Im człowiek starszy, tym ich więcej. Krążą rodzinne opowieści, pamiątki, książki…
Te ostatnie przychodzą na myśl jako pierwsze. Zwłaszcza pewna zielona książeczka dziadka / po dziadku, z której najpierw korzystały przy odrabianiu zadań domowych jego dzieci, potem wnuki. Ciekawe, czy sięgają po nią i prawnuki?
Gdzieś tam chyba ciągle jest. W domu rodziców? A może siostry? Generalnie była standardową pomocą do arytmetyki, którą za moich już czasów (przełom lat ‘80 i ’90) zwało się po prostu matematyką.
Jakieś matematyczne wzory, twierdzenia, geometryczne przekroje… Matka zawsze twierdziła, że jest to wszystko tam tak wytłumaczone, że nawet taki skończony humanista jak ja, w końcu się w tym połapie. Faktycznie tak było.
Od niedawna krąży też inna książka. Ta jest już moja. Co widać nawet w tytule, choć to akurat zbieg okoliczności. „Historia Polski dla Piotrka” – kojarzą Państwo może? Z roku 1991. Wydawnictwo Polonia. Autor Stanisław Marciniak, ilustrator Marek Szyszko.
Szyszko i Polonia nieźle wtedy na rynku namieszali. Lakierowane okładki wielkoformatowych klasyków (np. „Potop”, „Trzej Muszkieterowie”, „Faraon”) robiły w nowej, postkomunistycznej rzeczywistości piorunujące wrażenie. I nadal robią. A że były bestsellerami, nic dziwnego, że wciąż można się na nie w antykwariatach natknąć.
Coś tam ostatnio z nich znowu dokupiłem. Ale i coś puściłem w rodzinny obieg. Córka kuzynki zafascynowała się historią, więc „Historia Polski dla Piotrka” jak znalazł. Co ciekawe kupiłem ją (mama mi kupiła), w ’91, czy ’92 roku, gdy szliśmy właśnie do tej kuzynki (+ jej siostry, matki, babki). To w ich mieszkaniu po raz pierwszy przeglądałem tę książkę z wypiekami na twarzy. Teraz, po tylu latach, trafiła w ręce jej córki.
Krążą też figurki, wazony, obrazy, lampy... Ktoś chciał mieć pamiątkę po mamie, babci, ale z czasem, po kolejnym remoncie, taki przedmiot kompletnie nie pasuje już do nowoczesnego (a czasem i ultranowoczesnego) mieszkania. Co z nim zrobić?
Wyrzucić? Trochę szkoda. Więc może ktoś w rodzinie się skusi?
I zwykle ktoś taki jest. Ostatnio najczęściej my, z Żoną. Robi się nam w mieszkaniu już takie małe, rodzinne, muzeum.
Ciekawe jaki przedmiot „z duszą”, z rodzinną historią, będzie następny…