Spotkania z przyrodą: Zielone wysepki na betonowym oceanie

Na moim mikroskopijnym balkonie kwitną już dziesiątki kwiatów. Tradycyjnie robi się tam mała dżungla odwiedzana przez pszczoły, trzmiele, bzyki i inne skrzydlate, chętnie zanurzające się w różnokształtne i kolorowe kwiaty.

Przed naszą kamienicą wraz z Mężem doglądamy malutkiego zieleńca, sadząc, plewiąc, podlewając deszczówką i wyrzucając w koło Macieju pety i inne śmieci. Chętnie chodzimy na spacery po okolicy i obserwujemy te niewielkie wydzielone skrawki ziemi, na których, jeśli ktoś tylko tego dogląda, a inni nie niszczą, rosną ciekawe nieraz rośliny, wprowadzające choć trochę natury, oddechu i barw do tego naszego wybetonowanego, wykostkowanego, wyasfaltowanego, w upale trudnego do wytrzymania Śródmieścia.

Czasem oglądamy programy przyrodnicze, ot chociażby ostatnio "Przyrodnik na tropie". Patrzyłam na te piękne miejsca w dolinie Wisły, niezabudowane, niezadeptywane przez turystów i dziwiłam się, że takie rejony w Polsce jeszcze są. Zdaję sobie sprawę, że mój mikroskopijny balkon nigdy nie przekształci się w Puszczę Białowieską, a fontanna na rynku w mazurskie jeziora. Chciałoby się jednak mieć tej zieleni więcej wokół siebie, nawet w centrum miasta. Jest to przecież możliwe, a obecnie wręcz konieczne.

Miejska przyroda, choć cieszy i daje wytchnienie, jest mocno ograniczona i bezmyślnie przydeptywana. Słowem, nie ma łatwo. Nie cieszy akcyjność podejmowanych działań (np. akcja sadzenia drzew – miasto może się pochwalić w mediach społecznościowych swoją proekologiczną działalnością. Niestety o te drzewa nikt potem nie dba – smutny jest widok zeschniętych kikutów). Zieleńce są niejednokrotnie traktowane jak kosze na śmieci albo psie toalety. Kwiatki niekiedy są kradzione, krzewy łamane. Długo by wymieniać.

Nie ma jednak co narzekać – mamy przecież piszczące jerzyki na niebie, ulubione gołębie na pobliskim Placu Akademickim, znajomego orzecha wciśniętego między bloki i nasz mały wkład w miejską przyrodę na zieleńcu przed kamienicą.

P.S.
Właśnie wróciliśmy ze spaceru. Ktoś się "poczęstował" kwiatami liliowca z zieleńca przed naszą kamienicą. Przygnębia to i denerwuje, ale nas nie demobilizuje. Dalej robimy swoje.

*

Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie