Kapłańskie pasje

- Jako kleryk śmiałem się z pewnego misjonarza, który z wielką troską pielęgnuje swój ogród przed plebanią – opowiada ks. Łukasz Tkaczyk. – A on mi powiedział: „Będąc księdzem, musisz znaleźć sobie jakieś mniej pobożne hobby”.

Potem nie było czasu na łowienie – szkoła średnia, seminarium, początki pracy duszpasterskiej. – Pasja powróciła jak bumerang w 2000 roku. Zostałem wicedyrektorem Caritas. Pierwszym moim zadaniem było spędzenie wielu tygodni jako kierownik kolonii w ośrodku w Firleju. Miałem sporo czasu, a w dodatku blisko jezioro. Gdzieś w ośrodku znalazłem wędkę – opowiada. Wkrótce, dzięki ojcu jednego z dzieci kolonijnych ks. Kosicki wszedł w środowisko doświadczonych wędkarzy. – Żyją tą pasją tak, jak mnie nigdy nie będzie dane tego doświadczyć – myślałem wtedy. Marzenie się spełniło, a zamiłowanie do łowienia ryb pogłębiało. Wkrótce zaczął wędkować nie tylko w okolicach Lublina, chociaż – jak przyznaje – jego ulubione miejsca to Zalew Zemborzycki i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie. Łowi ryby nie tylko w polskich rzekach i jeziorach, ale także w Skandynawii. – Wędkować można wszędzie, bo nie chodzi tu o pozyskiwanie ryb, tylko o kontakt z naturą. Ważne jest poznawanie środowiska. Żeby poznać np. metodę muchową, trzeba zgłębić biologię owadów, którymi ryby się odżywiają – tłumaczy.

Wielki wędkarski sukces ks. Kosickiego przyszedł 5 lat temu, na rzece San. Złowił na muchę głowacicę, rybę nazywaną Królową Podhala. Okaz był ogromny – ponad metr długości i ok. 12 kg wagi. – To na Lubelszczyźnie największa ryba, jaką udało się złowić na muchę – mówi z dumą.

Wyzwanie pociąga

– Moim zdaniem posiadanie pasji przede wszystkim poszerza horyzonty – mówi ks. Robert Śliż, na co dzień prefekt w Zespole Szkół im św. Stanisława Kostki w Lublinie, a w wolnych chwilach zapalony żeglarz i narciarz. O obu swoich zainteresowaniach mówi z równą fascynacją. – Zaczęło się od narciarstwa. Na początku lat 90. ub. w. tę pasję zaszczepili we mnie koledzy z seminarium podczas wspólnych wyjazdów. Jest to narciarstwo zjazdowe. W góry staram się wyjeżdżać co roku. Ostatnio wybieram Alpy, bo tam są doskonałe warunki – tłumaczy. Z żeglarstwem zetknął się dzięki harcerstwu, z którym jest związany jako kapelan lubelskiego Hufca ZHP. – To zaraźliwe hobby – mówi o żeglowaniu. Dla uczniów szkoły (w Lublinie znanej jako „Biskupiak”), której jest prefektem, organizuje rejsy szkoleniowe na Mazury. – Pływanie w załodze wymaga umiejętności pracy w zespole, podejmowania odpowiedzialności za innych. Uczy też samodzielności. Po dwóch dniach rejsu można już określić, jakie ktoś ma zdolności, ale też umiejętności nawiązywania relacji – wyjaśnia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Rozpocznij korzystanie

Reklama

Reklama

Reklama