8 lutego 1931 r. urodził się w Bydgoszczy Bohdan Butenko, grafik, ilustrator; twórca scenografii - m.in. "Kabaretu Starszych Panów"; autor filmów, plakatów, komiksów, rysunków satyrycznych; zwany często "architektem książki". Sam niekiedy przedstawiał się jako "uczeń Jana Matejki".
Niewątpliwie dlatego właśnie często opatrywał swe prace łacińską sygnaturą "Butenko pinxit" ("Butenko namalował"). Zaś swój artystyczny rodowód wywodził w prosty - jak jego kreska - sposób.
"Otóż żył kiedyś w Krakowie malarz, nazywał się Jan Matejko. Uczniem Matejki był Józef Mehoffer - również malarz i grafik, jeden z najbardziej wyrazistych przedstawicieli Młodej Polski. Uczniem Mehoffera był Jan Marcin Szancer, a uczniem Szancera jestem ja. Wynika z tego, że w prostej linii jestem uczniem samego Matejki! Kreska niemal ta sama, nieprawdaż?" - powiedział w książce "Bohdan Butenko. Pinxit i cała reszta" autorstwa Dariusza Rekosza wydanej w 2023 roku nakładem Wydawnictwa Bernardinum.
"Nie ulega wątpliwości, że obaj odegrali ważną rolę w rozwoju polskiej sztuki. O ile jednak pozycja Matejki jest już dzisiaj niepodważalna i ugruntowana, do czego poza talentem przyczyniła się w ogromnym stopniu dziedzina, którą się zajmował (malarstwo), o tyle Butenko, pomimo swego talentu, zapewne ze względu na obszar twórczości (grafikę użytkową) w dalszym ciągu musi walczyć o pozycję w panteonie polskich artystów związanych ze sztukami wizualnymi" - napisał historyk sztuki dr Piotr Kułak w artykule pt. "Butenko pinxit et invenit. O twórczości Bohdana Butenki" ("niezlasztuka.pl", 2023).
"W czym tkwi tajemnica kunsztu prac Butenki? Zapewne w prostocie. W rozumieniu dziecięcego postrzegania. W ilustrowaniu kolejnych sekwencji historii poprzez istotne detale: zmarszczenie brwi, dorysowane uszy lisa, przerywaną kreskę. Taki sposób rysowania może zachęcić do samodzielnych prób ilustracyjnych i opowiadania własnych historii, a tym samym pobudzania wyobraźni" - napisano we wspomnieniu pt. "Książkę robi się jak sweter" (2024) na stronie Pruszkowa, w którym to podwarszawskim mieście, artysta mieszkał w latach 1939-63.
"Jak miło jest mieć Butenkę, / co tyle nabazgrał bazgranin! / niektórzy go cenią nad wyraz - /niektórzy kochają bez granic!" - czytamy na stronie stołecznego Muzeum Karykatury
Butenko był ulubionym grafikiem Wandy Chotomskiej (1929-2017) i najczęstszym ilustratorem jej książek. "Pracowaliśmy razem w ťŚwierszczykuŤ" - powiedziała Chotomska Dorocie Kieras z PAP w 2015 roku. "Wszystko, czego się dotknął, zmieniało się w rzeczy latające, poruszające się" - dodała. Ich wspólnym dziełem jest m.in. książeczka pt. "Bobry mówią dzień bobry" ("Znak", 2014). "A gdy wieczorem / Nad wodą staną, / Zamiast: / - Dobranoc! / Mówią: - Bobranoc!" - czytamy w tomiku "niezapomnianego duetu, który rozśmiesza i wzrusza od pokoleń".
- Bohdan Butenko jest dla mnie ideałem - mówi PAP pisarz Dariusz Rekosz. - Zarówno jako twórca ilustracji, jak i ogólnie artysta, dżentelmen i człowiek - wyjaśnia. - Sprezentował mi swoje autorskie grafiki oraz mnóstwo prywatnych zwierzeń. Mimo, iż odszedł kilka lat temu, nadal jest moim bliskim przyjacielem, nadal "chwalę się" nim w każdym zakątku kraju. Jest ponadczasowy i niepowtarzalny. Unikat - ocenia autor książki "Bohdan Butenko. Pinxit i cała reszta".
Pomysł na nią narodził się w Kielcach. - Późną jesienią 2011 roku miałem tam cykl spotkań autorskich - głównie Warsztatów Detektywistycznych, w których się specjalizuję - opowiada Dariusz Rekosz. - Butenko zatelefonował do mnie, by omówić kilka organizacyjno-technicznych aspektów wydania naszych wspólnych dzieł z serii "Detektywów para - Jacek i Barbara". Przegadaliśmy to i tamto, po czym pan Bohdan zapytał: a gdzie się pan obecnie szlaja? - wiedział, że jako animator kultury przemierzam Polskę wzdłuż i wszerz. Usłyszawszy odpowiedź, ożywił się: uuuuu proszę pana w Kielcach to dopiero miałem przygodę! - wspomina Rekosz.
- I opowiedział mi, że kiedyś z kolegami czekał tam na nocny pociąg do Warszawy. Na kieleckim dworcu nie było wówczas tradycyjnej poczekalni, a jedynie tzw. Świetlica Dworcowa. Porządku w niej strzegł dworcowy - jak się pan Bohdan wyraził - burdel-tata, który nie pozwalał spać, bo czas oczekiwania na pociąg należało, zgodnie ze świetlicowym regulaminem, wypełnić jakąkolwiek grą stolikową - było ich kilka do dyspozycji. Wybrali domino. Siedzieli co prawda przy trzech stolikach, ale burdel-tata przydzielił im tyko jeden komplet kamieni, dodając: No grajcie chłopcy! Nie spać mi tu! - relacjonuje wyjętą żywcem z Mrożka historię Rekosz.
Po takiej przygodzie w oparach absurdu pewnie nieco łatwiej robi się scenografię - do "Kabaretu Starszych Panów" na przykład.
"Z Przyborą i Wasowskim współpracowało się wspaniale. Podchwytywali natychmiast wszystkie propozycje, ba, wręcz ich oczekiwali. Bawiły ich takie grepsy jak wyciąganie z sekretarzyka o głębokości 40 centymetrów dwumetrowej halabardy. To był rodzaj twórczej zabawy i wspaniałe doświadczenia, ponieważ poczynając od pierwszej próby czytanej program się rozwijał, aktorzy, reżyser i scenograf dodawali swoje trzy grosze, które aktorzy bardzo chętnie przyjmowali" - powiedział Bohdan Butenko Małgorzacie Piwowar w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej (2017). "A to nie była rzecz oczywista, te pomysły nieustannie wymagały od wykonawców gotowości do zmian, współdziałania. Wszystko pączkowało do ostatniej chwili. A potem mieliśmy trzy próby kamerowe i koniec - program szedł na żywo" - dodał.
Bohdan Butenko urodził się 8 lutego 1931 roku w Bydgoszczy jako syn Anny z domu Jenicz i Jana. Matka zajmowała się tkactwem artystycznym, ojciec był inżynierem.
W 1938 roku rozpoczął naukę - od razu w drugiej klasie - szkoły powszechnej. Od razu zaczął też w zeszytach do różnych przedmiotów tworzyć swoje historyjki obrazkowe, które - jak wspominał w wywiadzie dla "culture.pl" - "przechodziły z zeszytu na zeszyt, z przyrody na polski, z polskiego do matematyki i tak sobie wędrowały takie tasiemcowe opowieści własnego, powtarzam własnego, pomysłu, które były bardzo dobrze przyjmowane przez moich kolegów, a znacznie gorzej przez ciało pedagogiczne". "Miewałem obniżony stopień, a dwukrotnie nawet musiałem przepisać zeszyt dlatego, żeby było schludnie. Nie jestem pewien, czy w tym przepisanym zeszycie również czegoś nie narysowałem" - wspominał Bohdan Butenko.
Po wybuchu wojny rodzina Butenków przeniosła się do podwarszawskiego Komorowa, gdzie Bohdan uczęszczał na tajne komplety prowadzone m.in. przez nauczycieli przedwojennego Gimnazjum im. Stefana Batorego. Maturę zdał w 1948 roku w pruszkowskim liceum ogólnokształcącym imienia Tomasza Zana. Za sprawą licealnej polonistki, która - jak wspominał w książce Rekosza - "wykładanym przez siebie przedmiotem potrafiła zafascynować nawet najgorszego osła" - zaczął studiować polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jednak program studiów, skoncentrowany bardziej na gramatyce niż literaturze pięknej, szybko go rozczarował. Pół roku spędził na historii sztuki, by wreszcie "odnaleźć się" w Akademii Sztuk Plastycznych (bo tak się do 1957 roku nazywała reaktywowana po wojnie warszawska Akademia Sztuk Pięknych). Jego profesorami byli m.in.: Wojciech Fangor, Aleksander Kobzdej, Stefan Płużański, Konstanty M. Sopoćko i Jan Marcin Szancer.
"Butenko na trzecim roku postanowił specjalizować się w grafice. Na czwartym roku zawęził swoją specjalizację, wybierając książkę i trafił do pracowni Szancera, u którego przygotowywał pracę dyplomową" - przypomniał Piotr Kułak. "Szancer był świetnym pedagogiem, nie narzucał studentom swoich gustów czy upodobań, pozwalał się rozwijać. Nie chodziło mu o to, by wypuszczać twórców naśladujących jego prace. Bardzo mu się podobało, gdy ktoś miał swój własny styl" - powiedział Bohdan Butenko Dorocie Karaś ("Duży Format", 2011).
"Dyplom u Szancera polegał na zaprojektowaniu książki. Student miał wykonać okładkę, ilustracje, a następnie złamać tekst. Szancer przydzielił mu do opracowania ťOpowieść o tulskim zezowatym mańkucie i o stalowej pchleŤ Mikołaja Leskowa - napisał Kułak. Butenko pracę wykonał i w marcu 1955 roku nie został dopuszczony do obrony dyplomu. "Moja propozycja za bardzo odstawała od jednego słusznego kierunku" - wspominał Butenko. Trzy miesiące później ta sama komisja, która początkowo odrzuciła pracę dyplomową Butenki, dopuściła go do obrony i nawet wyróżniła zaprojektowaną przez niego książkę. "Nie jest wykluczone, że podejście komisji było w pewnym stopniu efektem nadchodzącej ťodwilżyŤ i odchodzenia od doktryny socrealizmu" - ocenił Kułak.
Na wystawę prac dyplomowych przyszedł Zbigniew Rychlicki (1922-89), naczelny grafik Naszej Księgarni, i obejrzawszy pracę Butenki zostawił dlań w dziekanacie numer swego telefonu. Butenko zadzwonił i dowiedział się, że czeka na niego etat grafika w wydawnictwie. W Naszej Księgarni pracował przez następne 10 lat. W 1965 roku wyjechał do Paryża, gdzie spędził rok, współpracując z kilkoma wydawnictwami i czasopismami, dla których przygotowywał rysunki satyryczne i ilustracje. Powróciwszy do Polski, nie wrócił na etat - pozostał "wolnym strzelcem".
"Butenko zbliża swoje ilustracje do rysunków dziecka. U genezy jego twórczości istnieją pewne inspiracje magicznym malarstwem i rysunkiem Joana Miró, a także syntetycznym i uproszczonym wyobrażeniem postaci ludzkich w twórczości Paula Klee. Ilustracje Butenki szokują nowatorstwem pomysłów i dekoracyjnym traktowaniem plamy koloru, położonej zawsze płasko. Artysta pomysłowo komponuje książkę, łącząc w atrakcyjne całości tekst i ilustracje" - napisała Elżbieta Skierkowska (1907-84) w książce pt. "Współczesna ilustracja książkowa" (Ossolineum, 1969).
Pisaniem własnych książek Butenko zajął się z powodu "braku tekstu". "Wielki francuski malarz Georges Braque powiedział kiedyś, że jeśli chce mieć jakiś obraz, to go sobie maluje. W moim przypadku czasem pojawia się pomysł na zilustrowanie czegoś, co nie istnieje. A więc po prostu trzeba to napisać" - wyjaśnił artysta Katarzynie Kotowskiej z kwartalnika "Guliwer" (2004)."Książkę robi się jak sweter - zaczyna się od początku i dzierga do końca. Książka, jeśli ją traktujemy poważnie, musi być zaprojektowana od okładki przez wyklejkę, stronę przedtytułową, tytułową, wybór kolumny, czcionki i tak dalej, aż do ostatniej strony" - wyjaśnił. "Dziergamy tak, żeby się nie pruło" - podkreślił.
Rewolucja, którą Butenko wprowadził do polskiej ilustracji, polegała na potraktowaniu książki jako samodzielnego bytu. "Jako pierwszy zaczął myśleć o niej jako o całości, na którą składają się elementy introligatorskie, typograficzne, rysunkowe, fotograficzne - razem miały dopiero tworzyć wielopoziomową narrację plastyczną" - napisał Mikołaj Gliński w artykule "Butenko pinxit" (culture.pl, 2013). Z tego powodu Butenkę określano niekiedy mianem "architekta książki".
Zilustrował kiedyś książkę telefoniczną. "Mało akcji, ale za to wielu bohaterów" - powiedział Butenko Elizie Leszczyńskiej-Pieniak ("Tygodnik Powszechny", 2016). "Była publikowana dawno temu, w odcinkach, w tygodniku ťStolicaŤ. Jeden z redaktorów wziął ostatnią książkę telefoniczną Warszawy z 1939 roku i wybrał fragmenty pod kątem niezwykłych zawodów" - wyjaśnił. Tym redaktorem był Zbigniew Karol Rogowski (1923-2007).
"Bohdan Butenko był zjawiskiem - jedynym w swoim rodzaju. Niesfornym gigantem ilustracji, jednoosobowym nurtem artystycznym, marką znaną każdemu dziecku" - czytamy na stronie Muzeum Karykatury. Zilustrował blisko 300 tytułów - m.in. "Przygody Marka Piegusa" Edmunda Niziurskiego, "I ty zostaniesz Indianinem" i "Cyryl, gdzie jesteś" Wiktora Woroszylskiego oraz "Pięć przygód detektywa Konopki" Janusza Domagalika. Został ojcem Gapiszona, Kwapiszona a także Gucia i Cezara. Dowcipem i swobodną kreską podbijał serca dzieci, artystyczną odwagą imponował innym twórcom. "Jego projekty i ilustracje dla wielu były - i wciąż są - inspiracją i wzorem. Liczne grono dzisiejszych grafików mogłoby zakrzyknąć jednym głosem: My wszyscy z Butenki!" - napisano na stronie Muzeum Karykatury. Niewątpliwie twórcy współczesnych internetowych memów wiele mu zawdzięczają.
Bohdan Butenko zmarł 14 października 2019 roku w wieku 88 lat. Jest pochowany na cmentarzu parafialnym w Pruszkowie.
Trzy lata temu dwaj profesorowie Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Roman Leppert i Rafał Zimny zaproponowali uhonorowanie artysty w przestrzeni rodzinnego miasta. "W przypadku nadania tej projektowanej uliczce imienia Bohdana Butenki Miasto może podjąć dodatkowe działania marketingowe, np. związane z umieszczeniem na niej figurek, tablic z rysunkami Butenki itp. Można też przekonać inwestora, by u nawierzchni tej ulicy umieścić charakterystyczny dla Butenki identyfikator ťButenko pinxitŤ. Będzie to miało zarówno walor marketingowy, jak i edukacyjny, zwłaszcza że na nowym osiedlu zamieszkają w większości ludzie młodzi z dziećmi wieku przedszkolnym i szkolnym, dla których takie otoczenie plastyczne i nazewnicze będzie z pewnością inspirujące" - uzasadnili w lutym 2023 roku swą petycję do władz Bydgoszczy.
- Niestety wniosek przepadł i w Bydgoszczy nadal nie ma ulicy Bohdana Butenki - mówi PAP prof. Roman Leppert.
Paweł Tomczyk (PAP)
Trwają przygotowania do ŚDM w Seulu. Rozpoczęła się m.in. peregrynacja symboli imprezy.
W nagłych przypadkach ChatGPT Health często uspokaja, zamiast zalecać szukanie pomocy.