publikacja 15.11.2012 00:15
Pierwsza siostra doskonale umie karmić rybki. Druga już jest na swoim i dobrze gotuje. Trzecia ściga się tak szybko, że zdobywa złote medale. Czwarta dogląda wszystkich pozostałych. Taki rodzinny biznes.
Agata Puścikowska
Rodzina Karasiów z Jastrzębi: – U nas wszystkie dziewczyny są tak samo kochane
Wioska Jastrzębia, kilkanaście kilometrów od Radomia. Deszcz pada, szaro i ponuro na zewnątrz. Wewnątrz w dwupokojowym mieszkanku (z windą!) rodzinne kolory pluszaków, kredek, dziecięcych obrazków, śmiechy i chichy, nawet i kłótnie. Domowe dyskusje o wszystkim i o niczym. Ciepło i dobrze. Wszystkim.
Ale wracam do chłopca, którego Karasiowie koniecznie chcieli przyjąć. Otóż chłopca z zespołem Downa na stanie akurat nie było. Była za to maleńka Anka. Maleńka, bo nie dość, że niecałe trzy latka, to jeszcze nieco ponad 60 cm miała. Nie chodziła, nie za bardzo się uśmiechała. Nie gadała nic. No bieda z nędzą. W dodatku z tyłu, na karku, miała taki wielki wór tłuszczu. Jadła i leżała, więc się uzbierało… – Wzięliśmy ją od razu: jak nie ma syna, to będzie kolejna córka – wspomina Krzysztof. – Przecież gdybyśmy oczekiwali na biologiczne dziecko, też by się nie dało wybrać płci – śmieje się. Anka jest… kapitalna. To chyba najlepsze określenie. Iskra i piorunek w jednym. Pełno jej wszędzie. Ale ta jej obecność, prócz ciepła i radości, wnosi też całkiem sporo pomocy. Anka potrafi wszystko, do pracy się garnie sama. Aż dziw. Pięknie naczynia pozmywa, pokój ogarnie, siostrom czas zorganizuje (albo też i się pokłóci).
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł