do zrobienia na rynku. Polacy, wybierając w sklepie kawę, kierują się trzema zasadami, których kolejność jest kluczowa: marka, cena, jakość.

Co kraj, to obyczaj

Największy na świecie port przeładunkowy kawy znajduje się w Hamburgu, skąd zielone ziarna trafiają do pozostałych krajów Europy, gdzie są wypalane. W imporcie przodują Finowie, którzy rocznie spożywają 12 kg kawy w przeliczeniu na dorosłego mieszkańca. Dla porównania Brytyjczycy, Hiszpanie, Grecy i Polacy potrzebują 3 kg na rok. Włosi, Francuzi, Portugalczycy 5 kg. Belgowie i Niemcy 7 kg. Wszyscy szukają najlepszego ziarna za rozsądną cenę. Często jest to nie do pogodzenia. – Jeden worek kawy z Kolumbii nijak się ma do drugiego worka kawy z Kolumbii. Na jakość wpływają takie czynniki, jak wilgotność, wysokość nad poziomem morza, metody uprawy stosowane przez plantatora, sposób obchodzenia się z ziarnem po zebraniu – mówi Piotr Dominiczak. – Ważny jest sposób wypalania. Nasza palarnia działa przy dużej cukierni, więc to, co nie spełnia naszych oczekiwań, wykorzystuje się w cukiernictwie. Możemy sobie na to pozwolić. Duże palarnie wszystko pakują na sprzedaż, bo nie chcą ponosić strat. Jeśli chodzi o sposoby parzenia kawy, to trzeba powiedzieć – co kraj to obyczaj. W Rzymie i Paryżu nie do pomyślenia mocne espresso z rana, ale z mlekiem – jak najbardziej. W Berlinie nikt nie wychodzi do pracy bez małej czarnej. W Madrycie małą czarną pije się do każdego posiłku, nawet do kolacji, bo kawa traktowana jest jak herbata. Nad Wisłą króluje kawa mleczna. Pisał o niej już Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: „Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana; Na wsi nietrudno o nie: bo kawiarka z rana Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie, Do każdej filiżanki w osobny garnuszek, Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek”.

Co do kolacji?

Rynek kawy idzie w górę. W cenie są nie tylko kawiarnie sieciowe, ale i kapsułki czy kawy ziarniste, których wartość rośnie nawet o 100 proc. rocznie. Za to od kilku sezonów nie widać znaczących zmian na rynku herbaty, a jeśli ktoś je dostrzega, to raczej mówi o tendencji spadkowej. Przede wszystkim nie pojawiają się nowe marki, które powodowałyby przesunięcia. 96 proc. Polaków deklaruje, że pije herbatę; na jednego mieszkańca przypada rocznie ponad 1 kg liści. Sięgamy głównie po czarną w torebkach, rzadziej po liściastą czy granulowaną. Jednak coraz częściej do obiadu i kolacji, zamiast herbaty, pijemy wodę mineralną.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie