Spotkania z filatelistyką: Psychologia

A może raczej terapia? Bo przecież to właśnie słowo, pojęcie, pada regularnie w trakcie, czasem naprawdę niekończących się, filatelistycznych dyskusji.

Chcesz uwolnić głowę? Uciec od natarczywie powracających myśli? Zajmij czymś ręce. Ojcowie pustyni wyplatali np. koszyki.

Prosty trick, ale działa. Od wieków. Wiedzą o tym także wszyscy ci, którzy połknęli filatelistycznego bakcyla.

Mindfulness? Jest teraz na to moda. Skup się na tu i teraz. Bądź świadomy tego gdzie jesteś i co cię otacza. Łatwiej jednak chyba powiedzieć niż zrobić.

Bo czegoś jednak brakuje. Czegoś namacalnego. Fizycznego. Tymczasem wystarczy wziąć do ręki pęsetę, zacząć nią przerzucać znaczki i… czas płynie.

Oczywiście, taka, czy inna refleksja (niekoniecznie filatelistyczna), czasem nam przez myśl jednak przeleci. Stanu nirwany, czy mistycznego, medytacyjnego rozmodlenia nie osiągniemy. Ale jednak co się wtedy wyciszymy, uspokoimy, to nasze. A ile się przy tym o sobie dowiemy!

Bo jak to jest, że spośród dziesiątek, a czasem nawet i setek znaczków, naszą szczególną uwagę zwrócą właśnie te 3-4, które odłożymy sobie gdzieś na bok, by potem wracać do nich i dochodzić: a który to rok? A co to za państwo? I czemu ja właściwie nic nie wiem o tej Rarotondze, Tokelau, czy Basutolandzie? A przecież znaczki jakieś stamtąd mam.

Więc zaczynają się poszukiwania, o których w Spotkaniach z filatelistyką była już mowa. O tutaj:

Ale na tym się nie kończy. Bo potem temat wciąga coraz bardziej. Tu jakiś film dokumentalny się upoluje, tam książkę w antykwariacie i znowu człowiek ma wrażenie, że wraca pod regał z przygodówkami i podróżniczymi reportażami, w których, jako dziecko, przebierał w ulubionej osiedlowej bibliotece w pierwszej połowie lat ’90 i naczytać się ich nie mógł.

Cóż, znaczki pocztowe to swego rodzaju język obrazowo-symboliczny, ten zaś

towarzyszy człowiekowi przez całe życie, chociażby dlatego że pracujemy z dziećmi, wychowujemy je, interesujemy się sztuką i wyznajemy jakąś religię. Potrzebujemy żywego kontaktu z naszym wewnętrznym dzieckiem i nie zmieni tego żadna ideologia (…) jeżeli jesteśmy odłączeni od „dziecka w nas", to tracimy naturalną wrażliwość, kreatywność i zdrowe pokłady duchowości. Dziecko jest uniwersalnym symbolem życia duchowego. W psychologii Junga, podobnie jak w niektórych baśniach, jest ono pewną metaforą Boga, czymś doskonałym pierwotnie i docelowo. Oddzielając się od pokładów dziecięcych, oddzielamy się od możliwości przemiany…

To z wywiadu jakiego lata temu katolickiemu miesięcznikowi „List” udzielił psychiatra i psychoterapeuta dr Zenon Waldemar Dudek.

Trafił w punkt. A moje wewnętrzne dziecko już się cieszy na pewien egzotyczny znaczek z atolu Penrhyn, który właśnie idzie do mnie pocztą i na dalszą lekturę retro-podróżniczej książki po Brazylii, której akcja toczy się nad rzeką Tocantis.

Nie byłoby jej, gdyby nie pewna filatelistyczna znajomość z osobą z Brazylii, do której znowuż pocztą idzie właśnie pewien pocztówkowy lew z bytomskiego rynku i parę jeszcze innych śląskich walorów.

Ale o regionaliach i naszych małych filatelistycznych ojczyznach napiszę może więcej innym razem.

*

Tekst z cyklu Spotkania z filatelistyką

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie