Zabili mi kolegę

Po śmierci Marka, kolegi, nie mogłem zasnąć. Przymykałem oczy i na ekranie wyobraźni błyskał mi nóż. Potem dowiedziałem się, że to była siekiera. Nie mogłem spać. Próbowałem poczuć to, co mógł czuć Marek, kolega, w momencie spotkania z drugą stroną życia, ze śmiercią. Marzec 2011, Tunezja, Tunis.

W samolocie

Lecimy. Do Tunezji. Kraj w kształcie lejka wbity pomiędzy ogromną Algierię i Libię. Lecę z Tatą księdza Marka, którego synowi ciężka siekiera dotknęła głowy w wieku 33 lat. Głowy zwykle bez włosów, łysej. Lecę z Marysią, siostrą księdza Marka, któremu podcięto gardło jak barankowi. Czerwona kałuża świeżej krwi. Lecę z dyrektorem Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie, ks. Romanem Wortolcem, który czuwa nad polskimi misjonarzami.

Lecę i ja, któremu zabili kolegę.

Siedzimy w samolocie Air France i lecimy do Tunisu. To moje pierwsze spotkanie z Afryką, szkoda że w takich warunkach. Zewsząd słyszę język arabski. W samolocie jest więcej twarzy arabskich niż europejskich. Są też takie, o których nic pewnego nie mogę powiedzieć. Szukam różnic w twarzach europejskich i arabskich.

Mężczyźni arabscy mają twarze masywne. Powierzchnia do golenia jest na nich większa niż na twarzach polskich. Mężczyźni są dostojni, elegancko ubrani. Na pewno kochają swój kraj. Włosy ciemne, twarde i gęste. Starsi mężczyźni mają głowy zaprószone siwymi znaczkami, informującymi że połowa życia już za nimi. Te twarze są dla mnie nowe. Wszystkie podobne do siebie. Czarny, mocny zarost. Szerokie nosy, uszy nieco większe od europejskich. Już w autobusie na paryskim lotnisku zacząłem te twarze i lubić i podziwiać.

Tyle o twarzach. A jaka jest dusza tunezyjska? Nie wiem. I na pewno się nie dowiem przez trzy dni w tym północnoafrykańskim kraju.

***

Prawie codziennie Marek mi się śni. Wczoraj horror. Siedzę w pokoju, w jakimś odległym kraju, a tata bierze siekierę i wycina swojemu małemu dziecku, chłopcu, kawałek głowy. Widzę dokładnie, tak jak się wycina kawałek sera nożem, ładny równy trójkącik. Tata chowa synka pod kaloryferem, głowa nie krwawi. Chowa też wycięty z precyzją kawałek.

Myślę, o Marku. Lecimy dalej, a ja myślę. Ten młody salezjanin miał ciekawą zdolność do naśladowania melodii języków obcych. To był kabaret z najwyższej półki. Mówiliśmy: powiedz coś po japońsku, i mówił. Powiedz po francusku, i mówił. Powiedz po arabsku, i mówił. Zadziwiająca zdolność. A sam mówił o sobie, że jest kiepski w uczeniu się języków obcych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Rozpocznij korzystanie