Niby nie ma takiego państwa. Choć na niektórych mapach, coś czasem mignie. A już znaczków pocztowych z Saharą (i z Sahary), znajdziemy co nie miara. Więc jak to właściwie jest?
Historycy, geografowie, podróżnicy, politolodzy - wszyscy oni na temat Sahary napisali już tony mądrych książek. Ale i filateliści mogą dorzucić co nieco do tych opowieści.
Sahara Espanol, Sahara Hiszpańska, Sahara Occidential Rio de Oro, Sahara Zachodnia, As-Sahara al-Gharbija… - to tylko kilka pierwszych haseł, które znajdziemy w PWN-owskiej „Encyklopedii Filatelistyki”, te zaś odsyłają nas dalej, do znaczków takich jak Rio de Oro z 1922 roku, Territorio de Ifni, czy tajemniczej La Agüery – dawnej hiszpańskiej, kolonialnej posiadłości, która także zapisała się na stałe w filatelistyce, czego dowodem poniższy znaczek z królem Alfonsem XIII oraz odpowiednim nadrukiem.
Maidonian
Ale przecież nie tylko Hiszpanie rościli sobie prawa do tej pustynnej ziemi. Maroko, Mauretania, Algieria, Saharyjska Arabska Republika Demokratyczna – one także muszą się tu pojawić. Zwłaszcza zaś ta ostatnia, której znaczki często uznawane są za nielegalne (zwłaszcza przez Maroko), a nawet za tzw. cinderellki, orientalne kopciuszki, które w gremiach poważnych filatelistów uchodzą po prostu za zwykłe nalepki, na których ktoś próbuje tylko zarobić.
A jest na czym. Palmy, wielbłądy, węże, dzikie koty, tajemnicze pustynne pejzaże… - tematy to wdzięczne do zbierania, więc jeśli jeszcze odpowiednio „obrobi” się je graficznie, sprawi, że pięknie prezentują się wizualnie, estetycznie, to naprawdę jest na czym oko zawiesić i aż żal nie dołączyć tej czy innej arabsko-saharyjskiej serii do swoich zbiorów Zwłaszcza, że mają je w swej ofercie liczne sklepy filatelistyczne.
Więc jest to zawsze kwestia decyzji. Sprawa indywidualna, co z tą Saharą zrobimy. Albo pod który kraj ją podciągniemy, bo przecież prócz tych wyżej wymienionych, sięga też ona do takich afrykańskich państw jak np. Tunezja, Libia, Czad, Sudan, Egiptu, Niger, czy Mali.
Cóż, z saharyjską pustynią jest chyba tak, jak scharakteryzował ją niegdyś amerykański podróżnik Robert Edison Fulton Jr., twierdząc, że za każdym razem, gdy zaryzykujesz zapuszczenie się na nią, opowie ci inną historię. Także filatelistyczną. A to wcale nie jest takie złe…
*
Tekst z cyklu Spotkania z filatelistyką