Z poetą nie tylko o poezji

Wojciech Wencel
Imago mundi (fragmenty)




Pieśń czwarta
WIATR

Wiatr huczał cały tydzień jakby chciał nas strącić
na samo dno otchłani siadła instalacja
i trzeba było wzywać panów z elektrowni
żeby nam przywrócili chociaż trochę światła
trochę nadziei w życiu które nas przerosło
trzeszczały stare okna w północnych pokojach
i wciąż nam było trudno rozmawiać ze sobą
wąż pełznął w naszych krtaniach od słowa do słowa
oliwiąc swoim śluzem zawiasy języków:
– Przecież ci już mówiłem: dziś tego nie zrobię!
relacje z olimpiady trwały aż do świtu
a potem praca obiad samotność we dwoje

połamane gałęzie pozrywane kable
donice butwiejące w zakątku podwórza
z ustami otwartymi jak w kiepskim teatrze
patrzyły na nas dzieci mamrotał odkurzacz
a kiedy wyjechałaś zrobiło się cicho
śnieg spadł i przykrył drogę do starej cegielni
dachy długich baraków przystanek lotnisko
zdejmowałem ze sznurka twoje sprane rzeczy
i patrzyłem przez szybę: nic żadnego ruchu
ciemność rozpraszana żółtym blaskiem latarń
przestała reagować na komendę „drukuj”
kupiona w zeszłym roku z promocji drukarka

na dywanie piętrzyły się chińskie zabawki
książki spały na półkach jak koty za piecem
duch starego Roemera krążył po Matarni
a ja myślałem o tym co mam ci powiedzieć
popijając z kieliszka zimną śliwowicę
na zdrowie twoje moje naszych obu chłopców
i dalej: zdrowie gości wrogom na pohybel
niech żyją martwe dusze za tych co na morzu
zegar w zawrotnym tempie wybijał godziny
film trwał do wpół do drugiej a potem się urwał
w półmroku ciasnym kręgiem znów mnie otoczyły
fantastyczne postaci znad ciemnego źródła

mężczyzna w sile wieku ujeżdżał panterę
jasnowłosą dziewczynę uwodzono w wodzie
psuły się w okamgnieniu truskawki czereśnie
smakowane bez miary przez stworzenia Boże
nadzy poddani żądzom mieszkańcy ogrodu
błysk rentgena prześwietla ich wygięte ciała
bielą się kręgosłupy żebra przęsła mostków
i pośród innych czaszek moja zimna czaszka
widziana jednym okiem nie stwierdzona drugim
wiatr znów za oknem nuci requiem dla wisielca
ach nędzny świadek który nie chce się obudzić
nie rozpoznaje przestróg w dzwoniących gałęziach

następnego dnia rano to samo co zwykle:
ból głowy łyk herbaty i pierwszy papieros
czy to ja wczoraj byłem czy to wy byliście
nie było cię i dzieci ale czy na pewno
zamiast Matarni matnia lęk zamiast lekarstwa
mozolnie wypełniany rachunek sumienia
choć pewnie moja miarka dawno się przebrała
i wszystko do chaosu nieustannie zmierza
słyszę wiatr który krąży jakby chciał mnie zabić
rozebrać i powiesić na najbliższym drzewie
zrób to jeśli potrafisz – my home is my castle
prędzej umrę niż kiedyś wpuszczę cię do siebie

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie