Odrodzenie dla Świętego Krzyża

Sanktuarium stare jak Polska odzyskuje blask.

Największe polskie centrum pielgrzymkowe, sławne w całej Europie, przez wieki tłumnie odwiedzane przez ludzi wszelkich stanów.

Jasna Góra? Tak, od czasu szwedzkiego potopu. Ale wcześniej takim miejscem był Święty Krzyż. To była pierwsza duchowa stolica Polski.

Dziejowe zawieruchy sprawiły, że na długie lata Święty Krzyż popadł w zapomnienie. Istniał jedynie kult lokalny. Niewielu Polaków z dalszych okolic znało to miejsce i zdawało sobie sprawę z jego największego skarbu, jakim są relikwie Drzewa Krzyża Świętego.

To się jednak zmienia. Jednym z ważniejszych po temu impulsów była wizyta na Świętym Krzyżu prymasa Stefana Wyszyńskiego. Przyjechał tam z okazji odpustu Krwi Przenajdroższej 7 lipca 1957 r., niespełna rok po wyjściu z uwięzienia.

– Chciał w ten sposób spłacić dług wdzięczności za cząsteczkę relikwii Krzyża ze świętokrzyskiego relikwiarza, którą otrzymał za zgodą bp. Lorka z Sandomierza. Prymas nosił ją odtąd w swoim pierścieniu biskupim – mówi o. Marian Puchała, przełożony klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, którzy obecnie opiekują się sanktuarium.

Na wieść o przybyciu niezłomnego kardynała górę obległo wiele tysięcy pielgrzymów. On sam wygłosił odpustowe kazanie na świętokrzyskich błoniach. Oblacki kronikarz zanotował prorocze słowa prymasa: „Teraz przychodzi dla Świętego Krzyża okres chwały i odrodzenia”.

Król pieszo chodził

Dawny klasztor benedyktynów na Łysej Górze góruje nad krajem niemal od początku naszej państwowości. A góruje dosłownie, bo nie ma w głębi kraju wyższego wzniesienia niż masyw, na którym stoi sanktuarium Świętego Krzyża.

To piękne miejsce. Kto przychodzi tu Drogą Królewską od strony Nowej Słupi, ten zna trud pielgrzymowania. To najstarszy trakt wiodący do wznoszącego się na wysokości 595 m n.p.m. klasztoru. Można nim jedynie iść, a i to z niemałym wysiłkiem, bo szlak kamienisty i dosyć stromy. O trudzie wspinaczki łatwiej zapomnieć, gdy rozważa się Drogę Krzyżową, co ułatwiają stojące wzdłuż trasy rzeźbione stacje. Tędy jedenaście razy szedł pieszo król Władysław Jagiełło, w tym latem 1410 roku w drodze pod Grunwald. Zatrzymał się wtedy na dwa dni w Nowej Słupi i każdego ranka wchodził na górę, po czym modlił się w sanktuarium i rozdawał jałmużnę. Chętnie bywał tu syn Jagiełły, król Kazimierz Jagiellończyk, a później także jego koronowani synowie. Wielu władców obdarowywało klasztor nadaniami i przywilejami, a przedstawiciele sławnych rodów: Kmitów, Oleśnickich, Odrowążów, Radziwiłłów i wielu innych ofiarowywali bogate uposażenia. O ich udziale w rozbudowie klasztoru świadczą herby rodowe widoczne w gotyckich krużgankach klasztornych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Forum: ostatnio poruszane wątki

Reklama