Paszport 
na wagę życia

To dzięki niemu szwedzki paszport był w 1944 r. w Budapeszcie uważany za najbardziej pożądany dokument i gwarancję wolności. Raoul Wallenberg nareszcie doczekał się swojego święta we własnej ojczyźnie. 


Dyplomata, architekt, negocjator, który uratował dziesiątki tysięcy węgierskich Żydów. Wykazał się sprytem, odwagą i inteligencją. Pokazał, jak być człowiekiem w nieludzkich warunkach. Jego śmierć nadal pozostaje niewyjaśnioną zagadką. Co kierowało dobrze usytuowanym przedsiębiorcą, który opuścił spokojną Szwecję i ryzykował własnym życiem, ratując obcych ludzi przed Holocaustem? 


Obywatel świata


Niewiele brakowało, aby Wallenberg w ogóle nie zdecydował się na karierę w dyplomacji. Mimo że jego dziadek Gustaf Oscar Wallenberg, syn założyciela banku Stockholm Enskilda Bank, był ambasadorem Szwecji w Tokio i Konstantynopolu, młody Raoul marzył o pójściu w ślady ojca i chciał zostać oficerem marynarki wojennej. Przeszkodą był jednak daltonizm, który uniemożliwiał mu rozróżnianie flag ostrzegawczych.

Gdy jako 14-latek (sic!) w 1926 r. samotnie udaje się w podróż do dziadka do Konstantynopola, postanawia zostać architektem lub przedsiębiorcą. Studiuje architekturę w Stanach, odbywa praktykę w szwedzkiej firmie w Kapsztadzie, następnie udaje się do Hajfy, gdzie pracuje w banku. Tam styka się po raz pierwszy z problemem prześladowań ludności żydowskiej. Po powrocie do Szwecji pracuje w firmach rodziny Wallenbergów i zdobywa doświadczenie biznesowe. Doskonała znajomość języków obcych oraz liczne interesy z węgierskimi Żydami będą kluczowymi czynnikami, które zadecydują o tym, że po wybuchu II wojny światowej to właśnie jemu zostanie powierzona misja ratowania Żydów w Budapeszcie. 
Wiosna 1944 r. Do neutralnej Szwecji docierają dramatyczne informacje o deportacjach Żydów z liczącej ponad 200 tys. osób gminy żydowskiej w Budapeszcie. Komisja do spraw Uchodźców Wojennych, powołana przez Franklina D. Roosevelta, apeluje do państw neutralnych o wysyłanie tam swoich dyplomatów z nadzieją, że będę mogli oni wpłynąć na sytuację. Wallenberg pracuje w tym czasie w firmie sąsiadującej z amerykańską ambasadą. Gdy ambasador pyta jego kolegę, czy zna kogoś „inteligentnego, energicznego, na kim można polegać”, ten rekomenduje Wallenberga. Raoul opuszcza Szwecję w lipcu 1944 r. Niemal w tym samym czasie do Budapesztu przybywa SS-Obersturmbannfuerer Adolf Eichmann – nazistowski urzędnik, odpowiadający za przeprowadzenie eksterminacji europejskich Żydów.


Uratować tylu, 
ilu się da


W Budapeszcie Wallenberg poznaje Pera Angera, sekretarza ambasady Szwecji, który informuje go o wydawanych na bardzo małą skalę tymczasowych paszportach, które otrzymywali Żydzi, mający powiązania ze Szwecją. Posiadacze takiego dokumentu nie musieli przestrzegać antyżydowskich rozporządzeń ani nosić przymusowej żółtej gwiazdy na ubraniu. Co najważniejsze, nie groziła im deportacja do obozów koncentracyjnych. Wallenberg postanawia stworzyć nowy, opatrzony szwedzkim godłem i odpowiednimi pieczęciami paszport, który budziłby większy respekt u Niemców. Węgierskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych akceptuje wydanie 4500 sztuk. Wallenberg wydaje ich 3 razy tyle. Paszporty te nie miały żadnego statusu prawnego, ale Niemcy akceptowali wydawanie takich dokumentów Żydom, których łączyła ze Szwecją rodzina lub kontakty gospodarcze. Pod koniec wojny Wallenberg rozdawał ludziom uproszczoną wersję dokumentu, opatrzoną jedynie jego podpisem. Kupował na rzecz ambasady i Czerwonego Krzyża domy i budynki, w których ukrywał setki uciekinierów. Działał w sposób niekonwencjonalny. Przekupywał niemieckich oficerów i przedstawicieli faszystowskiego węgierskiego rządu. Nieustannie ryzykował własnym życiem, przybywając na dworce, gdzie rozdawał ludziom szwedzkie paszporty i dosłownie wyciągał ich z pociągów śmierci. 
Mieszkająca w Sztokholmie Kate Wacz jest jedną z osób uratowanych przez Wallenberga. Mimo zaawansowanego wieku angażuje się w upowszechnianie wiedzy o nim. Pomagała zaprojektować stałą ekspozycję poświęconą Wallenbergowi w Muzeum Wojska w Sztokholmie. – Przychodził na dworzec i mówił zdecydowanym tonem: Nie wolno wam zabierać tych ludzi, to obywatele Szwecji. Budził respekt, nie kwestionowano jego słów. Czasem ludzie nawet nie wiedzieli, kim był ten człowiek, który uratował im życie. Dowiadywali się tego później – wspomina.
Pod koniec 1945 roku, kiedy węgierscy faszyści – Strzałokrzyżowcy – nocą przeprowadzali egzekucje Żydów nad brzegami Dunaju, Wallenberg wyławiał wraz z wolontariuszami tych, którym udało się przeżyć. 
Kate urodziła się w Budapeszcie. Gdy zmarł jej ojciec, mama zwróciła się do ambasady Szwecji o pomoc. Otrzymała szwedzkie paszporty dla siebie i dla dzieci. Jej syn pomagał Wallenbergowi w pracy. Rodzina Kate wyjechała do Szwecji dopiero na początku lat 50., Kate miała wtedy 12 lat. Do tej pory pamięta atmosferę, która panowała wtedy w Budapeszcie. – Mama kazała mi nosić w kieszeniach ampułki z cyjankiem, na wypadek, gdybym została złapana przez Niemców. W Budapeszcie wszyscy mówili o Wallenbergu. Był dla nas jak wybawca. Marzyliśmy, żeby dostać szwedzki paszport, który był symbolem wolności. Wallenberg zbudował organizację, która skupiała kilkaset osób i działała 24 godziny na dobę, wykazał się ogromną odwagą. Byłam bardzo zaskoczona, gdy po przyjeździe do Szwecji zorientowałam się, że w swoim rodzinnym kraju był on wtedy prawie nieznany – opowiada. 
Kate pamięta rozmowy, które prowadziła z Wallenbergiem jej mama. – Pewnego dnia ciężarnej kobiecie pochodzenia żydowskiego odmówiono opieki medycznej. Poszła do Wallenberga z prośbą o pomoc. Pozwolił jej urodzić dziecko w swoim własnym mieszkaniu i oddał do dyspozycji swoją sypialnię. Dziewczynka urodziła się zdrowa, udało mi się ją niedawno odnaleźć. Mieszka w Kanadzie – wspomina. 
Kate przyjaźniła się ze zmarłym w 2002 r. Perem Angerem, który pomagał Żydom razem z Wallenbergiem. Obydwaj zostali odznaczeni tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. – Per był pod ogromnym wrażeniem Wallenberga. Mówił, że to człowiek, który myślał w sposób nowatorski, nieustannie szukał nowych rozwiązań. Był doskonałym organizatorem i negocjatorem – mówi.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ewa
    16.09.2013 16:26
    Z największym zainteresowaniem przeczytałam powyższy artykuł. Niedawno byłam w Malmo gdzie stoi pomnik R. Wallenberga a córka chodziła w W-wie do szkoły jego imienia. Wówczas nic o patronie szkoły nie wiedziałam.
    Dziękuję autorce artykułu/felietonu za przybliżenie czytelnikom tej wspaniałej postaci. A swoją drogą zadaję sobie pytanie skąd brali się ludzie o tak silnej osobowości. Dzisiaj chyba nikt nie zdobyłby się na taką odwagę i bezinteresowność. No, ale zapłacił za to najwyższą cenę!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie