Pociągi same w sobie są fascynujące, a podróż koleją ukraińską pozwala dodatkowo zakosztować czegoś w Polsce niespotykanego, a więc poniekąd egzotycznego, cokolwiek niewspółczesnego.
"Jazda ukraińską koleją jest nie tylko jednym ze sposobów podróżowania, ale także atrakcją samą w sobie". To słowa Katarzyny Łozy, warszawianki od wielu już lat mieszkającej we Lwowie. Nie sposób nie przyznać jej racji. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak wsiąść do pociągu i to nie byle jakiego, bo ukraińskiego.
Inaczej niż to ma miejsce w Polsce, bilety oraz dokumenty są sprawdzane przy wejściu do pociągu. Należy to do obowiązków prowidnyka. Każdy wagon ma takiego swojego prowidnyka, który dodatkowo roznosi pościel, dba o gorącą wodę w samowarze (dzięki czemu można się napić gorącej herbaty), zamyka toaletę przed wjazdem do miast i w ogóle dba o porządek.
Pociągi na Ukrainie pokonują dalekie trasy, wszak jest to wielki kraj. Przykładowo przejazd ze Lwowa do Chersonia zajmuje dwadzieścia godzin. Standardem są zatem wagony z miejscami leżącymi (stąd ta pościel). Droższy bilet jest na wagon kupe, w którym są zamykane czteroosobowe przedziały. Niewątpliwie najciekawiej jechać wagonem plackartnym z 54. miejscami leżącymi na dolnych i górnych półkach. Jak to stwierdziła cytowana wyżej Katarzyna Łoza, to "autentyczny folklor i prawdziwa kwintesencja jazdy ukraińskimi pociągami".
Atmosferę takiej podróży oddał Jarosław Iwaszkiewicz w powieści "Sława i chwała". Jej bohater, Kazio Spychała, jechał pociągiem przez Ukrainę u progu pierwszej wojny światowej: "Jak gdyby pod wpływem pędu pociągu, ruchu naprzód, ciasno zwarty tłum, który zalegał wagony, przetrząśnięty nieco, układał się normalnie i jakoś dla każdego znajdowało się miejsce. Płacze powoli ucichały i znana wesołość odeskiego ludu brała górę. Spychała zamiast zwartego, jednolitego tłumu począł spostrzegać indywidualności. Rozróżniał poszczególne kobiety, starsze, młodsze, mniej lub więcej jazgoczące, widział kilku młodych ludzi, kilku Cyganów... Tu i ówdzie rozlegał się śmiech, a gdy minięto pierwszą stację i za oknami rozłożył się równy, spalony letnim słońcem na brązowo chersoński step, gdzieś na końcu wagonu rozległa się piosenka zanucona młodym głosem i zabrzmiały akordy harmonijki. Chociaż trudno było się poruszać w gąszczu ciał, jednak jakoś otwierały się małe koszyczki zamykane na czarne druty, rozwiązywały się węzełki białych z czerwonymi szlakami serwet – i na świat boży wyglądały ogórki, jajka na twardo, a nawet całe kawony, których czerwone, przetkane czarnymi ziarnkami wnętrze błyszczało chłodem w rozgrzanym powietrzu".
Wprawdzie korzystałam z tego popularnego na Ukrainie środka transportu prawie sto lat później, ale doznania miałam jakże podobne. Rzeczywiście, zaraz po tym, jak pociąg ruszył, wagonowe stoliczki zapełniały się intensywnie pachnącym jedzeniem (nieodzowne jajka na twardo). Wśród przekąsek królowało sało, czyli słonina, tłuste i słone. Współpasażerowie częstowali się w pierwszej kolejności tym dziwnym przysmakiem i nawet dzieci wolały sało od chipsów.
Po drodze na którejś ze stacji następował dłuższy, dwudziestominutowy postój. Można było wyjść na zewnątrz trochę się przewietrzyć i, co najważniejsze, kupić różne dobroci. Okoliczni mieszkańcy czekali już na peronie ze świeżo upieczonymi pysznymi pyrogami, czyli ciastem z nadzieniem w wersji słodkiej lub wytrawnej. Ponadto oferowali intensywne w smaku owoce, lody, ryby, a nawet zapałki.
Kiedy przychodziła noc i każdy, uprzednio przebrawszy się do snu na oczach współpasażerów, umieścił się na swojej półce w czystej pościeli, w wagonie zapadała cisza. Jedynie żelazne koła na błyszczących szynach wystukiwały miarowy rytm. Pociąg lekko kołysał do snu. Kazio w Iwaszkiewiczowskiej powieści "oparł się głową o ścianę tuż przy oknie i zamknął oczy. Powiew muskał go, chwilami gwałtownie uderzał po twarzy, ale wiatr wiał od pociągu i kurzu nie było. Pachniało ze stepu piołunami i bodiakami. Słońce powoli zniżało się do horyzontu". Z okien rzeczywiście czasem wiało, kiedy charakterystyczny niebieski pociąg z wymalowanym żółtym pasem mknął przez rozległości ukraińskie. Na samą myśl o nich dreszczyk fascynacji przebiegał po plecach.
Podczas wyprawy ukraińską koleją poznaje się, choć na chwilę i nietrwale, sporo osób. Wystarczy być otwartym i ciekawym innych ludzi, żeby wdać się w interesujące rozmowy, poza tym doświadczyć życzliwości i pomocy w razie potrzeby. Na wysypujących się z pociągu pasażerów na stacji docelowej na peronie czekał już tłum uzbrojony w kwiatki. Tak rodzina i znajomi witali podróżnych. Bardzo mi się ten zwyczaj spodobał.
Po rosyjskiej inwazji w 2022 r. zachodni politycy, dyplomaci, światowi przywódcy udający się na Ukrainę, wybierali podróż pociągiem. Ta praktyka określana jest jako żelazna dyplomacja (ukr. залізна дипломатія). Rozbudowana i sprawnie działająca infrastruktua kolejowa jeszcze przed wojną miała i nadal ma duże znaczenie dla transportu publicznego. Obecnie praktycznie niemożliwe jest przemieszczanie się samolotem, a i samochodem jest obarczone dużym ryzykiem.
Bez luksusów, ale za to barwnie. Wygodny, ekologiczny środek transportu i, co ważne, na Ukrainie punktualny. Oprócz tego aż chce się zawołać: Witaj, przygodo! Namiastka Orient Expressu. Swoisty klimat. Barwne wspomnienia. Do tego monumentalne, wspaniałe dworce jak pałace, choćby w Kijowie, czy też we Lwowie, które czynią podróż jeszcze bardziej wyjątkową.
*
Tekst z cyklu Spotkania z Ukrainą
Trwają przygotowania do ŚDM w Seulu. Rozpoczęła się m.in. peregrynacja symboli imprezy.
W nagłych przypadkach ChatGPT Health często uspokaja, zamiast zalecać szukanie pomocy.