Spotkania z przyrodą: Tajemniczy park

Spacer po parku. Nie słychać szumu samochodów, co oczywiste nie jest. Poszeptuje za to kilka opasłych pomników przyrody. Chudziutka, ale już wysoka drzewiasta młodzież próbuje się wybić w gęstwinie. Co ważne, drzewa nie rosną w równych rzędach. Ba! Nawet nie są tego samego gatunku. Powalone pnie z przylepionymi do nich ślimakami pachną wilgocią.

Idąc, wdycham głęboko ożywcze powietrze i chłonę naturalny chaos leśny, choć nie po lesie spaceruję. Dziwię się, jak to możliwe, że w środku aglomeracji jeszcze się zachował park, gdzie człowiek tak mało ingeruje. Są tu oczywiście wytyczone ścieżki, także dla rowerzystów, są tablice informacyjne, można natrafić też na ławki. 

Wiele ostatnich wartościowo przyrodniczych miejsc w miastach zostaje degradowanych w ramach, o ironio!, tak zwanych rewitalizacji. Do miejskich parków wciskane są kolejne atrakcje, jak gdyby skwery nie mogły istnieć po to, żeby po prostu po nich pospacerować i cieszyć się przyrodą, również w centrum miasta. Drzewa i krzewy bywają mocno przycinane, liście od razu grabione, panoszą się kosiarki i dmuchawy. Dodatkowo w parkach sadzi się często rośliny modne, niekoniecznie pochodzące z danego regionu. Teraz na przykład królują hortensje. Czy są ładne, to kwestia gustu, czy pożyteczne – sprawa dyskusyjna. Dlaczego jednak jest ich tak dużo? Boring. Rośliny ozdobne, egzotyczne potrzebują niejednokrotnie większych zabiegów pielęgnacyjnych i podlewania. Park przy takim podejściu robi się najzwyczajniej w świecie banalny, niezróżnicowany, niejako pozbawiony naturalnej żywotności.

"Aktualnie większość miast Europy czy całej półkuli północnej posiada bardzo podobnie kształtowane tereny zieleni (parki, zieleńce, tereny rekreacyjne). (...) Głównym ich walorem jest estetyczny, miły dla oka ludzkiego wygląd, niezależnie od tego, czy jest to Paryż, Londyn, Nowy Jork, czy Warszawa". Przyroda województwa katowickiego, pod red. Krzysztofa Rostańskiego, 1997.

Takie miejsca uporządkowane, wręcz sterylne przestają być oddechem natury w miastach. Bez dwóch zdań, człowiek potrzebuje przyrody, i to bardzo. Żadne plastikowe kwiatki, drzewa, czy bluszcze tak chętnie obecnie wykorzystywane, nie zastąpią żywych liści zielono rozkołysanych na wietrze, kwiatów roztaczających przeróżne miłe dla ludzkiego nosa zapachy, emanacji przyjemnej chłodnej wilgoci. I żadne parki handlowe, parki rozrywki, wodne i maszynowe, a tym bardziej parkingi nie zastąpią spaceru wśród starych drzew, gdzie różne rośliny, ptaki, owady i wszelkie inne żyjątka mogą żyć własnym życiem bez zbędnej ingerencji człowieka.

Przemierzam niespiesznie alejki dziewiętnastowiecznego parku w sercu poprzemysłowej metropolii. Drzewa same się tu zasadziły. Kwiaty i krzewy, którym odpowiadają tutejsze warunki, wybrały sobie to miejsce do życia. Wdycham naturalny spokój. Odkrywam larwę bryzguna brzozowca, która wygląda jak wielka zielona gąsienica, choć gąsienicą nie jest (o czym dowiaduję się za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie), podziwiam splecione ze sobą dwa klony i brzozę. Sprawiają wrażenie roztańczonych. Przyglądam się z zaciekawieniem korze grabu.

Wracam do domu odprężona i zainspirowana tajemnicami natury oraz tajemniczością parku. Na pewno tu wrócę.

*

Tekst z cyklu Spotkania z przyrodą

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Rozpocznij korzystanie